Wygrywamy z najlepszym zespołem Europy! T. Dujshebaev: Rozpiera mnie duma.

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce tekst Magdalena Pluszewska zdjęcie G.Trzpil

W meczu 3. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów wygraliśmy z triumfatorami minionej edycji rozgrywek, Montpellier HB 29:26. Zawodnicy Talanta Dujshebaeva dominowali nad gospodarzami od samego początku i mimo przejściowych problemów, po wielkich emocjach i pięknej grze zdobyli pierwsze wyjazdowe punkty w zawodach. Świetne spotkanie rozegrał w bramce Vladimir Cupara, w ataku 10 bramek zdobył Alex Dujshebaev. W zespole gospodarzy zabrakło Diego Simoneta, Michaela Guigou i Jonasa Truchanoviciusa. Kielczanie wystąpili bez Marko Mamicia, Mariusza Jurkiewicza, Uladzislaua Kulesha i Bartłomieja Bisa.

Montpellier HB – PGE VIVE Kielce 26:29 (14:16)

Montpellier HB: Gerard, Portner – Villeminot 4, Causse, Grebille 2, Bos, Pettersson 1, Richardson 6, Kavticnik 1, Bonnefond 1, Faustin, Porte 4, Bingo, Afgour, Soussi 5, Mamdouh Ashem Shebib 2

PGE VIVE Kielce: Ivić, Cupara – Jurecki 1, A. Dujshebaev 10, Aginagalde 2, Jachlewski 2, Janc 5, Lijewski, Moryto 1, Cindrić 2, Fernandez Perez 3, D. Dujshebaev, Karalok 3

Pierwsza siódemka: Cupara – Jachlewski, Jurecki, Cindrić, Dujshebaev, Janc, Karalok

Ciężko było nadążyć za tempem narzuconym przez obie ekipy na początku spotkania. Zawodnicy zdawali się bawić w grę „piłka parzy”, podając ją między sobą z bardzo dużą prędkością i równie szybko oddając rzuty na bramki. Lepiej radzili sobie w tej zabawie kielczanie, bo po siedmiu minutach prowadzili 5:2. Świetnie w mecz wszedł Vladimir Cupara, który raz za razem bronił w sytuacjach jeden na jeden i to w dużej mierze dzięki niemu tak dobrze układał się nam początek tego spotkania.

Na kole bardzo dobrze radził sobie Arciom Karalok. Białorusin już zdążył przyzwyczaić nas do aktywnej, sprytnej gry w ataku i twardej postawy w defensywie. W pierwszej akcji naszego zespołu obrotowy ściągnął na siebie obrońców, po czym odegrał piłkę do Blaza Janca, który spokojnie zdobył dla PGE VIVE pierwsze trafienie. Za chwilę Arciom wywalczył rzut karny, wprawdzie niewykorzystany przez nas, ale na szczęście z kontry szybko kolejną bramkę dołożył Alex Dujshebaev.

Montpellier rzuciło się w pościg za kielczanami. Podopieczni Patrice’a Canayera zdołali zbliżyć się do nas na jedno trafienie, ale wtedy Mistrzowie Polski znów odjechali na trzy, cztery i utrzymywali tę przewagę. Przy stanie 9:5, gdy z kontrą w kierunku Vladimira Cupary wystrzelił Valentin Porte, kibicom zaparło dech ze zdumienia na lekkość, z jaką Blaz Janc dogonił Francuza i po koszykarsku wybił mu kozłem piłkę, przerywając kontratak. Mecz układał się idealnie.

Dopiero pod koniec pierwszej połowy, gdy przewaga naszej drużyny stopniała do dwóch bramek, trener Talant Dujshebaev poprosił o czas. Kielczanie ewidentnie potrzebowali już przerwy po wysiłku, jaki kosztowała ich ta część gry. W ostatnich minutach przed przerwą zdołali utrzymać prowadzenie i do szatni schodzili przy rezultacie 16:14.

