Grunwald Poznań czwartą drużyną w Europie

Informacja prasowa Halowy Klubowy Puchar Europy tekst Beata Oryl -Stroińska , zdjęcia Elżbieta Skowron

Emocje, ambitna walka, doping kibiców, ale bez zwycięstwa. W meczu o 3. miejsce hokeiści Grunwaldu Poznań przegrali z HC Mińsk 3:4.

Wojskowi rozpoczęli wyśmienicie. W 4. minucie po indywidualnej akcji bramkarz Mińska Iaroslava Hordeya pokonał Szymon Hutek. W 8. minucie po jednej z akcji, goście wywalczyli krótki róg, ale poznaniacy nie pozwolili zdobyć im bramki. Chwilę później stracili jednak piłkę i po szybkim kontrataku Mateusza Popiołkowskiego pokonał Yauheni Kavalski doprowadzając do remisu 1:1. Takim wynikiem skończyła się pierwsza kwarta.

W drugiej, jako pierwsi zagrożenie pod bramką stworzyli gospodarze, ale strzał Mateusza Hulbója był minimalnie niecelny. Trwała zacięta walka. W ostatniej minucie Grunwald grał w osłabieniu, bo zieloną kartką został ukarany Adrian Krokosz. Wynik jednak nie uległ zmianie, do przerwy był remis 1:1.

Trzy minuty po rozpoczęciu trzeciej kwarty zespół z Mińska objął prowadzenie. Kolejną szybką kontrę wykorzystał Yauheni Mikheichyk i goście objęli prowadzenie 2:1. I wciąż atakowali. W 29. minucie żółtą kartką ukarany został Piotr Kozłowski, a po chwili Grunwald miał krótki róg. Nie wykorzystał okazji, podobnie jak rzutu karnego chwilę później. Nie trafił Michał Kasprzyk i przed ostatnią kwartą wciąż 2:1 prowadzili goście.

W 35 sekundzie ostatniej części spotkania Białorusini podwyższyli na 3:1, kiedy to z krótkiego rogu trafił Yauheni Mikheiczyk. Grunwald stanął przed trudnym zadaniem odrobienia dwubramkowej straty. Podobnie, jak w sobotnim meczu, trener Karol Śnieżek zdecydował się na wycofanie bramkarza i grę sześcioma zawodnikami. W 33. minucie przyniosło to efekt. Artur Mikuła zmniejszył straty na 2:3. Niestety po chwili goście zdołali przedostać się pod pustą bramkę Grunwaldu i strzelili na 4:2. To nie był jednak koniec emocji, bo kilkanaście sekund później na tablicy wyników widniał wynik 4:3. Trzecią bramkę dla Wojskowych strzelił Michał Kasprzyk. Okazji było jeszcze kilka, nawet w ostatnich sekundach, ale poznaniacy nie wykorzystali żadnej z okazji. Ulegli HC Mińsk 3:4 i zakończyli turniej na 4. miejscu.

WKS Grunwald Poznań – HC Mińsk 4:3

bramki dla Grunwaldu: Szymon Hutek, Michał Kasprzyk, Artur Mikuła

  • KAROL ŚNIEŻEK: Cały się jeszcze trzęsę z emocji, chwilę to jeszcze potrwa. Na pewno wszyscy chcieliśmy zdobyć medal, dlatego jesteśmy rozczarowani, bo czwarte miejsce dla sportowca jest najgorsze. Czwarte miejsce jednak jest naszym małym sukcesem, dla nas , dla polskiego hokeja, bo w przyszłym roku mistrz Polski znów zagra w gronie najlepszych. Sportowcy mają jednak swoje ambicje, jak grasz, to chcesz wygrywać i zdobywać medale.  Ja jednak jestem dumny z chłopaków. Utrzymaliśmy się w Elicie i choć apetyty z każdym meczem rosły to wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Dziękuję im za to.

Powiedzieli po meczu

  • O niedosycie po porażce w meczu o 3. miejsce opowiedzieli: Michał Kasprzyk, Tomasz Dutkiewicz, Mateusz Popiołkowski, Paweł Bratkowski oraz trener Karol Śnieżek.

    KAROL ŚNIEŻEK: Cały się jeszcze trzęsę z emocji, chwilę to jeszcze potrwa. Na pewno wszyscy chcieliśmy zdobyć medal, dlatego jesteśmy rozczarowani, bo czwarte miejsce dla sportowca jest najgorsze. Ale to miejsce jest naszym małym sukcesem, dla nas, dla klubu, dla polskiego hokeja, bo w przyszłym roku mistrz Polski znów zagra w gronie najlepszych. Sportowcy mają jednak swoje ambicje, jak grasz, to chcesz wygrywać i zdobywać medale.

