Anwil lepszy od Kinga, zwycięstwa TBV Startu i Trefla

Biuro Prasowe Energa Basket Liga tekst , zdjęcia Andrzej Romański

Anwil Włocławek bardzo długo musiał odrabiać straty do szczecinian, ale ostatecznie wygrał z Kingiem 86:82 w ostatnim niedzielnym spotkaniu Energa Basket Ligi.

Jakub Schenk i Paweł Kikowski od początku spotkania byli nie do zatrzymania. To głównie dzięki tym zawodnikom oraz trójce Darrella Harrisa King miał nawet siedem punktów przewagi. Anwil starał się reagować akcjami Walerija Lichodieja oraz Josipa Sobina, ale po 10 minutach to szczecinianie prowadzili 22:15. W drugiej kwarcie gospodarze powoli odrabiali straty – pomagała w tym aktywność Kamila Łączyńskiego i Chase’a Simona. Ekipa prowadzona przez trenera Łukasza Bielę mogła liczyć na odpowiedź ze strony Łukasza Diduszki i Martynasa Sajusa – dlatego po pierwszej połowie było 36:42.

Trzecią kwartę Anwil rozpoczął od serii 7:0 i po trafieniu Lichodieja wyszedł na prowadzenie. Zespół ze Szczecina ciągle trzymał się bardzo blisko – po rzutach wolnych Pawła Kikowskiego był remis, a przewagę tej drużynie dawał Tauras Jogela. Po 30 minutach King wygrywał 62:59. Początek kolejnej kwarty ponownie należał do ekipy trenera Igora Milicicia – po wsadzie Jakuba Parzeńskiego miała już siedem punktów przewagi. Gospodarze zaczęli kontrolować sytuację, ale cały czas musieli być czujni, bo rywale byli w stanie ich dogonić. Ostatecznie mistrzowie zwyciężyli jednak 86:82.

Najlepszym graczem gospodarzy był Michał Michalak z 19 punktami, 7 zbiórkami i 4 asystami. 14 punktów, 3 zbiórki i 3 asysty dodał do tego Chase Simon. Paweł Kikowski zanotował dla Kinga 18 punktów, 6 zbiórek i 5 asyst.

Pierwsza wygrana TBV Startu

TBV Start odniósł pierwsze zwycięstwo w tym sezonie Energa Basket Ligi. Lublinianie pokonali na wyjeździe Miasto Szkła Krosno 87:73.

Już przed spotkaniem można było założyć, że to będzie wyrównana rywalizacja. I tak rzeczywiście było w pierwszych minutach. Późniejsze akcje Jordana Loveridge’a i Macieja Bojanowskiego dały osiem punktów przewagi gospodarzom. Trafienie z dystansu Charliego Westbrooka oznaczało prowadzenie krośnian 24:15 po 10 minutach meczu. W drugiej części meczu TBV Start zaczął krok po kroku odrabiać straty. Swoje robił James Washington, a świetne wejście zanotował Mateusz Dziemba – to właśnie dzięki niemu był remis. Akcja Earvina Morrisa ustawiła wynik spotkania po pierwszej połowie 42:41 dla lublinian.

W trzeciej kwarcie po trafieniach Jabariego Hindsa i Filipa Puta Miasto Szkła miało już ponownie pięć punktów przewagi, ale w zespole gości “rozkręcał się” Kacper Borowski. M.in. dzięki kolejnej akcji Dziemby był już remis – po 30 minutach utrzymał się wynik po 61. Ostatnia kwarta… nadal była bardzo zacięta i żadna z ekip nie potrafiła zbudować bezpiecznej przewagi. W końcówce zagrania Borowskiego i Mirkovicia oznaczały sześć punktów prowadzenia TBV Startu. Później skuteczny był też James Washington i to ekipa trenera Davida Dedka cieszyła się z wygranej 87:73.

Po 18 punktów dla TBV Start zdobyli James Washington i Kacper Borowski. 16 punktów i 4 zbiórki dla Miasta Szkła zanotował Jordan Loveridge.

Trefl kontrolował mecz ze Spójnią

Trefl Sopot kontrolował wyjazdowe spotkanie z beniaminkiem Energa Basket Ligi Spójnią Stargard i ostatecznie zwyciężył 82:76.

Łukasz Kolenda był bardzo aktywny od samego początku – głównie dzięki niemu oraz trafieniu Vernona Taylora Trefl miał sześć punktów przewagi. W ekipie gospodarzy nieźle prezentował się Byron Wesley, ale m.in. po akcji Pawła Leończyka to goście po 10 minutach wygrywali 24:16. Spójnia w drugiej kwarcie zaczęła grać trochę lepiej w ataku, a trójki trafiał Wesley. Nie robiło to wrażenia na sopocianach, którzy cały czas kontrolowali sytuację. Świetny był Ian Baker, a po akcji Grzegorza Kulki pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 47:35.

