King Szczecin zwycięża w Warszawie

Biuro Prasowe Energa Basket Liga zdjęcie  Krzysztof Cichomski/King

King Szczecin pokonał w Warszawie Legię 84:74 w jedynym poniedziałkowym spotkaniu Energa Basket Ligi.

Najważniejsze wydarzenia: Goście rozpoczęli od niezwykle mocnego uderzenia – po rzutach wolnych Pawła Kikowskiego było już 12:0. Po chwili ta przewaga wzrosła do nawet 18 punktów! Legia starała się odpowiadać głównie trafieniami z dystansu, ale to było za mało. Po 10 minutach King prowadził 31:16. W drugiej kwarcie zespół trenera Tane Spaseva potrafił zbliżyć się na 11 punktów, ale szczecinianie nie pozwolili już na nic więcej. Goście spokojnie kontrolowali wynik – po pierwszej połowie wygrywali 50:32. Trzecia kwarta niewiele zmieniała – to ekipa trenera Mindaugasa Budzinauskasa ciągle była stroną przeważającą i powiększała przewagę. Podobnie było w ostatniej części meczu. King szeroko rotował składem, a swoje minuty otrzymali nawet Maciej Adamkiewicz i Kostas Jonuska. Legia walczyła do końca, ale to drużyna ze Szczecina zwyciężyła 84:74.

Najlepsi strzelcy: Anthony Beane zanotował dla gospodarzy 18 punktów, 3 zbiórki i 4 asysty. Darrell Harris zdobył dla gości 14 punktów i 5 zbiórek.

Ciekawostka: Kostas Jonuska z Kinga rzucił w tym meczu sześć punktów. Poprzednio, w siedmiu rozegranych spotkaniach zanotował łącznie… pięć (wszystkie w spotkaniu z AZS Koszalin).

Statystyka: 9-0 – Legia wygrała walkę o zbiórki w ataku, ale nie wystarczyło to do odniesienia zwycięstwa.

Legia Warszawa 74:84 King Szczecin

Legia fatalnie zaczęła mecz przed własną publicznością z Kingiem Szczecin. Rywale po czterech minutach prowadzili już 20:2, a pierwszą kwartę zwyciężyli 31:16, wobec czego o korzystny wynik było naprawdę trudno.

Rywale z Pomorza Zachodniego przez całe spotkanie utrzymywali niesamowity procent skuteczności z gry – trafili łącznie 30 z 47 rzutów, co stanowi 63,8 procent rzutów z gry, w tym 9/15 (60%) za 3 punkty. Przy takim bilansie przeciwnika naprawdę trudno osiągnąć korzystny rezultat. Legia jednak w czwartej kwarcie wróciła do gry. Skuteczna gra w ataku, kilka przechwytow, jak również dobra skuteczność Beane’a, Collinsa i Kołodzieja, sprawiły że Legia na pięć minut przed końcem spotkania traciła 13 punktów oraz była w posiadaniu piłki. Szkoda akcji, po której legioniści mogli zmniejszyć straty do 10 oczek, kiedy Michał Kołodziej nie tylko nie trafił do kosza rywali, ale stracił piłkę na ósmym metrze, a po chwili popełnił faul niesportowy, po którym rywale znacznie powiększyli przewagę.

Ostatecznie w końcówce trenerzy raz po raz brali czas, ale wynik meczu nie mógł się już zmienić – Legia miała pięć przewinień na koncie, więc nie mogła przerywać akcji szczecinian faulami, a czasu do zakończenia spotkania było na tyle mało, że przyjezdni spokojnie kontrolowali wynik. Porażka Legii różnicą zaledwie dziesięciu punktów, to najmniejszy wymiar kary. Słaba gra w obronie w pierwszej połowie spotkania, sprawiła że po przerwie odrobienie strat okazało się niemożliwe, szczególnie wobec wysokiej skuteczności z gry Kinga.

Kolejne spotkanie legioniści rozegrają już w najbliższą sobotę, kiedy na Bemowo przyjedzie zespół Trefla Sopot. Początek tego spotkania zaplanowano na godzinę 18:00. Serdecznie zapraszamy na trybuny wszystkich kibiców.

Legia Warszawa 74:84 (16:31, 16:19, 11:16, 31:18) King Szczecin
Legia: Anthony Beane 18 (2)*, Chauncey Collins 16 (2), Michał Kołodziej 13 (3)*, Piotr Robak 9 (2), Adam Linowski 9 (1), Hunter Mickelson 7*, Łukasz Wilczek 2*, Grzegorz Kukiełka 0*, Jobi Wall 0, Kamil Sulima 0, Wojciech Szpyrka 0, Patryk Kędel 0.
trener: Tane Spasev, as. Miłosz Warecki

King: Darrell Harris 14*, Paweł Kikowski 12 (2)*, Carlos Medlock 10 (2)*, Kyle Benjamin 8, Maciej Majcherek 8 (1), Łukasz Diduszko 8 (1)*, Kostas Jonuška 6 (2), Tauras Jogėla 5, Sebastian Kowalczyk 5 (1), Martynas Paliukenas 5*, Maciej Adamkiewicz 3, Mateusz Bartosz -.
trener: Mindaugas Budzinauskas ; as. Łukasz Biela

Sędziowie: Paweł Białas, Mariusz Nawrocki, Karol Nowak ; Komisarz: Jarosław Nowak
Widzów: 400

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*