Pewne zwycięstwo w Kaliszu i powrót Bisa! B. Bis: Mam wielu wspaniałych Aniołów Stróżów!

Pulawy 16.05.2018 PILKA RECZNA MEZCZYZN. PGNiG SUPERLIGA. KS Azoty-Pulawy SA - PGE VIVE Kielce --- HANDBALL MEN. PGNiG SUPERLIGA. KS Azoty-Pulawy SA - PGE VIVE Kielce N/Z FOT. PIOTR JARUGA / 400mm.pl

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce tekst Magdalena Pluszewska zdjęcie archiwalne

W meczu 10. serii PGNiG Superligi pokonaliśmy na wyjeździe Energę MKS Kalisz 37:27. Kielczanie wystąpili w dwunastoosobowym składzie, a jednak pewnie pokonali rywala. Poza przechodzącym rehabilitację Uladzislauem Kuleshem, wolne ze względu na drobne urazy i przejściowe problemy ze zdrowiem dostali Michał Jurecki, Alex Dujshebaev, Mateusz Jachlewski, Luka Cindrić i Vladimir Cupara. Trzecie spotkanie w sezonie rozegrał Mariusz Jurkiewicz, a swój debiut od czasu kontuzji doznanej w końcu lutego zaliczył Bartłomiej Bis. Obrotowy zdobył jedną bramkę.

Energa MKS Kalisz – PGE VIVE Kielce 27:37 (12:15)

Energa MKS Kalisz: Padasinau, Zakreta – Kniazeu, Paweł Adamczak 1, Piotr Adamczak, Adamski 5, Bożek, Grozdek 2, Pilitowski 7, Szpera 3, Czerwiński, Drej 1, Klopsteg 2, Krytski 4, Kwiatkowski, Misiejuk 2

PGE VIVE Kielce: Ivić, Wałach – Mamić, D. Dujshebaev 4, Jurkiewicz 6, Lijewski 1, Fernandez 4, Janc 6, Moryto 7, Aginagalde 5, Bis 1, Karalok 3

Pierwsza siódemka: Ivić – Fernandez, Jurkiewicz, Karalok, D. Dujshebaev, Lijewski, Moryto

Siedem minut zajęło gospodarzom zdobycie pierwszej bramki. W tym czasie kielczanie trzykrotnie pokonali Łukasza Zakretę i prowadzili 3:0. Pod nieobecność wielu zawodników na środku rozegrania rozpoczął Daniel Dujshebaev, a docelowo środkowy rozgrywający, Mariusz Jurkiewicz, grał na lewej połówce. Do obrony zmieniał go Marko Mamić, a gdy Kaczka został odesłany na ławkę kar, w ataku Dani przesunął się na lewe rozegranie, zaś na środku akcjami kielczan dyrygował Blaz Janc.

Z dużą ciekawością można było oglądać poczynania naszych zawodników na parkiecie. W bramce dobrze rozpoczął Filip Ivić, który na dzień dobry obronił rzut karny wykonywany przez Michała Czerwińskiego, na kole z łatwością rywali rozstawiał Arciom Karalok, a od skutecznej „siódemki” swoje konto bramkowe otworzył Arkadiusz Moryto. Po piętnastu minutach prowadziliśmy 7:3.

W drugiej części pierwszej połowy na prawym skrzydle zameldował się Arkadiusz Moryto (do tej pory wszedł tylko na rzut karny), a Blaz Janc przesunął się na prawe rozegranie. Na kole natomiast pojawił się Julen Aginagalde, dając moment wytchnienia Arciomowi Karalokowi. Do obrony ponownie wbiegał Marko Mamić oraz… Bartłomiej Bis! Dla naszego obrotowego były to pierwsze chwile spędzone na boisku od meczu z Gdynią z końca lutego 2018 roku, w którym zerwał więzadła. Bartek wbiegał na pozycję drugiego obrońcy, zajmując miejsce obok środkowego Marko Mamicia, we dwóch dając cenne chwile odpoczynku Daniemu Dujshebaevowi i Arkowi Morycie.

Prowadziliśmy z Kaliszem czterema, pięcioma bramkami, jednak tuż przed przerwą rozrzucał się Kamil Adamski. Między innymi dzięki jego trzem trafieniom gospodarzom udało się zbliżyć do żółto-biało-niebieskich na 12:14, a w ostatnich sekundach pierwszej partii Angel Fernandez podniósł wynik na 15:12.

