PGE VIVE bramkarzami stoi! W Zaporożu rządził Kornecki!

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce tekst Magda Pluszewska , zdjęcie archiwalne

W meczu 13. kolejki Velux EHF Champions League drużyna PGE VIVE Kielce pokonała HC Motor Zaporozhye 33:26. Po raz kolejny mocnym punktem zespołu była bramka, tym razem przez sześćdziesiąt minut pilnowana przez Mateusza Korneckiego, który zanotował 43% skuteczności! Dzięki dwóm punktom tymczasowo awansowaliśmy na trzecie miejsce w grupie B. Czy na nim pozostaniemy zadecyduje niedzielny pojedynek Telekomu Veszprem i Montpellier HB. W spotkaniu nie wystąpili kontuzjowani Mariusz Jurkiewicz i Tomasz Gębala.

HC Motor Zaporozhye – PGE VIVE Kielce 26:33 (14:19)

HC Motor Zaporozhye: Budko, Komok – Vujovic 3, Kubatko 2, Babichev 2, Malasinskas 1, Pukhouski 4, Denysov 3, Doroshschuk 1, Kuryn 1, Kozakevych 5, Gurkovsky 1, Kasai, Kus, Ganchev 2, Parovinchak 1

PGE VIVE Kielce: Kornecki, Wolff – Vujović 1, Karačić 4, A. Dujshebaev 6, Pehlivan 1, Aginagalde 3, Jachlewski 1, Janc 3, Lijewski, Kulesh 1, Moryto 5, Fernandez 1, D. Dujshebaev, Karalek 8, Guillo

Pierwsza siódemka: Kornecki – Fernandez, Kulesh, Karačić, A. Dujshebaev, Janc, Karalek

Świecące pustkami trybuny w zaporoskiej hali nie wskazywały na to, by miał być w niej rozgrywany dziś jakiś ważny mecz. Kielczanie jednak nie poddali się tej atmosferze i od razu po pierwszym gwizdku sędziego zabrali się do pracy, która miała za zadanie przynieść im kolejne dwa punkty w rozgrywkach.

W bramce, w odróżnieniu do poprzednich spotkań Ligi Mistrzów, rozpoczął Mateusz Kornecki. Była to świetna decyzja trenera, bo nasz bramkarz przez pierwszych sześć minut meczu nie wpuścił piłki między słupki! Dopiero silnym rzutem sponad bloku kieleckich defensorów Mateusza pokonał Stevan Vujović, ale wówczas było już 4:1 dla PGE VIVE.

Bardzo dobrze mecz rozpoczął także dzisiejszy jubilat, Artsem Karalek. Obrotowy w trakcie dziesięciu minut zdobył cztery trafienia, czyli dokładnie połowę bramek uzbieranych w tym czasie przez Mistrzów Polski. Mateusz Kornecki cały czas pilnował tyłów, po udanych interwencjach wyrzucając piłkę daleko do przodu, gdzie nasi skrzydłowi, Blaz Janc i Arkadiusz Moryto, wiedzieli co z nią zrobić. Po siedemnastu minutach prowadziliśmy 12:6.

Spotkanie układało się po naszej myśli. W grze kielczan widać było spokój i konsekwentne realizowanie założeń taktycznych. Atakiem ze środka kierował Igor Karacić, któremu po bokach zmieniali się koledzy, a on wszystkich ich obsługiwał podaniami, czasem też samemu zdobywając bramki. Po pierwszych trzydziestu minutach najwięcej na koncie mieli ich Artsem Karalek (5) i Alex Dujshebaev (4), a kielczanie prowadzili 19:14.

Po powrocie na parkiet Mateusz Kornecki znów postanowił „ustawić sobie” zawodników Motoru i pokazać im, kto dziś rządzi na boisku, powstrzymując rzut karny Stevana Vujovicia. W ataku natomiast odbywała się rozgrywka na „wrzutki” – najpierw pięknym rzutem z powietrza po dograniu Igora Karacicia popisał się Alex Dujshebaev, a po chwili niemal identyczną akcją pochwalili się rywale – Aidenas Malasinskas odegrał piłkę na prawe skrzydło do Artema Kozakevycha, a ten zdobył trafienie na 17:22. Po udanej akcji indywidualnej Igora Karacicia i wykorzystanej „siódemce” Arka Moryto, w ósmej minucie drugiej części gry prowadziliśmy 24:18.

Niemrawa atmosfera na trybunach i dość spokojne prowadzenie trochę uśpiło kielczan. W najlepszym momencie meczu wygrywaliśmy już ośmioma trafieniami, ale potem przez siedem minut zdobyliśmy tylko jednego gola, a rywale zbliżyli się na 25:28. Nonszalancja kolegów popsuła statystyki Mateuszowi Korneckiemu, który w pewnych sytuacjach niewiele miał do powiedzenia. Dwa czasy wzięte przez trenera Talanta Dujshebaeva w krótkim okresie otrzeźwiły Mistrzów Polski. Wysunięty na „jedynce” w obronie 5-1 Angel Fernandez energicznie dreptał przed rozgrywającymi, zacieśniła się tylna linia obrony, dzięki czemu kielczanie wymusili kilka błędów i w kontrach ponownie „odjechali” z wynikiem. Nawet pomimo gorszego okresu gry, Mateusz Kornecki zakończył mecz ze świetną skutecznością 43%! Najwięcej bramek dla kielczan zdobył Artsem Karalek (7). W Zaporożu wygraliśmy 33:26.

