Trzeszczały kości, pokonaliśmy niezwyciężonych!

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce tekst Magdalena Pluszewska , zdjęcie Tomasz Fąfara

W meczu 5. Kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów pokonaliśmy u siebie HC Vardar 31:27. Można śmiało powiedzieć, że wygrał zespół mocniejszy fizycznie, technicznie, ale i mentalnie, bo spotkanie obfitowało w wiele emocji, a zwyciężyła ta ekipa, która lepiej potrafiła poradzić sobie w wojnie nerwów. Dwa punkty, które dziś zdobyliśmy, powodują, że mamy taki sam stan konta, co Vardar i Barcelona (8 pkt) i we trójkę liderujemy grupie A. W meczu nie wystąpili Marko Mamić, Bartłomiej Bis, Mariusz Jurkiewicz, Uladzislau Kulesh.

PGE VIVE Kielce – HC Vardar 31:27 (16:15)

PGE VIVE Kielce: Ivić, Cupara – Jurecki 6, A. Dujshebaev 3, Aginagalde 1, Jachlewski 2, Janc 2, Lijewski 1, Moryto 5, Cindrić 8, Fernandez 1, D. Dujshebaev, Karalok 2

HC Vardar: Milosavljev, Ghedbane –  Stoilov 3, Popovski, Kristopans 2, Karacic 3, Skube 6, Kalarash, Cupić 1, Dibirov 6, Shishkarev 4, Borozan 1, Vojvodić, Kiselev 1, Mishevski

Pierwsza siódemka: Cupara – Jachlewski, Jurecki, Cindric, Karalok, A. Dujshebaev, Janc

To spotkanie nie mogło zacząć się lepiej dla gospodarzy! W ataku bezbłędnie radzili sobie Arciom Karalok i Michał Jurecki, a w bramce nie do pokonania był Vladimir Cupara. Serb obronił cztery pierwsze ataki Vardaru, dzięki czemu po pięciu minutach prowadziliśmy 3:0. Worek z bramkami rozwiązał dopiero Timur Dibirov, który przechwycił piłkę w ataku kielczan i oddał rzut na pustą bramkę, ponieważ pod nieobecność Michała Jureckiego, który dostał dwie minuty kary, do ataku ściągaliśmy bramkarza.

Goście zaczęli powoli zdobywać kolejne trafienia, ale żółto-biało-niebiescy wyraźnie dominowali nad podopiecznymi Roberto Parrondo. Po jedenastu minutach, przy wyniku 8:4 dla nas, trener Macedończyków poprosił o czas. Jakiś skutek to przyniosło, bo jego zespół zdobył po powrocie na boisko dwie bramki z rzędu, jednak zawodnikom Vardaru powoli zaczęły puszczać nerwy. Najpierw czerwoną kartkę za brutalne zagranie na Michale Jureckim otrzymał Vuko Borozan, a za chwilę, po tym jak Arciom Karalok wywalczył drugi już w tym meczu rzut karny, oberwało się stojakowi na klej, w który uderzył rozwścieczony Stas Skube siedzący akurat na ławce. Posypały się kartki, bramkę z siódmego metra zdobył Arek Moryto i prowadziliśmy 9:6.

Na parkiecie nastąpiły zmiany, pojawili się Angel Fernandez, Daniel Dujshebaev, Arek Moryto (który do tej pory wchodził tylko na rzuty karne), na środek rozegrania momentami przesuwał się Alex Dujshebaev, a na prawej połówce grał Krzysztof Lijewski. Luka Cindrić siadał na ławce, a Arciom Karalok zmieniał Julena do obrony. Spotkanie było bardzo szybkie, zacięte, fizyczne i pod koniec pierwszej połowy widać było, ile sił kosztował graczy obu ekip. Dobrze w bramce Vardaru prezentował się Dejan Milosavljev. Gościom udało się zmniejszyć stratę do kielczan do jednego trafienia i na przerwę schodziliśmy prowadząc 16:15.

Druga część spotkania rozpoczęła się bardzo nerwowo. Jej pierwsze minuty pokazały, że w piłce ręcznej jest miejsce tylko dla prawdziwych twardzieli. Na liniach szóstego metra po obu stronach miały miejsce sceny rodem ze sztuk walki. Czas gry na chwilę zastopowano, a ostatecznie nerwówkę tę dużo lepiej wytrzymali żółto-biało-niebiescy. Michał Jurecki i Arciom Karalok żywo gestykulując zachęcali publiczność do coraz głośniejszego dopingu. Kibice stawali na wysokości zadania i w pewnym momencie trudno było wytrzymać hałas, jaki rozlegał się w Hali Legionów. Rywale wciąż „gotowali się” emocjonalnie, ale dwie piękne kontry Mateusza Jachlewskiego i Arkadiusza Moryty uciszyły macedońską ekipę, a jeszcze bardziej podkręciły wrzawę w hali. Prowadziliśmy 24:19, a do końca pozostał kwadrans.

Rywalom nie udało się zbliżyć do kielczan bliżej niż na dwa trafienia (24:22), nasi zawodnicy zdecydowanie lepiej znosili wojnę nerwów. Nie pomogła obrona 5:1, nie pomogły zaczepki i indywidualne akcje. Fenomenalny Luka Cindrić i spółka rozłożyli Vardar na łopatki, jako pierwsza ekipa w tym sezonie pokonując ich w Lidze Mistrzów. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 31:27, dając nam ex aequo z Barceloną i Vardarem pierwsze miejsce w  grupie A Ligi Mistrzów.

