Wysokie zwycięstwo na koniec roku! K. Lijewski: Mecz cały czas był pod kontrolą!

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce tekst Magdalena Pluszewska , zdjęcie Anna Benicewicz – Miazga

W meczu 14. serii PGNiG Superligi pewnie wygraliśmy z Gwardią Opole 40:30. Był to ostatni mecz w tym roku, w którym kielczanie zupełnie zdominowali rywala, ładnym, solidnym akcentem kończąc pierwszą część sezonu. Na parkiecie zabrakło Michała Jureckiego i Marko Mamicia.

PGE VIVE Kielce – Gwardia Opole 40:30 (21:12)

PGE VIVE Kielce: Ivić, Cupara, Wałach – Bis 2, A. Dujshebaev 2, Jachlewski 2, Janc 6, Lijewski 1, Jurkiewicz 3, Kulesh 6, Moryto 6, Cindrić 4, Fernandez 4 , D. Dujshebaev 2, Karalok 2

Gwardia Opole: Skrzypczyk, Malcher – Lemaniak 3, Siwak 2, Zarzycki, Klimków, Tarcijonas, Zieniewicz 3, Jankowski 3, Kawka 7, Mauer 2, Milewski, Morawski 1, Skraburski 7

Pierwsza siódemka: Ivić – Jachlewski, Kulesh, Cindrić, Karalok, A. Dujshebaev, Janc

Oj, chyba nastrój Dzikiego Meczu, który zaplanowano tego wieczora po meczu z Gwardią Opole w Hali Legionów już na starcie spotkania udzielił się zawodnikom obu drużyn, którzy w iście „dziki” sposób rozpoczęli grę, nieco za bardzo folgując swojej ułańskiej fantazji. Trochę przypadkowych akcji, trochę bieganiny, ale koniec końców to kielczanie lepiej odnaleźli się w tej radosnej twórczości i po trzech minutach prowadzili już 4:0.

Po pięciu następnych minutach niewiele się zmieniło i kielczanie cieszyli się przewagą siedmiu bramek, przy wyniku 9:2, kontrując gwardzistów niemiłosiernie. Bardzo dobrze w spotkanie weszli szczególnie Blaz Janc i Uladzislau Kulesh, a fason w drużynie rywali trzymał w zasadzie chyba tylko Adam Malcher, który od czasu do czasu skutecznie interweniował. Zespół Rafała Kuptela z czasem zaczął wygrzebywać się z początkowego osłupienia i zdołał nieco uspokoić grę, na kilka minut przed przerwą przegrywając 12:16. Wtedy jednak goście się zacięli i rozpoczęła się kolejna seria trafień kielczan. Bramkę Adama Malchera rozrywali na strzępy nasi skrzydłowi z Arkiem Moryto i Angelem Fernandezem na czele, a ostatecznie ta część spotkania zakończyła się rezultatem 21:12.

Po przerwie niewiele się zmieniło. Kolejne serie bramek kielczan rozkładały gości na łopatki. Po sześciu minutach drugiej partii prowadziliśmy już 26:12, a po trzynastu 30:18. W bramce całkiem nieźle radził sobie Miłosz Wałach, w ataku brylowali nasi rozgrywający i skrzydłowi, a rzuty karne bezbłędnie wykonywał Arkadiusz Moryto. Znów swoimi rzutami z dystansu imponował także Uladzislau Kulesh, dla którego był to dopiero siódmy mecz z drużyną PGE VIVE Kielce w tym roku. Białorusin zdobył w sumie sześć bramek, a kielczanie ostatecznie zwyciężyli rezultatem 40:30, umacniając się na fotelu lidera PGNiG Superligi.

Po spotkaniu rozpoczął się długo wyczekiwany Dziki Mecz, ale to już zupełnie inna historia… Relacja wkrótce!

Komentarze po meczu:

Krzysztof Lijewski, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Widać było, że goście przyjechali w troszkę okrojonym składzie, bo brakowało trzech podstawowych zawodników, którzy na co dzień trzymają drugą linię Gwardii. Trener Kuptel dał pograć zmiennikom i widać, że dzisiaj nie prezentują oni takiego poziomu, jak ci zawodnicy, którzy dziś nie wystąpili, ale to problem przeciwników, a nie nasz. My każda piłkę staraliśmy się pchać do przodu, mecz cały czas był pod kontrolą, ani przez chwilę nie było zagrożone nasze zwycięstwo.

Mateusz Jankowski, obrotowy Gwardii Opole: Myślę, że Kielce nie były napięte na sto procent, przegraliśmy dziesięcioma bramkami. Można powiedzieć, że mecz się odbył. Nie składaliśmy broni, ale popełniliśmy zbyt wiele prostych błędów, oddawaliśmy piłkę zawodnikom z Kielc, a oni zanosili je po prostu do bramki. Z takim zespołem nie można popełniać tylu błędów, to nasza bolączka w tej rundzie i potwierdziło się to także w tym meczu. Cieszy fakt, że młodzi chłopcy nie pękali na parkiecie, każdy walczył o swoje, o to, by dumnie nosić swoje nazwisko na plecach i myślę, że to w przyszłości zaprocentuje.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*