Lech Poznań niespodziewanie przegrywa z Koroną. Falstart „Kolejorza” w grupie mistrzowskiej

tekst Adam Adamczak  zdjęcia Irek Pindral

Jak mawia popularny przesąd, piątek trzynastego to dzień pechowy. Tym razem boleśnie przekonali się o tym piłkarze Lecha Poznań. Zawodnicy trenera Nenada Bjelicy nieoczekiwanie ulegli bowiem na własnym stadionie grającej w rezerwowym składzie Koronie Kielce 0:1.

Jedynego gola w całym spotkaniu strzelił w 35. minucie Sanel Kapidzić po tym, jak piłka odbiła się rykoszetem od nogi Łukasza Trałki i wpadła do bramki, zaskakując bezradnego Matusa Putnockiego. Dwie minuty wcześniej zaś Lech miał szansę na objęcie prowadzenia dzięki rzutowi karnemu, podyktowanemu przez sędziego za faul Djibrila Diawa na Nikoli Vujadinoviciu, jednak Darko Jevtić z jedenastu metrów nie zdołał pokonać Zlatana Alomerovicia. Choć poznaniacy w całym spotkaniu wypracowali sobie jeszcze kilka okazji na wyrównanie, to jednak nie potrafili oni znaleźć sposobu na mądrze broniącą się drużynę z Kielc i ostatecznie na Inea Stadionie sensacja stała się faktem.

Znowu ten Zlatan

W drużynie trenera Gino Lettieriego wskazać można dwóch bohaterów piątkowego meczu. Pierwszy z nich, Alomerović, po raz kolejny obronił jedenastkę egzekwowaną przez piłkarza „Kolejorza”. Wcześniej bowiem podobnej sztuki serbski golkiper dokonał 25 lutego w spotkaniu w Kielcach, kiedy to w ostatniej minucie sparował on uderzenie Christiana Gytkjaera. Tym razem zaś sposobu na pokonanie go nie znalazł Darko Jevtić. Golkiper Korony może być więc uznawany za specjalistę od bronienia karnych, był to bowiem już trzeci obroniony przez niego strzał z 11. metrów w tym sezonie. Kieleckiemu Zlatanowi w bramce służą również mecze rozgrywane przeciwko Lechowi. W piątek bowiem, podobnie jak w meczu z lutego, Serb bronił znakomicie, wiele razy ratując kielczan z opresji.

Drugim z największych wygranych potyczki na Inea Stadionie był strzelec jedynej bramki, Sanel Kapidzić. Co ciekawe, dla Bośniaka z duńskim paszportem był to pierwszy występ w podstawowym składzie w barwach Korony, zaś drugi w ogóle. Wcześniej dostał on szansę jedynie w meczu 27. kolejki z Wisłą Płock, kiedy to w 68. minucie zastąpił na boisku Michaela Gardawskiego. Kapidzić może więc dziękować trenerowi Lettieriemu za to, że ten, mając na uwadze wtorkowy rewanż w półfinale Pucharu Polski z Arką, zdecydował się wystawić w Poznaniu rezerwowy skład. Dzięki temu od pierwszej minuty nie wybiegli Nika Kaczarawa czy Goran Cvijanović, a właśnie pozyskany zimą z norweskiego Fredrikstad napastnik. Lepszego debiutu w podstawowej jedenastce Bośniak nie mógł sobie wyobrazić. Kapidzić swoją bramką po strzale z dystansu zapewnił kielczanom trzy punkty w starciu z liderem tabeli, ponadto aktywnie uczestniczył w grze ofensywnej zespołu.

Harakiri po poznańsku

Choć Korona przez większość spotkania była skupiona głównie na defensywie, to jednak udało jej się zachować jednobramkową przewagę aż do ostatniego gwizdka. W dużej mierze była to zasługa udanych manewrów taktycznych trenera Gino Lettieriego. – Po przerwie Lech wyszedł z szatni z nową taktyką, więc my również zareagowaliśmy. Zespół dobrze na to zareagował, dlatego więc uważamy, że w pełni zasłużyliśmy na boisku. – mówił po meczu włoski szkoleniowiec. Reagował również Nenad Bjelica. Na drugą połowę trener „Kolejorza” wypuścił na plac gry Ołeksija Chobłenkę, przechodząc na grę dwoma napastnikami. W końcówce zaś Chorwat zdecydował się na niezwykle ryzykowny manewr, przesuwając do ataku stopera Nikolę Vujadinovicia. – To co zrobiliśmy było trochę jak harakiri. Dla mnie nie miało jednak znaczenia, czy przegramy 0:1 czy 0:3. Chciałem wygrać mecz, dlatego zaryzykowaliśmy. – wyjaśniał po spotkaniu trener Bjelica.

W piątek jednak Lechowi nie udało się nawet doprowadzić do wyrównania. Tym samym „Kolejorz” zakończył znakomitą passę 23 meczów bez porażki na własnym obiekcie. Inea Stadion pozostawał niezdobytą twierdzą łącznie przez 369 dni, począwszy od 9 kwietnia ubiegłego roku. Piątkowa porażka była również pierwszą, poniesioną przez poznaniaków w całej historii występów z kieleckim zespołem na własnym stadionie. Wcześniej bowiem na 13 potyczek Lech wygrał dziesięć, trzy zaś skończyły się remisem. Po niespodziewanej wpadce w, wydawałoby się, najłatwiejszym spotkaniu w całej grupie mistrzowskiej, przed „Kolejorzem” stoi teraz widmo utraty pozycji lidera.

Lech Poznań – Korona Kielce 0:1 (0:1)

Bramka: Kapidzić (35′)

Lech: Matúš Putnocký – Robert Gumny (66′ Tymoteusz Klupś), Emir Dilaver, Nikola Vujadinović, Wołodymyr Kostewycz (76′ Piotr Tomasik) – Darko Jevtić, Maciej Gajos, Łukasz Trałka, Radosław Majewski, Kamil Jóźwiak (46′ Ołeksij Chobłenko) – Christian Gytkjær.

Korona: Zlatan Alomerović – Łukasz Kosakiewicz, Bartosz Rymaniak, Radek Dejmek, Elhadji Pape Diaw, Ken Kallaste(62′ Michael Gardawski) – Nabil Aankour, Adnan Kovačević (66′ Ákos Kecskés), Mateusz Możdżeń, Zlatko Janjić – Sanel Kapidzić (76′ Elia Soriano).

Żółte kartki: Gumny, Jevtić, Klupś (Lech) – Diaw, Kosakiewicz, Alomerović, Dejmek (Korona).

Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce).

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*