Zaledwie osiem minut zajął kielczanom odjazd na osiem bramek (23:15). Po kolejnych dwóch przewaga wynosiła już dziesięć trafień. Ekipa PGE VIVE wykorzystywała błędy własne kaliszan. Wciąż dobrze w bramce spisywał się Filip Ivić, w ataku kolejne bramki dokładali Arek Moryto i wyraźnie spragniony gry Mariusz Jurkiewicz. Egzekwowanie rzutów karnych przejął Blaz Janc, a na trafienie z kontry uparł się Arciom Karalok. Obrotowy po osobistym przejęciu przez siebie piłki w defensywie, postanowił pomknął przez całe boisko w kierunku bramki kaliszan i choć jeden z przeciwników wisiał mu na ramieniu niczym dobry kumpel na końcowym etapie solidnej imprezy, Arciom zupełnie się tym nie przejął i z lekkością, w pełnym biegu oddał celny rzut.

Choć goście dzielili grę na zaledwie dwunastu zawodników, to gospodarze wyglądali na coraz bardziej opadających z sił. Bezpieczną przewagę trener Dujshebaev wykorzystał na wpuszczenie do bramki Miłosza Wałacha, który pojawił się między słupkami na ostatnie dwanaście minut spotkania. Zawodnicy PGE VIVE kontrolowali przebieg meczu, w jego końcówce swoje pierwsze trafienie w sezonie zdobył Bartłomiej Bis. Ostateczny rezultat pojedynku wyniósł 37:27 na korzyść kielczan.

Bartłomiej Bis: Mam wielu wspaniałych Aniołów Stróżów

Kolejny mecz ligowy za nami. Kielczanie pewnie pokonali Energę MKS Kalisz 37:27, choć po pierwszej połowie prowadzili jedynie 15:12. Drużyna PGE VIVE wystąpiła w zaledwie dwunastoosobowym składzie, ponieważ wielu zawodników pauzowało ze względu na drobne urazy i przejściowe problemy ze zdrowiem. Po ponad ośmiu miesiącach przerwy na parkiet powrócił natomiast Bartłomiej Bis! Naszemu obrotowemu udało się dodać na konto zespołu jedno trafienie, choć przewidziany był jedynie do gry obronnej. “Nawet nie spodziewałem się, że będę miał okazję zdobyć bramkę!” – skomentował Bartek. Z dobrej strony pokazał się także Mariusz Jurkiewicz, który ledwie tydzień temu także pierwszy raz w tym sezonie pojawił się na boisku. 

Bartłomiej Bis, obrotowy PGE VIVE Kielce: Szczerze mówiąc, o tym, że wystąpię, dowiedziałem się dopiero w poniedziałek, więc byłem nieźle zaskoczony tym, że dziś pojadę do Kalisza. Z kolanem wszystko w porządku, podczas meczu „nie odzywało się” i nie przeszkadzało w żaden sposób w grze. Oczywiście, dziwnie było stanąć na boisku po tak długiej przerwie, jakby nie było to ponad osiem miesięcy! Brakowało rytmu, czułem się, jakbym był trochę „wyjęty” z tego meczu, ale co najważniejsze, nie miałem blokady mentalnej. Przez cały ten okres nie leżałem do góry brzuchem, lecz solidnie pracowałem pod okiem trenera, fizjoterapeutów i lekarzy. Oni na pewno wiedzą, co robią. Mam wielu wspaniałych Aniołów Stróżów – nic, tylko ich słuchać! Wiedziałem, że dziś wejdę tylko do defensywy, a na treningach obronę ćwiczę już od września. Nawet nie spodziewałem się, że będę miał okazję zdobyć bramkę! Bardzo pomogła mi pozytywna atmosfera zbudowana przez zespół, teraz będzie już z górki!

Krzysztof Lijewski, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Po pierwszej połowie w szatni było spokojnie. Talant nas chwalił, chodziło tylko o odzyskanie koncentracji. Już nawet nie chodziło o to, w ilu graliśmy, kto był, a kogo nie było. Był taki moment w końcówce pierwszej połowy, gdy ją straciliśmy. Z całym szacunkiem do kaliszan, byliśmy dzisiaj po prostu sportowo lepsi. Brakowało właśnie tylko pełnego skupienia, ponieważ mieliśmy sytuacje, ale ich nie wykorzystywaliśmy. Obrona rywali stała mocno, Zbyszek (Kwiatkowski – przyp. red.) dobrze nią dyrygował, nie było lekko. Lepiej się gra, gdy cały czas zachowuje się najwyższy poziom, wówczas właściwie jest się ustawionym w głowie, wiesz, że musisz być czujny, bo rywal naciera. Niestety, mamy ligę jaką mamy, i tak z sezonu na sezon jest coraz lepiej. My narzucamy takie tempo, że mało kto je dzisiaj wytrzymuje.

Maciej Pilitowski, rozgrywający Energi MKS Kalisz: Kielce po przerwie wrzuciły wyższy bieg, by spokojnie zapewnić sobie zwycięstwo. Niestety, tak to jest z Kielcami, że na parkiecie wydaje ci się, że jest nawet okej, dopóki nie spojrzysz na wynik. Gdy to zrobisz, okazuje się, że jest jednak dziesięcioma w plecy. Niby kielczanie mieli okrojony skład, a jednak polegliśmy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*