Trzecią kwartę Spójnia rozpoczęła od ofensywnego uderzenia, ale nie była w stanie doprowadzić chociażby do remisu. Kolejne trafienia Grzegorza Kulki i Vernona Taylora sprawiły, że prowadzenie zespołu trenera Marcina Klozińskiego wynosiło ponownie 14 punktów. Po 30 minutach było 64:55 dla gości. Piotr Pamuła starał się zmieniać sytuację stargardzian w ostatniej kwarcie, ale to ciągle było za mało. W pewnym momencie gospodarze zbliżyli się jednak nawet na cztery punkty, ale w kluczowych akcjach nie zawodzili Taylor i Baker. Ostatecznie sopocianie zwyciężyli 82:76.

Vernon Taylor i Ian Baker rzucili po 17 punktów dla Trefla. W ekipie gospodarzy wyróżniał się Byron Wesley z 19 punktami i 2 zbiórkami.

Polski Cukier wygrywa w Koszalinie

Polski Cukier Toruń pokonał w Koszalinie AZS 82:73 w pierwszym spotkaniu 2. kolejki Energa Basket Ligi. Najlepszym strzelcem gości był Robert Lowery z 17 punktami.

Polski Cukier bardzo dobrze wszedł w to spotkanie – po wsadach Aarona Cela i Karola Gruszeckiego było już 10:3. AZS zareagował jednak na to serią 8:0 i po trójce Aleksandara Radulovicia zdobył przewagę. Mecz się wyrównał, a dzięki trafieniu Roberta Lowery’ego z dystansu to goście po 10 minutach prowadzili 22:19. W drugiej kwarcie zespół trenera Dejana Mihevca starał się kontrolować sytuację. Koszalinianie nie potrafili wykorzystać swoich szans. Po akcji 2+1 Łukasza Wiśniewskiego goście mieli już 10 punktów przewagi. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 44:34.

Na początku trzeciej kwarty ekipa trenera Dragana Nikolicia zbliżyła się na sześć punktów dzięki rzutom Drew Brandona i Marko Tejicia. Kolejne akcje Cela, Lowery’ego i Wiśniewskiego uspokoiły sytuację zdobywców Lotto Superpucharu Polski. Gospodarze starali się być ciągle blisko, ale po 30 minutach Polski Cukier prowadził 59:51. Świetne wejście z ławki zanotował Aleksander Perka – dzięki niemu torunianie uciekali rywalom w kolejnej kwarcie. Tejić i Papić robili wszystko, aby wynik był bardziej korzystny dla drużyny z Koszalina. Na trzy minuty przed końcem po trójce Bartosza Bochny przegrywała tylko dwoma punktami. W kluczowych momentach nie zawodził jednak Lowery i to Polski Cukier zwyciężył 82:73.

Najlepszym zawodnikiem gości był Robert Lowery z 17 punktami, 3 zbiórkami i 4 asystami. 12 punktów i 5 asyst dołożył Tomasz Śnieg. W ekipie gości wyróżniał się Dragoslav Papić z 20 punktami, 3 zbiórkami i 4 asystami.

Dogrywka w Dąbrowie Górniczej dla Polpharmy

Wielkie emocje w Dąbrowie Górniczej! Polpharma Starogard Gdański po pierwszej w tym sezonie Energa Basket Ligi dogrywce pokonała MKS 106:103.

Gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 6:0 po trójce Treya Davisa, ale Polpharma dość szybko się otrząsnęła i nie tylko odrobiła straty, ale dzięki akcji Justina Bibbinsa zdobyła przewagę. W pewnym momencie goście wygrywali już ośmioma punktami po rzucie Daniela Gołębiowskiego. Końcówka kwarty należała do MKS, który dzięki Mateuszowi Zębskiemu prowadził 25:24. Drugą część meczu ekipa trenera Artura Gronka rozpoczęła od serii 9:0, ale dąbrowianie krok po kroku odrabiali straty. Niezwykle aktywny był Davis, a ponadto trójki trafiali Bartłomiej Wołoszyn i Ben Richardson. M.in. dzięki skutecznej kontrze Mathieu Wojciechowskiego to MKS wygrywał 45:44 po pierwszej połowie.

