Widowiskowa końcówka w meczu z Elblągiem

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce

W meczu 21. serii PGNiG Superligi PGE VIVE Kielce pokonało u siebie Meble Wójcik Elbląg 43:25 (18:13). Spotkanie początkowo przebiegało w dość leniwym tempie, a elblążanie trzymali krótki dystans do żółto-biało-niebieskich. W drugiej połowie gospodarze szybko wyrobili sobie dużą przewagę, a w końcówce piękną akcję zafundowali publiczności Dean Bombac i Darko Djukić. Goście przyjechali jedynie w dwunastoosobowym składzie. W szeregach kielczan zabrakło Mateusza Kusa, który przechodzi rehabilitację po zabiegu usunięcia osteofitu ze stawu łokciowego.

W DZIALE MULTIMEDIA, W FOLDERZE “2018: ELBLĄG” ZNAJDUJĄ SIĘ MATERIAŁY DŹWIĘKOWE Z WYPOWIEDZIAMI TRENERA TALANTA DUJSZEBAJEWA, MATEUSZA JACHLEWSKIEGO ORAZ SZKOLENIOWCA ZESPOŁU GOŚCI, JACKA BĘDZIKOWSKIEGO. ZACHĘCAMY DO WYKORZYSTYWANIA MATERIAŁÓW W PAŃSTWA MEDIACH.

PGE VIVE Kielce – Meble Wójcik Elbląg 43:25 (18:13)

PGE VIVE Kielce: Szmal, Ivić – Jurecki 4, Bis 2, Dujshebaev 2, Aginagalde 4, Bielecki 1, Jachlewski 5, Strlek 4, Janc 6, Lijewski 3, Jurkiewicz 2, Zorman 2, Mamić 2, Bombac 3, Djukić 3.

Meble Wójcik Elbląg: Kiepulski, Ram – Grzegorek 4, Miedziński 2, Szopa 2, Nowakowski 1, Adamczak, Netz 5, Moryń 4, Kupiec 2, Tórz 1, Koper 4.

Pierwsza siódemka: Ivić – Strlek, Aginagalde, Zorman, Jurecki, Dujshebaev, Janc

Aż pięćdziesiąt pięć dni kieleccy kibice musieli czekać, by znów zobaczyć na żywo żółto-biało-niebieskich w Hali Legionów. Przy okazji pierwszego spotkania z publicznością, jeszcze przed meczem mistrzowie Europy, Julen Aginagalde i Alex Dujshebaev, otrzymali od klubu pamiątkowe patery, a widzowie brawami pogratulowali zawodnikom sukcesu w Chorwacji

Po chwili rozpoczęła się gra, która początkowo toczyła się dość leniwie. Goście, którzy przybyli jedynie w dwunastoosobowym składzie wyraźnie nie chcieli szprycować tempa, a rywale wyrozumiale się na to godzili. Swoją obecność w szeregach elblążan od początku zaznaczył Jakub Moryń, który posłał Filipowi Iviciowi piłkę idealnie wymierzoną pod poprzeczkę, czym wzbudził uznanie widzów. Nieźle też sprawował się bramkarz, Paweł Kiepulski, który kilkakrotnie zatrzymywał kielczan w ataku pozycyjnym, a nawet w kontrze.

Podopieczni Talanta Dujshebaeva rzadko kiedy zdążali wymieniać się do ataku, bo goście dość często prezentowali im możliwość przeprowadzania kontrataków. W jednym z nich, piękną akcją w drugie tempo popisał się Mariusz Jurkiewicz, chwytając jedną dłonią piłkę zawieszoną wysoko w przestrzeni powietrznej Hali Legionów i posyłając ją z impetem w kierunku Pawła Kiepulskiego. Za chwilę Kaczka przytomnie zachował się w defensywie, wyłapując piłkę zagubioną gdzieś pomiędzy stopami kolegów, podał ją daleko do przodu, a trafienie dla PGE VIVE zaliczył Manuel Strlek. Gospodarze prowadzili 7:4 i trzeba przyznać, że pomimo sporej ilości błędów, gościom udawało się trzymać krótki dystans do żółto-biało-niebieskich. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy wynik wynosił 16:11. Ta niewielka przewaga utrzymała się do przerwy, na którą zawodnicy schodzili przy stanie 18:13.

Po powrocie na parkiet kielczanie włączyli ‘pogrom mode’, postanawiając na początek rzucić cztery bramki z rzędu. Po trafieniu Kamila Netza uskutecznili kolejną serię, tym razem trzech celnych rzutów, a po bramce Filipa Kopra, dorzucili kolejne dwa gole i tak, po dziewięciu minutach drugiej partii, było już 27:15. Głównym egzekutorem wśród gospodarzy był Blaz Janc, który w błyskawicznym tempie dołożył na swoje konto cztery „oczka”.