Drugie trzydzieści minut rozpoczęło się bardzo podobnie do pierwszych. Znów w bramce murował Cupara, znów na kole brylował Karalok, świetnie spisywali się nasi rozgrywający. Po trzech bramkach z rzędu kielczanie prowadzili 20:16, a ostatnie z tych trafień zdobył Mateusz Jachlewski z koła, gdzie wykorzystał idealne podanie Alexa Dujshebaeva. Hiszpan rozgrywał kolejne fantastyczne spotkanie w tym sezonie – kierował grą wespół z Luką Cindriciem, asystował i sam zdobywał bramki! Po czterdziestu minutach miał już osiem trafień na koncie i 100% skuteczności, a PGE VIVE Kielce prowadziło 22:17.

Po stronie gospodarzy wyróżniali się Melvyn Richardson i Valentin Porte, nie bardzo natomiast radził sobie Vincent Gerard. Bramkarz Montpellier w porównaniu z Valdimirem Cuparą wypadał bardzo blado, w jednej z akcji próbował posłać piłkę przez całe boisko między słupki Serba, ale nie trafił. Po kwadransie drugiej połowy zastąpił go Nikola Portner i na chwilę Szwajcarowi udało się zaczarować bramkę, choć to chyba bardziej nasi zawodnicy zaczęli celować w słupki i poprzeczkę.

W grę kielczan wkradł się chaos. Na szczęście za faul na Karaloku dwuminutowym wykluczeniem ukarany został Baptiste Bonnefond, co dało gościom cenne sekundy wytchnienia. Powoli odzyskiwaliśmy rytm, prowadziliśmy 25:22, ale Montpellier, nakręcane dobrą postawą Nikoli Portnera, chuchało nam na karki.

Francuzi zaserwowali kielczanom obronę 5+1, pilnując indywidualnie Luki Cindricia. Ciężar zdobywania bramek wzięli na siebie Julen Aginagalde i Alex Dujshebaev. Powoli, bo powoli, ale pchaliśmy wynik do przodu, na cztery minuty przed końcem meczu prowadząc 27:23. Końcówka należała do Blaza Janca, który zdobył dwie ostatnie bramki dla kielczan i ustalił ostateczny rezultat spotkania na 29:26.

T. Dujshebaev: Dziś rozpiera mnie duma

Drużyna PGE VIVE Kielce po profesorsku rozprawiła się z najlepszym zespołem minionej edycji Ligi Mistrzów, Montpellier HB, wygrywając z francuską ekipą 29:26 w meczu 3. kolejki fazy grupowej rozgrywek. Trener Talant Dujshebaev nie kryje dumy z postawy całego zespołu, chwaląc wkład każdego z zawodników w rezultat niedzielnego spotkania. Podkreśla też bardzo ważną rzecz, której wszyscy musimy być świadomi. „Jesteśmy w dobrym momencie i na dobrej drodze, ale wiem, że jeszcze złapie nas gorszy moment, trzeba będzie go spokojnie przyjąć” – zapowiada szkoleniowiec PGE VIVE.

PGE VIVE Kielce: Aktualni klubowi mistrzowie Europy pokonani! To chyba najtrudniejszy mecz do tej pory, a jednak od początku to Pana zespół objął prowadzenie i dominował nad rywalami.

Talant Dujshebaev, trener PGE VIVE Kielce: Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że udało nam się wygrać na tym trudnym terenie z wymagającym rywalem! Montpellier miało dziś problemy kadrowe, przez co nie mieli takiej presji zwycięstwa, mogli z nami przegrać i to nasza drużyna mierzyła się z presją. Gratuluję moim zawodnikom, że ją wytrzymali. Oba zespoły popełniły dziś dużo błędów, ale to my zwyciężyliśmy i to najważniejsze.

Fakt, zabrakło ważnych zawodników Montpellier, ale co w takim razie mamy powiedzieć my? Wciąż brakuje nam czterech graczy.  