    MICHAŁ KASPRZYK: Wrażenia niesamowite. Dzisiaj i przez cały turniej ta wspaniała publiczność była z nami i także dlatego szkoda, że kończymy bez medalu. Daliśmy z siebie wszystko, mieliśmy dzisiaj swoje sytuacje, niewykorzystane karne, krótkie rogi … Czas działał na naszą niekorzyść, wiadomo, że nerwy były co raz większe. Trenowaliśmy ze sobą często, wiedzieliśmy na co nas stać, ile jesteśmy w stanie z siebie dać. Dobrze zaprezentowaliśmy się na turnieju w Wiedniu, wierzyliśmy w sukces, ale wiem, że wiele osób w polskim hokeju w nas nie wierzyło. Pokazaliśmy od początku, że potrafimy wygrywać, jesteśmy w pierwszej czwórce i wywalczyliśmy to miejsce zasłużenie.

    TOMASZ DUTKIEWICZ: Na pewno jesteśmy rozczarowani. Wiedzieliśmy jaka jest publika, graliśmy od pierwszego meczu dobrze, ale dzisiaj czegoś zabrakło. Zielone, żółte kartki, zmarnowane sytuacje i czwarte miejsce. Ale pamiętajmy, że jesteśmy czwartą drużyną Europy.

    MATEUSZ POPIOŁKOWSKI: Początek był cudowny, końcówka fatalna i będzie w nas długo siedziała, chociaż myślę, że to wyzwoli w nas pozytywne emocje, że warto ciężko pracować i walczyć do końca. Nie ma co ukrywać, że niedosyt po turnieju jest potężny. Do medalu zabrakło nam może 15, 10 sekund. Była szansa na remis i karne zagrywki. Walczyliśmy z całych sił, jak w każdym meczu. Z Niemcami też goniliśmy wynik i też pokazaliśmy charakter. W końcówkach zabrakło? Sam nie wiem, czy trochę szczęścia, czy może trzeba było coś zrobić inaczej… Na pewno niosła nas atmosfera, doping kibiców. Byli rewelacyjni, nie spodziewaliśmy się, że aż tylu ich będzie. Bardzo, bardzo im za to dziękuję. Były nasze rodziny, znajomi, mieliśmy wsparcie. To dla nas nie koniec sezonu, w przyszły weekend walczymy w półfinale mistrzostw Polski. Tę złość już teraz przekuwamy w pozytywną energię i walczymy o obronę tytułu.

    PAWEŁ BRATKOWSKI: Jest duży niedosyt, bo bardzo chcieliśmy zdobyć medal. Nie ukrywajmy, mamy bardzo doświadczoną drużynę. Dla kilku zawodników był to ostatni taki turniej w karierze. Szkoda. Musimy dojść do siebie, bo za chwilę walka o mistrzostwo Polski. A w półfinale też czeka trudny rywal, Warta Poznań, która ma drugiego strzelca w lidze Waldemara Rataja. Ale my chcemy pokazać, że ten turniej to nie był przypadek, że trafiliśmy z formą. Chcemy obronić tytuł. Cieszę się, że było tylu kibiców, że przyszła młodzież, która gra w hokeja na trawie. Dzieci mogły zobaczyć, że dla takich chwil, dla takich wydarzeń warto trenować.

Obrońca tytułu żegna się z Elitą

Obrońca Halowego Klubowego Pucharu Europy, Partille SC nie tylko nie obronił tytułu, ale nie zdołał utrzymać się w Elicie, kończąc turniej bez żadnego zwycięstwa. W przyszłym roku, w gronie najlepszych ośmiu zespołów nie zobaczymy także mistrza Belgii.

Najważniejszym niedzielnym meczem grupy spadkowej był pojedynek Dinamo Ekaterinburg z Royal White Star. Rosjanie musieli wygrać, Belgom do utrzymania starczał remis. Do przerwy 2:0 prowadzili hokeiści Dinama, ale w drugiej części przypomniał o sobie najskuteczniejszy w belgijskiej drużynie Philipe Simar. W ciągu sześciu minut zdobył 3 bramki, a w czwartej kwarcie dołożył jeszcze dwie. Jego 5 goli i prawdopodobnie tytuł króla strzelców całego turnieju nie pomogły. Royal White Star przegrało z Dinamem 5:7, w czym spora zasługa Artura Nadyrshina. Rosjanin, w ostatnich dwóch minutach dwukrotnie pokonał belgijskiego bramkarza. Zapewnił drużynie zwycięstwo i utrzymanie w Elicie.

Drugi mecz grupy C pomiędzy mistrzem Hiszpanii SPV Complutense a mistrzem Szwecji Partille SC nie miał już znaczenia. Hiszpanie zapewnili sobie utrzymanie już wczoraj, a obrońcy tytułu nawet w przypadku zwycięstwa nie zdołaliby się utrzymać.

GRUPA C:

Dinamo Stroitel Ekaterinburg – Royal White Star Bruksela 7:5 (2:0)

Partille SC – SPV Complutense Madryt 4:8  (2:4)

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*