PGE VIVE Kielce Biuro Prasowe Z Flensburgiem znów remis! T. Dujshebaev: Jestem dumny z chłopaków!

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce tekst , zdjęcia  Grzegorz Trzpil

Po wielkich emocjach PGE VIVE Kielce znów remisują z niemiecką ekipą w Lidze Mistrzów! Kielczanie przez znaczną część spotkania prowadzili z gospodarzami czterema, pięcioma trafieniami, ale po kolejnej dramatycznej końcówce musieli zadowolić się podziałem punktów. Tym razem jednak to żółto-biało-niebiescy wydarli remis rywalom, którzy w ostatniej minucie spotkania prowadzili 32:31. Zimną krew zachował najpierw trener Talant Dujszebajew, który poprosił o czas, a później Blaz Janc, który niemal z zerowego kąta pokonał bramkarza gospodarzy w ostatnich sekundach meczu. Bardzo dobry występ w bramce zaliczył Sławomir Szmal, a najskuteczniejszym zawodnikiem PGE VIVE Kielce był Michał Jurecki, który zdobył dla swojej ekipy osiem bramek. Wciąż w składzie kielczan brakowało Mateusza Kusa, który przechodzi rehabilitację po operacji stawu łokciowego.

SG Flensburg-Handewitt – PGE VIVE Kielce 32:32 (17:21)

SG Flensburg-Handewitt: Andersson, Møller – Karlsson, Glandorf 1, Mogensen, Svan 6, Wanne 4, Jeppsson, Steinhauser, Zachariassen 6, Toft Hansen, Gottfridsson 1, Lauge Schmidt 9, Mahe 3, Röd 2.

PGE VIVE Kielce: Szmal, Ivić – Jurecki 8, Bis, Dujshebaev 2, Aginagalde 5, Bielecki 4, Jachlewski, Strlek 4, Janc 3, Lijewski 1, Jurkiewicz, Zorman 1, Mamić 1, Bombac, Djukić 3.

Pierwsza siódemka: Szmal – Janc, Dujshebaev, Bombac, Jurecki, Strlek, Aginagalde

Oj, brakowało kielczanom Ligi Mistrzów! Energią, zapałem i chęcią gry naszych zawodników można by spokojnie obdzielić kilka innych zespołów. Podopieczni Talanta Dujszebajewa rozpoczęli spotkanie bardzo agresywnie w obronie, wychodząc rywalom wysoko w okolice dziewiątego metra, z dodatkowo jeszcze wyżej wysuniętym Blazem Jancem. Gdy tylko udało im się powstrzymać rywali lub gdy interweniował Sławomir Szmal, pędzili do przodu z kontratakiem, które w pierwsze tempo wykańczali Manuel Strlek lub Marko Mamić, lub… obaj. W jednej z takich akcji Marko za plecami podał piłkę do Manu, który w tempie złapał ją na lewym skrzydle i pokonał Mattiasa Anderssona, dając naszej drużynie prowadzenie 11:8. Atakiem pozycyjnym świetnie kierował Dean Bombac, zagrożenie rzutowe raz po raz stwarzał Michał Jurecki i dobrze funkcjonowała współpraca z kołem, dlatego po osiemnastu minutach goście prowadzili już 13:8.

Nie za bardzo radzili sobie jedynie z Hampusem Wanne, który z kontry, karnych lub ataku pozycyjnego w nieco ponad dziesięć minut rzucił Sławkowi Szmalowi pięć bramek. Po kwadransie uruchomił się Lasse Svan po drugiej stronie boiska, a co jakiś czas trafienie dokładał Rasmus Lauge Schmidt. Wkrótce gospodarze niebezpiecznie zaczęli odrabiać stratę do kielczan. Żółto-biało-niebiescy trochę się pogubili, tracąc nieco na skuteczności oddawanych rzutów i mając problem z szybkim powrotem do obrony. Na szczęście z tyłu wciąż solidnie (wtedy, kiedy mógł, bo ciężko wymagać cudów, gdy na bramkę pędzą rozpędzeni w kontratakach rywale) bronił Sławomir Szmal, a pozostali w miarę dobrze asekurowali się w ataku. Po niecelnym rzucie Dzidziusia w końcówce pierwszej partii przytomnie akcję wykończył Darko Djukić, a chwilę później Michał oddał przysługę, ratując przed outem piłkę niefrasobliwie podaną przez Serba. Po naprawdę dobrze rozegranych trzydziestu minutach goście schodzili do szatni, prowadząc we Flens-Arenie 21:17.