W tej części meczu, w defensywie kielczan dominowało ustawienie 5:1 (wcześniej trener Dujszebajew próbował również formacji 6:0) z wysuniętym Mateuszem Jachlewskim, który poza intensywną pracą na „jedynce” zachwycał też w kontrze, niemal bezbłędnie wykorzystując długie prostopadłe podania kolegów z zespołu. Między innymi dzięki niemu na chwilę przed końcem meczu mistrzowie Polski prowadzili 41:20. W ostatnich momentach spotkania widowiskową interwencję daleko poza polem bramkowym zaliczył Sławomir Szmal. Po chwili jednak fantastycznie między Kasą a lewym słupkiem bramki piłkę zmieścił Marcin Miedziński, a na deser kielczanie obejrzeli najpiękniejszą  akcję meczu. Dean Bombac z lewej połówki przez całe boisko podał piłkę do ustawionego w prawym rogu Darko Djukicia, który złapał ją w powietrzu i widowiskową wkrętką zdobył ostatniego gola spotkania, ustalając wynik na 43:25.

Najlepszymi graczami spotkania zostali wybrani Dean Bombac z PGE VIVE Kielce i Jakub Moryń z Mebli Wójcik Elbląg. Zawodnicy otrzymali nagrody ufundowane przez OSM Włoszczowa.

PO MECZU POWIEDZIELI:

Talant Dujszebajew, trener PGE VIVE Kielce: Zawsze dla nas najważniejsi są kibice i możliwość grania w naszej hali. Zagraliśmy już kilka meczów poza Kielcami, a teraz wreszcie mogliśmy wystąpić przed naszą publicznością, z czego bardzo się cieszymy. Trzeba przyznać, że przeciwnik grał bardzo dobrze przez pierwsze trzydzieści minut, był bardzo zdyscyplinowany, wykorzystywał nasze pomyłki. Jestem jednak zadowolony z tego, że przećwiczyliśmy kilka rzeczy, które chciałem przećwiczyć, np. oba warianty obronne, 6-0 i 5-1 z wysuniętymi Mateuszem i Alexem. Popełniliśmy kilka błędów, które musimy poprawić, ale to normalne po tak małej ilości wspólnych treningów. Jutro już zaczniemy przygotowania pod Flensburg, mamy dwa treningi, to będzie bardzo ważny mecz i dla nas i dla nich. Wiemy, że zagramy na trudnym terenie, ale my jesteśmy PGE VIVE i zawsze chcemy walczyć o zwycięstwo.

Mateusz Jachlewski, skrzydłowy PGE VIVE Kielce: Miło jest wrócić do Hali Legionów. Każdy mecz w Kielcach dobrze wspominam, lubię tu grać i myślę, że każdy z zawodników ma takie samo zdanie, przed naszą publicznością miło jest występować, obojętnie czy to liga polska czy Liga Mistrzów. Dobrze, że zaczęliśmy od wygranej.Przed meczem założyliśmy sobie, by grać twardo w obronie i rzucać łatwe bramki z kontry, poza tym w ataku mieliśmy grać krótko i szybko. W pierwszej połowie nie wychodziła nam gra w defensywie i dlatego zdobyliśmy mniej bramek. W drugiej rzuciliśmy ich zdecydowanie więcej.

Jacek Będzikowski, trener Mebli Wójcik Elbląg: Pierwsza połowa była zdecydowanie lepsza od drugiej, było widać, że później straciliśmy koncentrację. Akcje były zbyt krótkie, za szybko próbowaliśmy je zakończyć, nie wychodziła nam gra z kołowym i to była woda na młyn drużyny z Kielc, która mogła rzucać proste bramki z kontry, a ten element gospodarze mają bardzo dobrze opanowany. Stąd tak duża różnica w końcowym wyniku. W ciągu trzech tygodni zagrać siedem meczów w dziesięciu ludzi z pola to dla nas zabójstwo. Z jednej strony nie wytrzymaliśmy kondycyjnie, z drugiej nakładało się zmęczenie, bo od 17 stycznia gramy praktycznie co trzy dni. Nie jest to oczywiście żadne wytłumaczenie, ale jeden z powodów, dla których skończyło się tak, jak się skończyło. Gramy na pewno ładniej, niż w zeszłym roku, ale brakuje nam stałości, mamy zbyt dużo przestojów. Lepiej się zaprezentowaliśmy, ale to nie jest konkurs piękności. Będziemy walczyć, ale sił nam czasami nie starcza.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*