Walka do ostatnich sekund! Szesnasty Puchar Polski zdobywa PGE VIVE Kielce.

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce tekst Magdalena Pluszewska , zdjęcia Elżbieta Skowron

W meczu finałowym PGNiG Pucharu Polski pokonaliśmy Orlen Wisłę Płock 26:25. Spotkanie od początkowych do końcowych sekund było niesamowicie wyrównane, a o zwycięstwie zdecydowała tylko jedna bramka. Świetne zawody rozegrał Vladimir Cupara, który przez cały mecz zanotował wiele skutecznych interwencji i został bohaterem ostatniej akcji, broniąc rzut na remis Dana Emila Racotea. Po raz szesnasty w historii i jedenasty z rzędu zdobyliśmy Puchar Polski! Na parkiecie zabrakło kontuzjowanych Michała Jureckiego i Daniela Dujshebaeva.

Orlen Wisła Płock – PGE VIVE Kielce 25:26 (11:9)

Orlen Wisła Płock: Morawski, Borbely, Wichary – Mihić 1, Krajewski, T. Gębala 3, Racotea 1, Moya 1, Obradović, Zdrahala, Mlakar 2, De Toledo 2, Daszek 9, Góralski, Sulić 5, Piechowski 1

Cupara, Wałach – Jachlewski 2, Bis, Fernandez 2, Kulesh 3, Mamić 1, Cindrić 5, Jurkiewicz 1, A. Dujshebaev 1, Lijewski, Janc 5, Moryto, Karalok 3, Aginalde 3

Pierwsza siódemka: Cupara – Janc, A. Dujshebaev, Cindrić, Kulesh, Jachlewski, Karalok

 

Początek meczu zdecydowanie mógł podobać się kibicom zgromadzonym w Arenie Poznań. U zawodników obu ekip widać było ogromną determinację i nastawienie na cel: wygrać ten jeden mecz i wznieść trofeum – szesnaste w historii PGE VIVE, jedenaste w historii Orlen Wisły.

Choć akcja na boisku toczyła się w szybkim tempie, to jednak sam wynik mozolnie posuwał się do przodu. Po trzynastu minutach na tablicy mieliśmy zaledwie 4:3 dla kielczan. Dobrze rozpoczęli bramkarze, Vladimir Cupara i Adam Morawski, choć nie mieli łatwego zadania, bo tuż za ich bramkami w tej części gry znajdowali się kibice drużyn przeciwnych. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – przynajmniej Vlad Cupara nie musiał nigdzie wykręcać szyi, gdy żółta część publiczności po udanych interwencjach skandowała jego nazwisko – mógł cieszyć się wraz z kibicami, patrząc im prosto w uradowane twarze!

Tymczasem gra toczyła się swoim tempem, punkt za punkt. Po kwadransie już drugą karę dwuminutową otrzymał Mateusz Jachlewski, a my, grając w osłabieniu, do ataku ściągaliśmy bramkarza. Dzięki temu łatwo zdobywaliśmy bramki, ale i płocczanie łatwo oddali dwa trafienia do pustej bramki, ponieważ podczas szybkich wznowień Vlad Cupara nie zdążył wrócić między słupki. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy trener Talant Dujshebaev poprosił o czas. Jego zespół remisował z Płockiem 9:9, ale po nieudanej akcji to rywale mieli piłkę w ataku i możliwość wyjścia na prowadzenie, choć do tej pory to głównie kielczanie wychodzili na jedno trafienie do przodu, a płocczanie wyrównywali. Niestety, choć Marko Mamiciowi udało się powstrzymać Tomasza Gębalę, to jednak nasz rozgrywający zarobił rzut karny na konto Nafciarzy, a Michał Daszek wyciągnął Wisłę na 10:9.

Niestety kolejne nasze akcje ofensywne nie powiodły się, piłki rzucane przez naszych zawodników trafiały w słupek lub Adama Morawskiego, co podopieczni Xaviera Sabate wykorzystali na podwyższenie prowadzenia do przerwy na 11:9.

Początek drugiej partii zwiastował nienajlepszy rezultat. Michał Daszek szybko, z rzutu karnego, dał swojej ekipie jeszcze większą przewagę, 12:9. Wtedy jednak, niesiony dopingiem kibiców, których teraz już miał za swoimi plecami, Vladimir Cupara, zamurował bramkę na kolejnych kilka minut, a jego koledzy z boiska wyrównali na 12:12. Serb był niesamowity, bronił rzuty z koła i z dystansu, nawet próbę „dobitki”.