M. Kornecki: Defensywa pomagała mi przy rzutach z drugiej linii

Kibice PGE VIVE Kielce o bramkę mogą być spokojni! Po kilku fantastycznych występach Andreasa Wolffa dziś między słupkami zachwycał Mateusz Kornecki! Nasz bramkarz odnotował skuteczność na poziomie 43%, dzięki czemu Mistrzowie Polski wygrali z Motorem Zaporozhye 33:26. „Mati” w całym meczu miał aż 20 (!!!) obron, powstrzymał m. in. dwa rzuty karne i piętnaście prób rywali z szóstego metra. „Cieszy mnie, że udało mi się obronić sytuacje sam na sam. W rzutach z drugiej linii pomagała mi natomiast defensywa” – przyznał Mateusz Kornecki.

KOMENTARZE PO MECZU HC MOTOR ZAPOROZHYE – PGE VIVE KIELCE (26:33)

Talant Dujshebaev, trener PGE VIVE Kielce: Gratuluję zawodnikom nie tylko zwycięstwa, ale i postawy, jaką mieli podczas całego meczu. Wszyscy wiemy, że Motor już o nic nie grał i dlatego był bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem. Koncentracja i to, co dał nam Mateusz Kornecki od samego początku, pozwoliły nam na kontrolowanie meczu przez sześćdziesiąt minut. Jestem bardzo zadowolony z Matiego, oby grał tak każdy mecz! Minusem są przestoje. Nie możemy, prowadząc ośmioma bramkami, pozwalać przeciwnikowi dochodzić nas na trzy. Nie możemy nagle zaczynać grać na luzie, cały czas musi być koncentracja i „instynkt kilera” do końca.

Mateusz Kornecki, bramkarz PGE VIVE Kielce: Mój dzisiejszy występ to częściowo zasługa moich umiejętności, a częściowo dobrej obrony. Wydaje mi się, że w tym meczu było sporo czystych, stuprocentowych sytuacji cieszy mnie, że udało mi się je obronić. Defensywa pomagała mi natomiast przy rzutach z drugiej linii. To wszystko poskutkowało dużą liczbą obron w tym meczu. Wiedzieliśmy, że Zaporoże nie ma nic do stracenia, bo praktycznie nie mają już na nic szans, dlatego trzeba było mocniej skupić się na ich najgroźniejszych zawodnikach i to się udało. W końcówce pierwszej i w końcówce drugiej połowy były takie newralgiczne momenty, w których z wysokiego prowadzenia robiło się mniejsze. Wynikało to chyba z braku koncentracji. Nie powinniśmy dopuszczać do takich sytuacji, bo w końcówce prowadziliśmy już tylko trzema bramkami i różnie mogło się to skończyć. Dopóki mamy matematyczne szanse, walczymy! Teraz mamy przed sobą Kiel, wszystko kładziemy na szalę, wygrywamy i zobaczymy, jaki będzie układ tabeli na koniec.

Arkadiusz Moryto, skrzydłowy PGE VIVE Kielce: Dziś nie było łatwo, tak naprawdę Mati nam wiele sytuacji wybronił i to nie gdzieś z tyłu, z rozegrania, ale w sytuacjach stuprocentowych. Obrona tych rzutów nie była jego obowiązkiem. Gdyby te piłki wpadły, nie mielibyśmy takiego wyniku. W drugiej połowie odnotowaliśmy przestój, który musimy wyeliminować, jeżeli chcemy walczyć w tym sezonie o wyższe cele, bo nie mogą nam się takie fragmenty przytrafiać, nawet jeśli prowadzimy sześcioma czy siedmioma bramkami. Łatwiej nam się grało „z bramką”. Dzięki niej udało nam się odskoczyć na w miarę bezpieczną przewagę. Było łatwiej pod względem psychicznym, bo nie był to mecz na styku, cały czas kontrolowaliśmy wynik.

Mateusz Kus, obrotowy HC Motor Zaporozye, były zawodnik PGE VIVE Kielce: To była zasłużona przegrana, nie można z Kielcami grać, mając tylko kilka dobrych momentów w meczu. By walczyć o pozytywny wynik, trzeba cały czas grać dobrze, a my mieliśmy tylko przebłyski. Nieskuteczność w ataku zrobiła swoje. Mateusz Kornecki grał dzisiaj super. Widać było, że jest w dobrej formie, bo odbijał nas niemiłosiernie!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*