Zgadza się, ale to trochę inny rodzaj sytuacji. Michael Guigou to lider tego zespołu od jakichś dwudziestu lat, to ważna część Montpellier i reprezentacji Francji, odgrywa bardzo ważną rolę w ataku i w obronie. Diego Simonet to najlepszy zawodnik ostatniej edycji Ligi Mistrzów! Powtórzę to, bo to bardzo istotne, jestem zadowolony z wyniku, ale bardziej cieszy mnie, że chłopcy wytrzymali presję, bo w obliczu kontuzji rywali w tym meczu praktycznie musieliśmy wygrać.

Zadrżał Pan trochę, gdy Vincenta Gerarda zmienił Nikola Portner?

Oj, oczywiście! Zagrał bardzo dobre dwadzieścia minut, wybronił kilka ważnych piłek. Najważniejsze, że jednak to my wygraliśmy.

W dużej mierze dzięki Vladowi Cuparze i Alexowi!

Dziękuję Vladowi, że zagrał dzisiaj dobre spotkanie. Alex miał szczęście, że chłopcy zagrali wiele zagrywek pod niego, robili mu dużo miejsca, ale oczywiście, we dwóch byli w dobrej dyspozycji. Chcę jednak podkreślić, że cały zespół super pracował!

Wielokrotnie podkreślał Pan, że wszyscy zawodnicy są jak Pana synowie, ale czy poza tym, tak zwyczajnie, po ojcowsku, nie rozpiera Pana duma, że Alex rozgrywa kolejne świetne spotkanie?

Dokładnie tak, mam obecnie osiemnastu synów, nie tylko Alexa czy Daniego. Jestem dumny z każdego z nich. Oczywiście, z Alexa zawsze jestem dumny, nie tylko po takim meczu, ale wcześniej także z tego, jak radzi sobie w reprezentacji, byłem dumny jak wygrywał Ligę Mistrzów z Vardarem. Dziś duma rozpiera mnie przede wszystkim z tego, że cały zespół wygrał bardzo, bardzo ważny mecz.

No właśnie, cały zespół, bo choć nie zdobyli tylu bramek, co Alex, to znów świetnie wypadli Arciom Karalok, Blaz Janc, dobrą pracę wykonywał Luka Cindrić i wielu innych zawodników.

Każdy z nich miał swój moment i zadanie do wykonania. Arek Moryto wyszedł na dwanaście, piętnaście minut i zdobył bramkę. Wykorzystał czas, który dostał. Daniel np. grał w obronie, dał odpocząć Michałowi na parę ataków. Jestem bardzo zadowolony z każdego z nich. Każdy pokazał się z najlepszej strony.

Było w tym meczu trochę twardych starć. Czy nikomu nic się nie stało?

Blaz ma podkręconą kostkę, zobaczymy, jak to będzie wyglądać jutro. We wtorek przejdzie badania, na pewno nie zagra z Piotrkowem, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i szybko wróci do pełni zdrowia. Luka też ma problem z kostką, ale u niego wygląda to dużo lepiej niż u Blaza.

Najlepszym morałem z dzisiejszego spotkania jest chyba fakt, że to wciąż tylko część potencjału, jakim dysponuje Pana zespół. Wciąż gramy w niepełnym składzie, zawodnicy wciąż jeszcze się docierają. Co nas jeszcze czeka w tym sezonie?

Och, nie chciałbym za wcześnie chwalić. Jesteśmy w dobrym momencie i na dobrej drodze, ale wiem, że jeszcze złapie nas gorszy moment i opadniemy z sił. To wszystko wynika z cyklu przygotowań, trzeba będzie ten moment spokojnie przyjąć. Dzisiaj jesteśmy chwaleni, a później będziemy krytykowani. Ważne, że my wiemy, co robimy, a najważniejsze, żebyśmy na końcu sezonu byli w pełni sił i mieli z czego się cieszyć.

Ale da się Pan dzisiaj chłopakom trochę pocieszyć?

Oczywiście (śmiech)! Do północy mają czas na zabawę, potem do łóżek i spać, bo trzeba wracać do domu, a we wtorek grać kolejny mecz.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*