Komentarze 

Za kielczanami zdecydowanie najtrudniejsze i najbardziej wyczerpujące spotkanie tego sezonu! Po bardzo twardej walce, obfitującej w emocje i wykluczenia, pokonaliśmy HC Vardar 31:27! Zwycięstwo uplasowało nas na pierwszym miejscu grupy A Ligi Mistrzów ex aequo z Vardarem i Barceloną. PGE VIVE Kielce po raz kolejny udowodniło, że jest wspaniałą drużyną, którą w Hali Legionów niósł dziś fenomenalny doping kibiców.

Talant Dujshebaev, trener PGE VIVE Kielce: Możemy być zadowoleni, bo zagraliśmy bardzo dobry mecz. Było wiele emocji, ale to normalne w takim spotkaniu. Vladimir Cupara od początku bardzo nam pomagał. Mieliśmy więcej szczęścia, bo w naszej kadrze było więcej zdrowych zawodników, mogliśmy rotować składem. Jestem zadowolony z tego spotkania, ale to jest tylko jeden mecz. Teraz, podczas przerwy na reprezentację, musimy odpocząć, a później będziemy myśleć o kolejnych pojedynkach w Lidze Mistrzów. W środę czeka nas jeszcze bardzo ważne starcie z Orlen Wisłą Płock w polskiej lidze i musimy się na tym skupić.

Luka Cindrić, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Spodziewaliśmy się takiego trudnego spotkania. Vardar jest w formie, ma bardzo dobry początek rozgrywek, zajmował pierwsze miejsce w grupie. Naszym celem jest zajęcie pozycji lidera i dlatego to zwycięstwo było dla nas tak ważne. Graliśmy świetnie przez całe spotkanie, dlatego gratuluję całemu mojemu zespołowi. Chciałbym też bardzo podziękować naszym kibicom za wsparcie, stworzyli fantastyczną armosferę!

Arciom Karalok, obrotowy PGE VIVE Kielce: Wszystkie mecze w Lidze Mistrzów są bardzo ciężkie, to najmocniejsza grupa, więc wszystkie mecze to wojna, musimy walczyć i będziemy walczyć o pierwsze miejsce! Po spotkaniu jestem zmęczony, ale dopiero jutro zobaczymy, w jakim jesteśmy stanie. Bardzo dziękuję kibicom, bo stworzyli świetną atmosferę przez sześćdziesiąt minut!

Mateusz Jachlewski, skrzydłowy PGE VIVE Kielce: Ograniczyliśmy straty do minimum. Vardar praktycznie w każdym meczu żył z kontrataków, każda zgubiona piłka to była bramka dla nich. W obronie graliśmy twardo i mądrze rozgrywaliśmy akcje w ataku. Rywale mieli problemy kadrowe, więc szukaliśmy najsłabszego obrońcy. Cieszę się bardzo, że była pełna hala, to wszystko, co dzieje się na boisku, jest dla kibiców. Można powiedzieć, że to było takie przetarcie przed Płockiem, cieszę się, że już niedługo zagramy u nich, pojedziemy tam po to, by wygrać!

Arkadiusz Moryto, skrzydłowy PGE VIVE Kielce: To był bardzo twardy mecz, wiele emocji udzielało się każdemu, na razie zdecydowanie najcięższy. Mam mały niedosyt jeśli chodzi o indywidualny mój występ, ale najważniejszy jest drużynowy, a z niego się cieszę. Kluczem do zwycięstwa było popełnianie małej ilości błędów. Milosavljev bardzo się poprawił, bronił w sytuacjach sam na sam, ale w porównaniu do poprzednich meczów troszkę słabszy i dlatego wygraliśmy. Gdy zszedł Alex, rywale wyszli z „jedynką” do przodu, myśleli, że przy braku Alexa, gdy wyjdą do Cindry, nie będzie komu grać, a wszedł Blaz Janc, który jest równie szybki i praktycznie „zamiótł” im końcówkę meczu. Wytrzymaliś,y nerwówkę, wygrywaliśmy niemal cały mecz, Vardar nas dochodził, ale nie mogli nas złamać i to było naszą siłą, że nie przełamali nas, nie wyszli na remis czy jedną bramkę do przodu.

Roberto Garcia Parrondo, trener HC Vardaru: Gratuluję zespołowi z Kielc zwycięstwa, zagrali lepiej od nas. Nie możemy być zadowoleni z rezultatu tego meczu. Na początku spotkania straciliśmy jednego zawodnika ze względu na czerwoną kartkę i było nam ciężko grać przez sześćdziesiąt minut, nie dysponowaliśmy tutaj szerokim składem. Nie mogliśmy utrzymać koncentracji i stąd ta porażka. Potrafimy grać zdecydowanie lepiej dzisiaj.

Ivan Cupić, skrzydłowy HC Vardaru: W Kielcach zawsze gra się bardzo trudno, bo tu jest bardzo dobry zespół. Hala Legionów jak zwykle była wypełniona – to świetne uczucie. Było nam bardzo ciężko grać równo przez sześćdziesiąt minut. Jeden z naszych zawodników nie mógł przyjechać, bo jest chory, drugi dostał czerwoną kartkę. Walczyliśmy przez cały mecz, próbowaliśmy też zmienić obronę na 5-1. Gratulacje dla rywali, dla nich to bardzo ważne dwa punkty. W następnym spotkaniu zagramy lepiej.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*