Polska wysoko ograła Kosowo! P. Paczkowski: Idziemy w dobrym kierunku

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce tekst Magdalena Pluszewska , zdjęcia Anna Benicewicz – Miazga

W pierwszym meczu eliminacji EHF EURO 2020 ekipa Piotra Przybeckiego pokonała Kosowo 37:13. Bardzo dobrze w spotkaniu wypadli gracze PGE VIVE Kielce, skrzydłowy Arkadiusz Moryto i wypożyczony do Motoru Zaporoże rozgrywający, Paweł Paczkowski, który został wyróżniony tytułem najlepszego zawodnika meczu po stronie gospodarzy. Zwycięstwo dało biało-czerwonym dwa pierwsze punkty w grupie 1. W innym spotkaniu tej grupy Niemcy wygrali z Izraelem 37:21.

Polska – Kosowo 37:13 (15:5)

Polska: Malcher, Kornecki – Krajewski 2, Czuwara 5, Chrapkowski, Łangowski 4, Krupa 1, Kondratiuk 5, Potoczny, Paczkowski 6, Majdziński 1, Moryto 5, Daszek 5, Walczak, M. Gębala 2, Syprzak 1.

Kosowo: Curri, Berisha – Ahmeti, Berisha, Beshri, Cimili, Fetahu 1, Hoxha 1, Jupa 3, Krasniqi 1, Quni, Syla, Tahirukaj 2, Terziqi 5.

Agresywna obrona wspierana interwencjami Adama Malchera i budowane na tej podstawie kontrataki pozwoliły biało-czerwonym bardzo dobrze rozpocząć spotkanie z Kosowem. Od pierwszych minut na prawym skrzydle grał skrzydłowy PGE VIVE Kielce, Arkadiusz Moryto, który tuż po swojej lewej stronie miał Pawła Paczkowskiego, rozgrywającego Kielc, aktualnie wypożyczonego do Motoru Zaporoże. Obaj zawodnicy stanowili bardzo ważne elementy drużyny w pierwszych minutach meczu, zdobywając siedem z dziesięciu pierwszych bramek dla Polski. Po asyście Paczasa Arek Moryto pokonał ze skrzydła bramkarza Kosowa, dając swojemu zespołowi prowadzenie 7:1. Kolejne trzy trafienia na przemian zdobywali właśnie ci dwaj zawodnicy.

W pierwszych dwudziestu minutach „żerowaliśmy” na dobrej obronie i piłkach wyprowadzanych do kontrataków, kontry pośredniej bądź do szybkiego środka – komentuje Paweł Paczkowski.

Dobrze ustawialiśmy się w obronie, tylko podania do koła nam szwankowały. Z tej rzucaliśmy bardzo łatwe bramki z kontrataków – uzupełnia Arkadiusz Moryto.

W polskiej formacji obronnej aktywny był Przemysław Krajewski, na co dzień skrzydłowy Orlen Wisły Płock, który bardzo wysoko, dynamicznie wychodził do rywali, grając na „dwójce”.

Przyzwyczaiłem się do tej obrony, najpierw zostałem do niej przestawiony w klubie, tutaj w reprezentacji też chyba już będę grał na „dwójce” – mówi Przemysław Krajewski – bardzo mi to odpowiada i mam nadzieję, że pomoże to zespołowi.

Od tego momentu coś w grze biało-czerwonych się zacięło, ze stanu 10:1 zrobił się 10:4 i dopiero po dziewięciu minutach i czasie wziętym przez trenera Przybeckiego kolejną bramkę dla Polski zdobył Maciej Majdziński.

Może zbyt wcześnie uwierzyliśmy, że będzie miło, łatwo i przyjemnie – ocenia Krajewski – Jeśli chcemy grać na najwyższym poziomie, takie sytuacje nie mają prawa bytu. Gdyby po drugiej stronie był dziś lepszy przeciwnik, to wynik byłby inny.

Po przerwie na prośbę trenera Przybeckiego jednak wszystko wróciło do normy i do końca pierwszej partii Polacy dowieźli wysokie prowadzenie 15:5.