W trzeciej kwarcie spotkanie było bardzo wyrównane, a dobrze w ofensywie pokazywał się Justin Bibbins. Dzięki późniejszym trójkom Thomasa Davisa, Tre Busseya oraz akcji Kacpra Młynarskiego Polpharma miała nawet siedem punktów przewagi. Po 30 minutach było 74:67 dla gości. W czwartej kwarcie starogardzianie jeszcze bardziej powiększali swoje prowadzenie. Trener Jacek Winnicki zdecydował się na obniżenie składu, a to przyniosło oczekiwane rezultaty. Gospodarze zbliżyli się nawet na punkt po trójce Jakuba Kobla. Na prowadzenie MKS wyprowadził indywidualnymi akcjami Davis. Bibbins oraz Młynarski ponownie sprawiali, że sytuacja na parkiecie była korzystniejsza dla starogardzian. Do remisu doprowadził Bussey, a ekipa z Dąbrowy Górniczej nie wykorzystała szansy na zwycięstwo w podstawowym czasie gry.

Dogrywka była bardzo emocjonująca. Przewagę potrafili zdobywać gospodarze, ale do remisu doprowadzał Dzierżak. Później wydawało się, że decydującą akcję wykończył Wołoszyn. Trójką odpowiedział na to jednak Thomas Davis i to dzięki niemu oraz rzutom wolnym Busseya Polpharma zwyciężyła ostatecznie 106:103.

Pewne zwycięstwo Arki z Rosą

Arka wygrywa swój drugi mecz w tym sezonie Energa Basket Ligi. W sobotę gdynianie pokonali na wyjeździe Rosę Radom 94:77.

Arka świetnie rozpoczęła wyjazdowy mecz. Najpierw po trójce Mikołaja Witlińskiego prowadziła 12:5, a później przewaga tylko rosła! Gdynianie zanotowali niesamowitą serię 13:0 i dzięki akcji Josha Bostica wygrywała 31:11 po 10 minutach gry. Rosa w drugiej kwarcie zaczęła grać trochę lepiej w ataku. Bardzo aktywny był przede wszystkim Cullen Neal. Gospodarze tym samym trochę zmniejszali straty, choć przewaga Arki nie była zagrożona. Po pierwszej połowie ekipa trenera Przemysława Frasunkiewicza wygrywała 54:37.

Trzecia kwarta była bardzo podobna do poprzedniej, czyli wyrównana. Trójki dla Rosy trafiał Carl Lindbom, a swoje akcje pod koszem kończył Hanner Mosquera Perea. Z drugiej strony byli jednak Robert Upshaw oraz Krzysztof Szubarga. M.in. dzięki tym zawodnikom zespół z Gdyni wygrywał po 30 minutach 71:56. Radomianie w ostatniej kwarcie zbliżali się nawet na 11 punktów, ale to goście ciągle kontrolowali wydarzenia na parkiecie. W samej końcówce meczu z zespół z Gdyni podkręcił tempo i ostatecznie zwyciężył 94:77.

Najlepszym zawodnikiem gości był Robert Upshaw z 16 punktami, 8 zbiórkami i 2 asystami. James Florence dodał do tego 15 punktów. Cullen Neal zanotował dla gospodarzy 27 punktów i 5 asyst.

Wicemistrzowie pokonują Legię

BM Slam Stal, głównie dzięki świetnej trzeciej kwarcie, pokonała w Warszawie Legię 77:68 w ostatnim sobotnim spotkaniu Energa Basket Ligi.

Legia od początku spotkania starała się budować przewagę – po trafieniu Sebastiana Kowalczyka było 8:4. Goście ciągle byli jednak blisko, a po rzutach Mike’a Scotta oraz Michała Chylińskiego zbliżali się nawet na jeden punkt. Dzięki akcji Adama Linowskiego po 10 minutach gospodarze prowadzili 19:16. W drugiej kwarcie zespół trenera Tane Spaseva znowu uciekał na sześć punktów, ale ostrowianie nie pozwalali na nic więcej. W grze tę ekipę trzymali m.in. Michał Nowakowski i Blake Hamilton. Po pierwszej połowie Legia wygrywała 32:30.

Na początku trzeciej kwarty kolejny rzut Nowakowskiego doprowadził do remisu, a trafienie Michała Chylińskiego dało BM Slam Stali minimalną przewagę. Spotkanie było bardzo wyrównane, ale w pewnym momencie goście zanotowali serię 8:0 – m.in. dzięki akcji Blake’a Hamiltona ostrowianie prowadzili 59:50 po 30 minutach gry. Na początku ostatniej kwarty zespół trenera Wojciecha Kamińskiego utrzymał wysokie tempo w ofensywie i jeszcze bardziej uciekał rywalom. Legia o korzystny wynik walczyła do samego końca, ale ostatecznie musiała uznać wyższość wicemistrzów Polski 68:77.

Blake Hamilton był wyróżniającym się graczem gości – zdobył 18 punktów, 7 zbiórek i 3 asysty. 13 punktów dołożył Mike Scott. Rusłan Patiejew zanotował dla Legii 17 punktów i 8 zbiórek.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*