James Shaw: Czekałem na taką szansę

Biuro Prasowe ZAKSA Kędzierzyn Koźle tekst i zdjęcie

– Jako zawodnik zawsze wymagam od siebie dużo, wierzę więc że będę mógł pomóc mojej nowej drużynie i razem będziemy wygrywać. Sporo słyszałem o rozgrywkach PlusLigi, atmosferze panującej podczas spotkań – o swoich oczekiwaniach, doświadczeniach w grze na rozegraniu i w ataku opowiada nasz nowy zawodnik – James Shaw.

Poprzedni sezon spędziłeś w jednej z czołowych lig, włoskiej Serie A, jak wspominasz ten czas?

James Shaw: – Sezon, który spędziłem w Perugii, był bardzo udany. Przede wszystkim jako drużyna mogliśmy mówić o wielu sportowych sukcesach. Czas spędzony we Włoszech bardzo mi się podobał, dużo zyskałem nie tylko pod względem sportowym, nawiązałem również sporo wartościowych relacji. Jednak również od tego czasu zyskałem sporo jako zawodnik i człowiek.

Twoja decyzja o powrocie do Stanów Zjednoczonych została przyjęta z zaskoczeniem. Czym było to podyktowane? W ostatnich miesiącach mimo że nie byłeś związany profesjonalnym kontraktem nie zrezygnowałeś z intensywnych treningów?

– Zdecydowałem wrócić do kraju i ukończyć studia na Uniwersytecie w Stanford zdobycie wykształcenia było dla mnie bardzo ważne, wcześniej ze względu na wyjazd z reprezentacją Stanów Zjednoczonych na Igrzyska Olimpijskie w Rio w 2016 roku musiałem przerwać studia. Swoje wykształcenie zdobyłem na początku grudnia 2018 roku. Podczas treningów na Uniwersytecie miałem okazję wspierać młodszych kolegów, jako pewnego rodzaju asystent trenera. Następnie wróciłem do południowej Kalifornii, gdzie pracowałem aż do nowego roku. Ciężko trenując czekałem na taką szansę jaką otrzymałem od ZAKSY.

We Włoszech występowałeś jako rozgrywający, teraz zobaczymy cię w ataku. Na ile to dla ciebie nowa rola i wyzwanie?

– Wracając do gry postanowiłem zmienić rozegranie na atak ponieważ tak naprawdę na początku mojej zawodowej kariery, na etapie rozgrywek młodzieżowych równie często występowałem na rozegraniu, jak i ataku. Nie jest to więc dla mnie nowa rola. Wiedziałem też, że czerpiąc z tego doświadczenia mogę być dobrym atakującym. Już w poprzednim sezonie, kiedy grałem w Perugii miałem kilka pomysłów na to, aby coś zmienić. Czasami podczas treningów wykonywałem kilka dodatkowych powtórzeń, żeby dla zabawy móc sobie poatakować.

Podkreślasz, że teraz nie masz wątpliwości, że chcesz kontynuować swoją zawodową karierę jako atakujący. Co było więc momentem przełomowym, ukierunkowującym cię w stronę gry w ataku?

– Dla mnie zawsze niezwykle ważne było pozostanie dobrze przygotowanym zawodnikiem, elastycznym w zależności od potrzeby sytuacji. Z tego powodu nigdy nie chciałem ograniczać siebie i swoich umiejętności poprzez kategoryzowanie siebie jako zawodnika grającego tylko na jednej pozycji. To wszystko stało się dla mnie bardziej oczywiste na przestrzeni ostatniego roku, zrozumiałem, że właśnie gra jako atakujący da mi większą szansę na osiągnięcie sukcesu w zawodowym sporcie, również na poziomie międzynarodowym. Możliwość sprawdzenia się na tej pozycji przyszła dość niespodziewanie latem zeszłego roku, kiedy podczas Pucharu Panamerykańskiego dość nagle po raz pierwszy oficjalnie zagrałem jako atakujący: praktycznie bez treningów a mimo to trzy kolejne mecze były sukcesem. Reszta to już historia – od tego turnieju skoncentrowałem się na treningach jako atakujący.

Z jakim nastawieniem i celem przychodzisz do Kędzierzyna-Koźla?

– Jako zawodnik zawsze wymagam od siebie dużo, wierzę więc że będę mógł pomóc mojej nowej drużynie i razem będziemy wygrywać. Sporo słyszałem o rozgrywkach PlusLigi, atmosferze panującej podczas spotkań, a przede wszystkim dużo dobrego o polskich kibicach. Już sama myśl doświadczenia tego dopingu w Kędzierzynie-Koźlu, spotkanie z fanami wspierającymi ZAKSĘ jest ekscytująca. Czuję się świetnie: silny fizycznie i psychicznie, jestem przekonany, że ta najlepsza forma dopiero nadejdzie w moim nowym klubie. Nigdy nie byłem w Polsce, więc z otwartymi ramionami przyjmę wszystkie rady co warto zobaczyć, zjeść, jak żyć i rozwijać się w waszym wspaniałym kraju.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*