W ciągu pierwszych dziesięciu minut drugiej partii biało-czerwoni dziesięć razy pokonali bramkarza Kosowa, podczas gdy rywale tylko trzy raz zdołali trafić do bramki Mateusza Korneckiego, który zastąpił w tej części gry Adama Malchera i obronił m.in. dwa rzuty karne. Zwycięstwo Polaków było niezagrożone, a ostatecznie przyjęło rozmiary 37:13, co oznacza, że w trakcie całego meczu ekipa naszego kraju pozwoliła rywalom rzucić mniej więcej tyle bramek, ile zdobyli w styczniowych prekwalifikacjach do MŚ 2019 w ciągu tylko jednej połowy (wynik wynosił wówczas 30:19, po 1. poł. prowadziliśmy tylko 13:12). Środowe spotkanie ułożyło się dla Polaków o niebo lepiej. Najlepszym zawodnikiem w drużynie gospodarzy wybrano Pawła Paczkowskiego.

Bazowaliśmy sporo na meczu z Portugalii, wiedzieliśmy, że w tamto spotkanie nie weszliśmy dobrze, na za dużo pozwoliliśmy przeciwnikom i to był nasz błąd – ocenia Arkadiusz Moryto – Teraz była pełna koncentracja od początku, mieliśmy nawet fragment wygrany 10:1 i o to nam właśnie chodziło, by od samego początku wybić Kosowu piłkę ręczną z głowy.

Warto zaznaczyć, że Polacy odbyli tylko jeden wspólny trening i jeden rozruch przed środowym meczem z Kosowem, ponieważ dopiero we wtorek do zespołu dołączył ostatni kadrowicz, Rafał Przybylski (który w spotkaniu nie wystąpił). Niektórzy zawodnicy dotarli zaledwie dzień wcześniej, niż rozgrywający, więc jak na takie okoliczności przygotowań, ekipa Piotra Przybeckiego zasługuje na pochwałę.

Tak się złożyło, że niektórzy zawodnicy grali jeszcze mecze w zagranicznych ligach i nie mogli przyjechać wcześniej – mówi skrzydłowy PGE VIVE – Na szczęście większość schematów powtarza się od jakiegoś czasu, każdy mniej więcej już wie, co gramy, więc na zgrupowaniach poprawiamy drobnostki.

A skoro o poprawianiu mowa, przed niedzielnym spotkaniem z Izraelem znajdzie się kilka elementów, nad którymi trzeba będzie popracować.

Wydaje mi się, że będziemy chcieli poprawić grę w ataku pozycyjnym i niektóre elementy gry w obronie, zwłaszcza grę dwa na dwa z kołowym, ale nie powinno to stanowić większego problemu – ocenia Paczas.

Myślę, że widać na pierwszy rzut oka, że w ataku pozycyjnym nie radzimy sobie jeszcze tak, jak byśmy chcieli i łatwiej zdobywa nam się bramki z szybkich kontr bądź z ataku w drugie tempo. Do niedzieli trzeba będzie to poprawić – dodaje Arek.

A w niedzielę, 28 października, Polaków czeka spotkanie z jeszcze mniej znanym, niż Kosowo, rywalem – Izreaelem.

Z tego, co słyszałem, Izrael jest lepszą drużyną niż Kosowo, ale nie miałem jeszcze okazji oglądać ich w akcji – przyznaje Paweł Paczkowski.

Izrael jest lepszy, widać to po ich młodzieżowych drużynach, które grają dobrze, kwalifikując się do szesnastek imprez mistrzowskich – uzupełnia Arkadiusz Moryto.

Ekipa Piotra Przybeckiego będzie miała teraz trochę więcej czasu na trenowanie w pełnym składzie i na pewno w Tel-Avivie zaprezentuje się jeszcze lepiej, niż w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Dobrze, że tak nam się te mecze ułożyły, że pierwszy z nich graliśmy w domu z Kosowem, a dopiero teraz polecimy do Izreael – ocenia Przemek Krajewski – Mamy trzy treningi przed sobą, czas na granie, więc będziemy wyglądać lepiej w kolejnym spotkaniu.

Na razie wnioski i spostrzeżenia bardzo pozytywne. Polska reprezentacja idzie powoli w dobrym kierunku.

Wydaje mi się, że z każdym zgrupowaniem jesteśmy trochę dalej, już nie na etapie budowania, a zgrywania się i docierania niuansów – mówi Paweł Paczkowski – Jeszcze nie jesteśmy na poziomie potentatów europejskim, nie ma się co oszukiwać, ale idziemy w dobrym kierunku. Chociażby porównując mecze z jedną drużyną, Kosowem, ze stycznia i października, widać, że na chwilę obecną jest lepiej.

W niedzielę, 28 października Polska zagra z Izraelem o godz. 17:30. Transmisja w TVP Sport.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*