Żuk: Był to najcięższy bieg w sezonie /Hojnisz-Staręga: Trener specjalnie wystawił mnie na pierwszej zmianie, żebym poczuła przedsmak niedzielnej rywalizacji w mass starcie

Biuro Prasowe Polski Związek Biathlonu tekst i zdjęcia archiwalne

Bieg ze startu wspólnego kończył rywalizację kobiet w zawodach Pucharu Świata w Oberhofie. Monika Hojnisz-Staręga spudłowała w nim pięciokrotnie i zajęła czternaste miejsce, Kamila Żuk z ośmioma karnymi rundami na koncie finiszowała jako dziewiętnasta.

Przesyłamy wypowiedzi polskich biathlonistów do wykorzystania w Waszych serwisach:

MONIKA HOJNISZ-STARĘGA (0+1+3+1, 14. miejsce):

– Wiedziałam, że muszę skupić się na strzelaniu w postawie leżąc, bo to moja mocniejsza strona. W stójce bywa to różnie, choć może problem jest w mojej głowie. Sprawy nie ułatwiał straszliwy wiatr. Podczas trzeciego strzelania gdy ja walczyłam o to by ustać, rywalki strzelały i trafiały. Oprócz tego, że spudłowałam aż trzy razy to jeszcze zmarnowałam mnóstwo czasu. Mimo to mogę być zadowolona z tego biegu, bo warunki nie były łatwe.

– Mam nadzieję, że to nie jest mój ostatni mass start w tym sezonie i uda mi się jeszcze przełamać w tej konkurencji i wejść do dziesiątki. Chciałabym jeszcze przed MŚ znacznie poprawić swoją pozycję w klasyfikacji generalnej. Czuję, że od nowego roku udało mi się trochę wrócić do czołówki.

– Tym razem paliwa starczyło mi do samego końca. Na ostatniej pętli był nawet moment, że wyprzedziłam nawet dwie rywalki i wyszłam na dwunaste miejsce, ale już na ostatniej prostej do mety mnie skontrowały. Nie jestem typem sprinterki i niestety nie słynę z dobrych finiszy.

KAMILA ŻUK (2+2+1+3, 19. miejsce):

– Debiutowałam w tej konkurencji i trochę nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Pierwsze okrążenie poszło po mojej myśli. Biegłam na samym końcu i nie zamierzałam pchać się do przodu. Na pierwsze strzelanie dotarłam więc bardzo skupiona. Niestety strzały poszły z wiatrem. Przed drugim strzelaniem zrobiłam korektę, ale wiatr najpewniej znowu zmienił kierunek.

– Warunki były dzisiaj naprawdę ciężkie, widać to było po strzelaniach innych dziewczyn. Pod względem pogody był to najcięższy bieg w sezonie. Tak naprawdę dopiero od trzeciej pętli biegowej czułam się już naprawdę dobrze. Może przed kolejnymi startami muszę popracować nad rozgrzewką? Żeby była dłuższa i jeszcze bardziej intensywna.

– Weekend, pomijając występ w sztafecie, zaliczam sobie na plus. Jest promyczek nadziei, że przed mistrzostwami świata idzie to w dobrą stronę. Cieszę się na przyszłotygodniowe starty w Ruhpolding, bo to jeden z moich ulubionych ośrodków.

Hojnisz-Staręga: Trener specjalnie wystawił mnie na pierwszej zmianie, żebym poczuła przedsmak niedzielnej rywalizacji w mass starcie

Monika Hojnisz-Staręga, Kamila Żuk, Kinga Zbylut i Magdalena Gwizdoń zajęły 13. miejsce w biegu sztafetowym 4x6km podczas zawodów Pucharu Świata w Oberhofie. Mężczyźni w składzie Łukasz Szczurek, Grzegorz Guzik, Andrzej Nędza-Kubiniec, Marcin Szwajnos uplasowali się tym razem na 22. pozycji.

Przesyłamy wypowiedzi reprezentantów Polski po sobotnich biegach sztafetowych do wykorzystania w Waszych serwisach.

MONIKA HOJNISZ-STARĘGA (0+0, 0+1, 4. czas zmiany):
– Trener specjalnie wystawił mnie na pierwszej zmianie, żebym poczuła przedsmak niedzielnej rywalizacji w mass starcie. Zwłaszcza pierwsze okrążenie jest specyficzne, trzeba walczyć o swoje miejsce na trasie. Czułam, że na drugim kółku mogłam dać z siebie więcej, trochę mnie rwało do przodu, ale nie chciałam się szarpać i utrzymałam tempo biegu rywalek. Nie wytrzymałam przed samym strzelaniem i tym samym stanęłam na stanowisku numer jeden. Zdarzało się w przeszłości, że mnie ono paraliżowało. Przed strzelaniem powiedziałam w myślach sama do siebie, że to przecież nic takiego, dam radę. Skończyło się tylko jednym dobieraniem i czwartym miejscem. Mimo, że wcześniej czułam rezerwy to jednak na ostatnim okrążeniu było mi już ciężko i rywalki minimalnie mi odjechały.