Mecz ponownie toczył się bramka za bramkę, ale Nafciarze mocno musieli się namęczyć i nabiegać w poprzek boiska, by zdobywać kolejne trafienia. Technikę czy siłę zamieniali więc na spryt, a to dogrywając piłkę na skrzydło do Michała Daszka czy puszczając ją „szczurem” po parkiecie między nogami naszych obrońców.

Po drugiej stronie naszym zawodnikom też zdobywanie bramek nie szło najłatwiej. Adam Morawski wyłapywał kolejne rzuty, na szczęście, dzięki postawie Vlada Cupary mogliśmy uruchomić naszą największą broń – kontratak. Po dwóch kontrach z rzędu Blaza Janca i Mateusza Jachlewskiego prowadziliśmy 19:17, a do końca meczu pozostało niecałe piętnaście minut.

Trener Xavier Sabate poprosił o czas. Przerwa przyniosła oczekiwany skutek – po szybkich akcjach Mateusza Piechowskiego i Tomasza Gębali, tablica znów wskazywała rezultat remisowy, 19:19. O ile do tej pory na zawodnikach nie ciążyła jeszcze tak presja kończącego się czasu gry, o tyle w ostatnich dziesięciu minutach, gdy wciąż żadna z drużyn nie była w stanie odskoczyć drugiej, rozpoczęła się nerwówka! Mimo to, kielczanie nie tracili „zimnej głowy” – gdy przegrywaliśmy jedną bramką Mariusz Jurkiewicz w stylu, w jakim zrobił to w meczu z Paryżem, puścił piłkę do pustej bramki. „Loczek” gonił ją ile sił w nogach i nawet dogonił, ale wpadł z nią między słupki, a kielczanie wyrównali na 24:24.

Atmosfera stawała się coraz bardziej gorąca! Tutaj już było wiadomo, że spotkanie rozstrzygnie się w ostatnich sekundach. I rzeczywiście! Na dziesięć sekund przed końcem meczu Julen Aginagalde rzutem karnym wyprowadził kielczan na 26:25. Trener Sabate wziął czas, a Nafciarzom zostało bardzo mało czasu na wyrównanie i nadzieje przedłużenia pojedynku o kolejne w tym sezonie rzuty karne. Do sytuacji rzutowej doszedł Dan Emil Racotea, ale ponownie swoją klasę pokazał Vladimir Cupara, zostając bohaterem ostatniej akcji i całego meczu. Obroniliśmy trofeum! Po raz szesnasty zdobyliśmy Puchar Polski, wygrywając z Płockiem w Poznaniu 26:25. Najlepszymi zawodnikami spotkania zostali Michał Daszek i Luka Cindrić. Luka jednak postanowił oddać swoją nagrodę Vladimirowi Cuparze.

M. Jachlewski: Trudniej jest bronić tytułu, niż go zdobyć

To był mecz walki i ogromnych nerwów, ale po raz kolejny w tym sezonie okazaliśmy się lepsi od Orlen Wisły Płock! W niedzielne popołudnie, 12 maja, w Poznaniu po wyrównanym, ogromnie trudnym meczu, wygranym 26:25, zdobyliśmy szesnasty w historii i jedenasty z rzędu Puchar Polski. Smaku tego trofeum nikt nie zna lepiej, niż Mateusz Jachlewski, dla którego również jest to już jedenasty tytuł w żótło-biało-niebieskich barwach. “Trudniej jest bronić tytuły, niż go zdobyć” – ocenił skrzydłowy, w czasie kontuzji Michała Jureckiego, pełniący funkcję kapitana PGE VIVE Kielce.

Bertus Servaas, prezes klubu: Nie wiem, dlaczego ostatnio chłopaki tak bardzo nie uważają na moje serce (śmiech)! Ale wygrana w takich okolicznościach zawsze jest lepsza, niż spokojne zwycięstwo pewne już kilka minut przed końcem spotkania. Na pewno będzie fajny finał ligi i na pewno nie będzie lekceważenia Płocka z naszej strony. Nigdy nie wątpiłem w nasz zespół. Gdy kiedykolwiek to się zdarzy, to będzie znaczyć, że już czas zakończyć karierę prezesa. Wszyscy pracujemy na zaufanie i wiarę w chłopaków. Myślę, że my ostatnio po prostu więcej graliśmy takich końcówek, jak dzisiaj, mamy więcej doświadczenia i dlatego wygraliśmy.

