Łukasz Kaczmarek: Jestem szczęśliwy, że wróciłem

Biuro Prasowe ZAKSA Kędzierzyn Koźle tekst i zdjęcie

Powikłania po chorobie wyeliminowały go z treningów na kilka tygodni. – To nie było dla mnie łatwe, ale już wracam. Wszystko boli, ale jestem szczęśliwy i daję z siebie tyle ile mogę – o przerwie i powrocie do treningów w rozmowie z ZAKSAtv opowiedział Łukasz Kaczmarek!

PRZYCZYNY ABSENCJI

Przerwa w grze i treningach Łukasza Kaczmarka trwała od grudnia. Przyczyną absencji naszego zawodnika były powikłania po chorobie. – Niestety nie mogłem brać udziału w zajęciach. Myślę, że to może być też przestroga dla wszystkich, że kiedy jest się chorym to lepiej parę dni odpocząć w domu, a nie być zbyt ambitnym, bo później pauzuje się dłużej. Dla mnie skończyło się to 7 – tygodniami przerwy, a mogło być gorzej… – o niełatwych tygodniach przerwy mówił nasz zawodnik.

PRZERWA

Jak przyznał atakujący Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, dla zawodnika przyzwyczajonego do aktywnego spędzania czasu przerwa i rygor braku aktywności nie były łatwe. – Było bardzo ciężko, ponieważ przez tych kilka tygodni tak naprawdę nie mogłem nic robić. Takiej przerwy od sportu to chyba jeszcze nigdy nie miałem. W ostatnim czasie albo były mecze i zgrupowania reprezentacyjne albo gra w klubie. A nawet kiedy w okresie wakacyjnym miałem wolne, to starałem się spędzać ten czas aktywnie. Także nie było to dla mnie łatwe, ale już wracam. Wszystko boli, ale jestem szczęśliwy i daję z siebie tyle ile mogę – kontynuował Łukasz Kaczmarek.

POWRÓT

Cierpliwość została wynagrodzona i Łukasz Kaczmarek dołączył już do swoich kolegów, z optymizmem patrząc w przyszłość. – Wszystko idzie w dobrym kierunku, mija tydzień od kiedy wróciłem do treningów. W czasie przerwy zrzuciłem 5 kilogramów, te mięśnie trzeba odbudować, więc myślę, że jeszcze potrzeba parę tygodni, żeby organizm również zaadaptował się do tego rytmu. I myślę, że wystarczy kilka tygodni i ponownie kibice będą mnie oglądali na boisku – zakończył atakujący Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*