KAMILA ŻUK (1+3, 0+2, 14. czas zmiany):
– Od samego przestrzeliwania nie mogłam znaleźć swojego rytmu strzeleckiego. Miałam problem z podejmowaniem odpowiednich decyzji. Na leżaku wiatr był silniejszy niż zwykle, a ja w ogóle nie zareagowałam. Na trasie też było mi ciężko. Przez to, że dużo czasu spędziłam na przystrzeliwaniu nie udało mi się odpowiednio rozgrzać. Cały dzień wydawał nie układał się to po mojemu. Gdzieś z tyłu głowy miałam przeczucie, że nie robię tego, co zazwyczaj. Koniecznie muszę do tego wrócić przed niedzielnym mass starcie. Dopiero wtedy poczuję komfort, choć na pewno pojawi się też trema. Nie lada wyzwaniem będzie utrzymanie tempo biegu najlepszych. Czwartkowy sprint uświadomił mi jednak, że jest to możliwe. Brak mi wciąż jednak stabilności i dzisiejszy start jest tego najlepszym przykładem.

KINGA ZBYLUT (0+2, 1+3, 10. czas zmiany):
– Była szansa nadrobić zdecydowanie więcej, bo rywalki pudłowały. Samej jednak nie udało mi się ustrzec błędów na strzelnicy. Wiatr raz wieje silniej, raz słabiej, ale to żadne usprawiedliwienie dla pudeł w stójce. Udało mi się minimalnie poprawić naszą lokatę, ale to wciąż jeszcze nie jest to, czego wspólnie oczekujemy. Nie jesteśmy w stanie wykorzystać pełni swoich umiejętności. Trener cały czas szuka optymalnego zestawienia sztafety. W grudniu czułam się w lepszej formie, po tak długiej przerwie trudno jest mi wrócić na odpowiednie obroty, ale mam nadzieję, że z każdym kolejnym startem będzie lepiej.

ŁUKASZ SZCZUREK (0+3, 1+3, 24. czas zmiany):
– Nie poradziłem sobie z warunkami panującymi na strzelnicy. Nie jest to jednak żaden kryzys strzelecki tylko raczej po prostu źle wykonana robota. Biegowo czuję się ze startu na start coraz lepiej, byłem w stanie trzymać się lepszych zawodników, a tych słabszych wyprzedzać. Nie zmienia to faktu, że jest to jeden z moich gorszych występów sztafetowych od kiedy biegam na pierwszej zmianie i jest mi z tego powodu bardzo przykro.

GRZEGORZ GUZIK (1+3, 2+3, 24. czas zmiany):
– Wiedziałem, że Łukasz biegał karną rundę, więc od początku chciałem ruszyć mocno do odrabiania strat. Na strzelnicy chyba poniosły mnie emocje, strzelałem za szybko. Od początku sezonu mamy trudne chwile, czegoś nam brakuje. Chyba czas na głębsze analizy. Pracujemy mocno na treningach, pracujemy mocno na zawodach, będziemy dawać z siebie wszystko – tyle możemy obiecać kibicom.

ANDRZEJ NĘDZA-KUBINIEC (1+3, 0+0, 15. czas zmiany):
– Jak się okazało można było dzisiaj dobrze strzelać. Nie było jednak łatwo, zanim oddałem pierwszy strzał minęło sporo czasu, bo wiatr cały czas kręcił. Większość biegu byłem na trasie sam – nikogo z przodu, nikogo z tyłu. Jest to najgorsza możliwa sytuacja, bo nie wiadomo jakie trzymać tempo. Dzisiejszy wynik jest słaby, ale nie ma się co załamywać. Wcześniejszymi startami sztafetowymi pokazaliśmy, że jeśli wszystko się dobrze ułoży to stać nas nawet na dziesiątkę.

MARCIN SZWAJNOS (0+0, 0+2, 18. czas zmiany):
– Nie był to bieg, jakiego sobie życzyliśmy. Obserwowałem występy kolegów i pojawiła się obawa czy w ogóle uda mi się wystartować. Jak już ruszyłem na trasę to cały czas czułem presję bycia zdublowanym. Niewykluczone, że właśnie to pomogło mi w strzelaniu. Na trasie rywale byli w moim zasięgu. Wyprzedziłem Belga i Koreańczyka. Znam ich zresztą obu ze startów w Pucharze IBU. Cieszę się, że chyba udało mi się wykorzystać szansę. Dużo mi jeszcze brakuje, żeby pokazywać się z dobrej strony w Pucharze Świata, ale na chwilę obecną uważam, że był to przyzwoity występ.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*