Gospodarze próbowali szybko odrabiać straty grając siódemką zawodników w polu. Bez najmniejszych skrupułów wykorzystał to Manuel Strlek, który między niepilnowane słupki posłał piłkę przez całe boisko, zdobywając pierwszą po przerwie bramkę na 22:17. Michał Jurecki natomiast zdawał się połknąć spory kawał magnesu, który przyciągał go do słupków Flensburga, w drugiej połowie pilnowanych przez Kevina Møllera. Kapitan żółto-biało-niebieskich już w pierwszej połowie siedmiokrotnie umieszczał piłkę w siatce Anderssona i zawziął się, by koniecznie zapaść w pamięć także jego zmiennikowi. Mecz toczył się w zawrotnym tempie, aż wreszcie oba zespoły zwolniły. Cisza zdumionych kibiców niemieckich akompaniowała atakom kielczan, którym tym łatwiej było grać swoje, utrzymując bezpieczną czterobramkową przewagę.

Na około dziesięć minut przed końcem spotkania kielczan dopadła niemoc w ataku. Od stanu 30:25 Flensburg doszedł nas na 31:30 i Flens-Arena znowu ożyła. Gospodarze coraz agresywniej grali w obronie, upatrując sobie szczególnie Michała Jureckiego, który nie był już tak aktywny jak w pierwszej połowie. Już na początku drugiej partii na dwuminutową karę z boiska wyleciał Henrik Toft Hansen, a w końcówce również za faul na Dzidziusiu dwa uniesione w górę palce sędziego zobaczył Anders Zachariassen.

Fantastycznie w tej części spotkania bronił Kevin Møller, który blokował prawie każdy rzut oddawany przez kielczan. Gra wkraczała na dramatyczne tory, pędząc po nich niczym rozpędzony niemiecki ekspres. Wreszcie gospodarze doczekali się, wyrównali na 31:31, a w ostatniej minucie wyszli na prowadzenie 32:31. Wtedy jednak zimną krew zachował najpierw trener Talant Dujszebajew, który na kilkanaście sekund przed ostatnim gwizdkiem poprosił o czas, a później Blaz Janc, który niemal z zerowego kąta pokonał bramkarza gospodarzy i tym razem to ekipa z Kielc cieszyła się z wyszarpanego remisu. Choć po raz kolejny mogło być inaczej, mecz zakończył się wynikiem 32:32, a zawodnicy obu drużyn wystawili na parkiecie Flens-Areny piękny spektakl, który do końca zapierał dech w piersiach kibiców i który dał polskiemu zespołowi kolejny ważny punkt na koncie w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

PO MECZU POWIEDZIELI:

Nie udało się zdobyć dwóch punktów, po które pojechaliśmy do Flensburga – komentował po meczu trener Dujszebajew – Sytuacja w grupie nie jest najlepsza, jesteśmy tego świadomi. Nie jestem zadowolony z tego, jak ten mecz się skończył, ale mimo wszystko jestem dumny z chłopaków, z tego, jak walczyli. Oczywiście, trzy czy cztery razy pudłowali w sytuacjach jeden na jeden, popełnili kilka błędów, ale przez cały czas trzymali się razem i razem stawiali czoła rywalom na tym trudnym terenie. 

W podobnym tonie wypowiadał się skrzydłowy PGE VIVE Kielce, który “uratował” remis w dzisiejszym meczu, zdobywając bramkę w ostatnich jego sekundach. Patrząc na samą końcówkę musimy być zadowoleni z tego jednego punktu – mówił Blaz Janc – Zagraliśmy bardzo dobrą obroną, dużo biegaliśmy do kontry, zdobyliśmy sporo bramek. Chciałbym pogratulować całemu mojemu zespołowi walki. Z taką zawziętością musimy grać za każdym razem! Gratuluję szczególnie Sławkowi Szmalowi, który świetnie dzisiaj bronił w trudnych sytuacjach. Dziękuję równiez kibicom, którzy przyjechali do Flensburga.

Zarówno trener Dujszebajew jak i Blaz są nieco przygnębieni niewypełnieniem zadania we Flensburgu, ale szanują to, co udało się wywalczyć we Flens-Arenie. Zdobyliśmy jeden bardzo ważny punkt i zrobimy wszystko, by dołożyć na nasze konto kolejne punkty w pozostałych meczach – zapewnił szkoleniowiec.

W trakcie spotkania prowadziliśmy pięcioma czy nawet sześcioma trafieniami, a w ciągu ostatnich piętnastu minut bramkarz Flensburga zaczął bronić jak natchniony, a my nie zdobywaliśmy bramek w stuprocentowych sytuacjach. Rywalom udało się nas dogonić, nawet przegonić, a my jednak wywalczyliśmy punkt. Patrząc na to z tej perspektywy, jestem naprawdę szczęśliwy, że tak to się skończyło – podsumował skrzydłowy – Chcieliśmy tu wygrać, zdobyć dwa punkty, ale ostatecznie musimy cieszyć się z jednego. W sobotę mamy ważny mecz u siebie z Celje i tu nie może być innego scenariusza niż nasze zwycięstwo.

W poniedziałek po południu zespół wróci do Kielc, a już we wtorek wyruszy na kolejny mecz. 13 lutego, o godz. 18:30 zmierzy się na wyjeździe z NMC Górnikiem Zabrze. Transmisja w Canal+ Sport.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*