Podsumowanie 11. kolejki Fortuna 1 Ligi

Biuro Prasowe Fortuna 1 Liga

W 11. kolejce na własne stadiony wróciły ekipy Warty Poznań i Stomilu Olsztyn. Lider z Częstochowy powiększył przewagę nad drugą Bytovią Bytów i trzecią Sandecją Nowy Sącz do czterech punktów. Pierwsze wyjazdowe zwycięstwo zanotowała Chojniczanka Chojnice, pozostająca w grupie pościgowej.

Nie tak powrót na swój stadion wyobrażali sobie piłkarze Warty Poznań. Beniaminek nie sprostał ekipie Rakowa Częstochowa, przegrywając 0:2. Dla lidera Fortuna 1 Ligi był to ósmy kolejny mecz bez porażki! Była to też siódma wygrana – to najlepszy wynik w lidze pod tym względem. – Zagraliśmy dobry mecz na swoim poziomie, ale byliśmy skuteczniejsi niż w poprzednich meczach – powiedział Marek Papszun. Beniaminek z Poznania od siedmiu spotkań pozostaje bez zwycięstwa. – Raków potwierdził swoje miejsce w lidze. Musimy się szybko otrząsnąć i zatrzymać serię bez wygranego meczu – podsumował Petr Nemec.

Pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie zanotowała Chojniczanka, która pokonała Garbarnię Kraków 1:2. Ostatni raz ta sztuka udała się ekipie z Chojnic 21 kwietnia w Grudziądzu. – Mecz, który wydawał się być pod kontrolą znowu zrobił się nerwowy. Jak wszyscy wiedzą tych końcówek nie mamy najlepszych. Od mojego zespołu wymagam więcej spokoju, powinniśmy wcześniej zamknąć ten mecz – ocenił Przemysław Cecherz. Garbarnia przegrywa po raz szósty w tym sezonie. – Na tym poziomie o bramkach decydują detale, i tak było przy bramce na 0:1 dla gości. Uczulaliśmy, żeby być blisko przeciwnika. Chojniczanka zdobyła pierwszą bramkę, a później wyprowadziła kontrę i było 0:2 dla przyjezdnych. Zawsze gramy do końca i tak było tym razem. Chcemy grać w piłkę, operujemy nią, stwarzamy sytuacje – przyznał Mirosław Hajdo.

Pozycję lidera obroniła Bytovia Bytów, która na własnym stadionie zremisowała z Wigrami Suwałki. Dla gospodarzy był to już siódmy mecz z rzędu bez porażki. – Przespaliśmy pierwszą połowę, Wigry były wtedy zdecydowanie lepsze. W drugiej połowie to my mogliśmy rozstrzygnąć losy meczu – powiedział Adrian Stawski. Dla Wigier był to mecz szósty kolejny mecz bez porażki. – Jesteśmy rozczarowani wynikiem. Po raz kolejny tracimy bramkę po stałym fragmencie – podsumował Kamil Socha.

W meczu przyjaźni ŁKS Łódź zremisował bezbramkowo z GKS Tychy. Beniaminek kontynuuje serię 288 minut bez straconej bramki. – Jesteśmy podbudowani zdobyciem siedmiu punktów w trzech ostatnich meczach. Trzy razy z rzędu zagraliśmy też na zero z tyłu, co również jest dobrym prognostykiem przed kolejnymi meczami – ocenił Rafał Kujawa, piłkarz ŁKS-u Łódź. Tyszanie pozostają bez zwycięstwa na wyjeździe w tym sezonie. – W kilku akcjach ofensywnych gdybyśmy wybrali lepsze rozwiązania, mogliśmy pokusić się o bramkę, ale mówiąc szczerze nie możemy dzisiaj narzekać na ten jeden punkt za bezbramkowy remis. Myślę, że nie oglądaliśmy typowego meczu walki, bo obie drużyny próbowały grać w piłkę – przyznał Ryszard Tarasiewicz.

Po pierwszej połowie nic nie zapowiadało, że Chrobry wywiezie choćby punkt z Niecieczy. Najpierw w 65. minucie Borecki przerwał serię ChG 290 minut bez goli na wyjeździe, a potem gola na wagę trzech punktów zdobył Kowalczyk. – Porozmawialiśmy w szatni. Wyszliśmy skoncentrowani i zrobiliśmy to, co musieliśmy i chcieliśmy. Wygraliśmy. To jest taka liga, w której trzeba walczyć. Granie piłką to jedno, tak też trzeba, ale ta walka przede wszystkim – mówił o odmienionym po przerwie obliczu zespołu Borecki. Bruk-Bet ma już na koncie siedem porażek i zamyka ligową tabelę. – Po wygranej z Chojniczanką byliśmy wszyscy pełni optymizmu i myślę, że pierwsza połowa pokazała, że był on uzasadniony. Stwarzaliśmy wtedy mnóstwo sytuacji. Ten mecz powinniśmy zakończyć do przerwy. Nie zmienia to faktu, że tak doświadczona drużyna, jak nasza nie może stracić kontroli nad meczem poprzez jeden stały fragment gry. Mam tu na myśli aut i straconą bramkę – ocenił Marcin Kaczmarek.

