Lech Poznań po szalonej końcówce wygrywa ze Śląskiem Wrocław.

Tekst Adam Adamczak    zdjęcia Irek Pindral i Patryk Pindral

 

Aż do 80. minuty niespełna 4,5 tys. kibiców obecnych w mroźny środowy wieczór na Inea Stadionie musiało poczekać na pierwsze emocje w spotkaniu Lecha Poznań ze Śląskiem Wrocław. Ostatecznie jednak po niezwykle emocjonującej końcówce Kolejorz zwyciężył 2:1.

Ten mecz pokazał więc, że na emocje warto poczekać do końca. W pierwszej połowie działo się bowiem bardzo niewiele. Lech miał spore kłopoty z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy boiska, zaś w drużynie Śląska, pomimo optycznej przewagi, szwankowała dokładność podań i celność w sytuacjach strzeleckich. – Początek spotkania był bardzo nerwowy w naszym wykonaniu i było to widać. Za szybko chcieliśmy sobie stworzyć sytuacje, a tak się niestety nie da i dlatego gra nie wyglądała najlepiej. – mówił kapitan Lecha Maciej Gajos. W drugiej części meczu to jednak Kolejorz zaczął stopniowo zyskiwać przewagę i w 80. minucie za sprawą trafienia Ołeksija Chobłenki lechici wyszli na prowadzenie. Radość zespołu z Poznania trwała jednak niespełna dwie minuty, bowiem tyle czasu wystarczyło Śląskowi do wyrównania wyniku po bramce byłego napastnika Lecha Marcina Robaka. Ostateczny cios zadali jednak w 90. minucie poznaniacy, a strzelcem zwycięskiego gola był Christian Gytkjaer.

VARiacki paradoks

To zresztą właśnie ostatnia sytuacja wzbudziła tego dnia najwięcej kontrowersji. Początkowo bowiem sędzia Paweł Frankowski odgwizdał spalonego. System VAR wykazał jednak, że duński napastnik zdobył bramkę w sposób całkowicie prawidłowy. Możliwe jest jednak, że dosłownie chwilę wcześniej zgrywający w tej sytuacji do Gytkjaera Nikola Vujadinović znajdował się na minimalnym spalonym. Tej sytuacji odpowiedzialni za wideoweryfikację sędziowie nie zdołali już jednak sprawdzić. Pewnym jest natomiast fakt, że w tym meczu system VAR bardzo przyczynił się do zwycięstwa Lecha i poprawy sytuacji krytykowanego ostatnio przez kibiców trenera poznaniaków Nenada Bjelicy. Można to uznać za spory paradoks, bowiem wcześniej chorwacki szkoleniowiec wielokrotnie wypowiadał się bardzo negatywnie na temat wprowadzonej w tym sezonie technologii. – Mieliśmy już spotkanie z sędziami i oni tłumaczyli nam działanie systemu VAR w kilku sytuacjach. Nie chciałbym o tym dalej dyskutować. W tym momencie mamy lepsze relacje z nimi. Nigdy nie miałem żadnych problemów z sędziami. […] Zobaczymy, jak to wyjdzie na końcu. – skomentował całą sytuację trener Bjelica.

Szkoleniowiec Lecha nie miał ostatnio najlepszej passy. Jego drużyna zalicza niechlubną serię 10 spotkań bez zwycięstwa na wyjazdach, a po ostatniej porażce w Kielcach z Koroną (0:1) zaczęły pojawiać się spekulacje o tym, że posada Chorwata wisi na włosku. Szczególnie sfrustrowani postawy zespołu pod wodzą Bjelicy są kibice Kolejorza. W drugiej połowie nieliczna grupa obecnych na stadionie sympatyków Lecha postanowiła dać upust swojemu niezadowoleniu. – Bjelica! Co? To je circus! Bjelica! Co? Skandaloza! – krzyczeli kibice poznańskiego zespołu. Trener lechitów nie miał jednak o to pretensji. – Bardzo szanuję naszych kibiców i chciałbym pochwalić te 4 tysiące kibiców, którzy byli na stadionie i dopingowali drużynę. – mówił po meczu Bjelica.

Pech Koljicia szczęściem Chobłenki

W środowym meczu szkoleniowiec Kolejorza zdecydował się na małe ryzyko, wystawiając w podstawowym składzie dwóch napastników. Taktyka ta okazała się skuteczna, bowiem oba gole zdobyli piłkarze z formacji ofensywnej – Ołeksij Chobłenko i Christian Gytkjaer. Bramka w środowym meczu może mieć jednak szczególne znaczenie pierwszego z nich. Chobłenko, który zimą został wypożyczony do zespołu Lecha z Czornomorca Odessa, po pierwszych występach w zespole z Poznania był bardzo krytykowany przez kibiców. Trafienie w meczu ze Śląskiem było dla Ukraińca pierwszym w barwach Kolejorza. Gol strzelony w 80. minucie najwyraźniej podziałał mobilizująco na Chobłenkę, który w końcówce się uaktywnił i kilka razy był blisko zdobycia drugiej bramki. – Zagrał dzisiaj bardzo dobre spotkanie i pokazał, że może być dla Lecha ważnym piłkarzem. – tak występ ukraińskiego napastnika podsumował trener Bjelica.

Chobłenko prawdopodobnie nie miałby tak wielu okazji, gdyby nie pech Elvira Koljicia, którego Ukrainiec zmienił w 15. minucie. Koljić w meczu ze Śląskiem wyszedł w podstawowym składzie Kolejorza i już w ósmej minucie był bliski zdobycia gola po odebraniu piłki jednemu z obrońców w polu karnym, jednak jego uderzenie obronił Jakub Słowik. Niedługo potem Bośniak musiał już jednak boisko na noszach z powodu kontuzji kolana. Nie wiadomo na razie, na jak długo Koljić wypadnie z gry. W czwartek przeszedł on badanie rezonansem magnetycznym, zaś dokładna diagnoza ma być znana już w piątek.

Lech Poznań – Śląsk Wrocław 2:1 (0:0)

Bramki: Chobłenko (80′), Gytkjaer (90′) – Robak (82′)

Lech: Jasmin Burić Robert Gumny, Emir Dilaver, Nikola Vujadinović, Wołodymyr Kostewycz (85′ Kamil Jóźwiak) – Nicklas Bärkroth (59′ Mario Šitum), Maciej Gajos, Łukasz Trałka, Mihai Răduț Elvir Koljić (15′ Ołeksij Chobłenko), Christian Gytkjær.

Śląsk: Jakub Słowik Piotr Celeban, Igors Tarasovs, Tim Rieder, Mariusz Pawelec Arkadiusz Piech (90′ Sebastian Bergier), Augusto, Dragoljub Srnić, Sito Riera (70′ Kamil Vacek), Róbert Pich (66′ Michał Chrapek) – Marcin Robak.

Żółte kartki: Kostewycz, Răduț, Gajos – Vacek.

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*