Talant Dujshebaev, trener PGE VIVE Kielce: Przede wszystkim musimy pogratulować naszym kibicom, którzy przez dwa ostatnie mecze mieli zawały (śmiech)! Ale wytrzymali, a my jesteśmy w Final4 Ligi Mistrzów i mamy Puchar Polski! Jest naprawdę bardzo, bardzo fajnie! Walczymy, gramy i robimy wszystko dla naszych kibiców! Chłopaki mają serca, charakter, bo to nie był nasz dzień, ani tu, ani w Paryżu. Wytrzymali to wszystko, wielkie podziękowania dla nich. Dziękujemy też Cupiemu! W pierwszym meczu z Paryżem bronił super, w drugim niekoniecznie, ale ostatnie bramki obronił „na awans” i dzisiaj też pokazał klasę! Luka Cindrić oddał mu swoją nagrodę dla najlepszego zawodnika, myślę, że to bardzo fair z jego strony, bo dla mnie dziś Cupara też był najlepszy.

Mateusz Jachlewski, skrzydłowy PGE VIVE Kielce: Dużo emocji! Mecz mógł się podobać kibicom, to był mecz walki, cały czas wynik oscylował wokół remisu. Jak my rzuciliśmy dwie bramki, to zaraz Płock odrobił. Dla nas to było bardzo trudne spotkanie, bo broniliśmy tytułu, a według mnie trudniej jest bronić tytułu niż go zdobyć. To jedenasty z rzędu Puchar i bardzo się z tego cieszymy, ale muszę przyznać, że dzisiaj Orlen Wisła Płock zagrała dobry mecz i było bardzo ciężko, zresztą niespecjalnie nam dzisiaj wychodziło na boisku. Mieliśmy fazy dobre i gorsze, nie mogliśmy utrzymać rytmu, który pozwoliłby nam odskoczyć na pięć, sześć bramek.

Alex Dujshebaev, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Płock miał więcej czasu na przygotowanie, my jesteśmy tuż po wygranej w Paryżu, ale wytrzymaliśmy, w drugiej połowie graliśmy lepiej i zasłużyliśmy, by wygrać! Zobaczymy, co będzie w finale, ale najpierw musimy jeszcze wygrać z Opolem, a Płock musi wygrać swój półfinał. Na pewno się na nas dobrze przygotują. Chcemy zdobyć Mistrzostwo Polski, zostały nam tylko trzy tygodnie, a mamy dwa tytuły do zdobycia, chcemy jeden i drugi!

Arkadiusz Moryto, skrzydłowy PGE VIVE Kielce: Oj, działo się dzisiaj! To był ciężki mecz, nie układało nam się dzisiaj. Wisła zagrała naprawdę inteligentne zawody, rywale czytali naszą grę w ataku i w swojej grze radzili sobie bardzo dobrze, oszukiwali naszą obronę. Chwała nam za to, że udało się wyrać i w końcówce, w najważniejszym momencie rzucić bramkę, a kolejną obronić. Chcieliśmy wykonać swoje założenia w stu procentach. Mniej więcej mieliśmy rozpisane wszystko, co grają, ale trzeba to jeszcze przełożyć na boisko, co nie było takie proste. Bardzo się cieszę z pierwszego trofeum, oby jeszcze więcej w tym sezonie!

Xavier Sabate, trener Orlen Wisły Płock: Jesteśmy rozczarowani, bo przyjechaliśmy po zwycięstwo. Jestem jednak dumny z chłopaków – myślę, że zespół z początku sezonu, a ten, który mamy teraz to zupełnie dwie inne drużyny. Mamy prawdziwych wojowników, cały czas mocno walczą, a to jest droga do rozwoju. Dzisiaj w piłce ręcznej dwie bramki to nic. Graliśmy przeciwko świetnej ekipie, zespołowi, który zagra w Final Four Ligi Mistrzów i jest budowany tak, by nie tylko tam awansować, ale też wygrać. Różnica w budżecie naszych klubów jest ogromna, oni mają na każdej pozycji zawodników ze światowej czołówki. Piłka ręczna to jednak nie są nazwiska, ale ludzie. My mieliśmy prawdziwych wojowników, mieliśmy ostatnią piłkę, dobrze rozegraliśmy akcję, ale spudłowaliśmy. Taki jest sport. Różnica między sukcesem a przegraną jest bardzo cienka. My cały czas będziemy kontynuowali naszą pracę i starali się ich pokonać, ale teraz skupiamy się tylko na meczu w Kwidzynie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*