Zwycięstwem 2:1 nad Odrą Opole uczcił swój powrót na własny stadion Stomil Olsztyn. Dla „Dumy Warmii” było to pierwsze zwycięstwo po pięciu z rzędu porażkach. Dzięki zwycięstwu, gospodarze opuścili ostatnie miejsce w tabeli. – Powiedzieliśmy sobie, że najważniejsza jest przyszłość, nowe otwarcie, nowa karta, powrót na nasz stadion. Chcieliśmy wspólnie z kibicami odnieść to zwycięstwo. Nie chcieliśmy zawieść siebie, ale przede wszystkim ich. Wiemy, ile determinacji trzeba było, by pewne rzeczy się wydarzyły. Połączyliśmy to w jedną całość – podsumował Kamil Kiereś. Dla Odry był to czwarty wyjazdowy mecz w tym sezonie bez zwycięstwa. – Zasłużyliśmy na stratę tych bramek, a Stomil sobie na nie zapracował. W drugiej połowie nie potrafiliśmy przejąć inicjatywy, dlatego w żaden sposób nie zasłużyliśmy w tym meczu nawet na punkt – przyznał Mariusz Rumak.

Wciąż niepokonany na wyjeździe jest beniaminek – GKS Jastrzębie. Tym razem ekipa trenera Skrobacza wywiozła punkt z Mielca. – To był dla nas trudny mecz. Obydwa zespoły pokazały sporo walki i determinacji. Zespół gospodarzy nie pozwolił nam na rozwinięcie skrzydeł. Cieszymy się z remisu – ocenił trener gości. Stal w tym sezonie nie wygrała jeszcze u siebie i strzeliła zaledwie jedną bramkę. – Żeby wygrać ten mecz, powinniśmy szybciej grać w piłkę z dobrze zorganizowanym przeciwnikiem – mówił ma konferencji Artur Skowronek.

Piątego kolejnego mecz w Bielsku-Białej nie potrafi wygrać Podbeskidzie. Tym razem Górale podzielili się punktami z Sandecją Nowy Sącz. – Widzieliśmy dzisiaj bardzo dobre Podbeskidzie, które nie ustrzegło się błędów, ale takie Podbeskidzie, tylko bardziej skuteczne chcielibyśmy widzieć, dużo pracy wykonaliśmy, ale przede wszystkim mieliśmy męskie rozmowy i to nie tylko moja zasługa, ale też ludzi z pionu sportowego, którzy są za to odpowiedzialni, po prostu razem z piłkarzami zakasaliśmy rękawy, nikt się nie obrażał i powiedzieliśmy sobie, co o tym wszystkim myślimy i że trzeba ruszyć do boju – ocenił grę swojego zespołu Krzysztof Brede. Sandecja pozostaje niepokonana na wyjeździe od 28 lipca. – Podeszliśmy do tego meczu bardzo poważnie, wiedząc że Podbeskidzie będzie chciało bardzo mocno zareagować po ostatnim meczu. Cieszymy się z tego punktu, który pozwala nam przesunąć się o jedno oczko – przyznał Tomasz Kafarski.

GKS Katowice z Jakubem Dziółką na ławce przystąpił do meczu z Puszczą Niepołomice. W niedzielne popołudnie kibice zebrani na Bukowej zobaczyli dwa gola, a zespoły podzieliły się punktami. Dla GieKSy był to szósty kolejny mecz w lidze bez zwycięstwa. – Zawiedliśmy kibiców, zawiedliśmy siebie. Musimy sobie poradzić jak najszybciej z sytuacją w której jesteśmy – powiedział bramkarz GieKSy, Mariusz Pawełek. Puszcza na wyjeździe nie przegrała piątego meczu z rzędu. – GieKSa to zespół, który musi odpalić przy takim potencjale personalnym. Dla nas ten wynik mógł być korzystniejszy, ale szanujemy ten punkt, bo Katowice to bardzo trudny remis – przyznał Tomasz Tułacz.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*