Juniorów trzech i wysoka wygrana z Kwidzynem! F. Zdziech: Dostałem od Mateusza kredyt zaufania

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce tekst Magda Pluszewska , zdjęcia Anna Benicewicz-Miazga

W meczu 22. serii PGNiG Superligi drużyna PGE VIVE Kielce pokonała MMTS Kwidzyn 45:32. Wyrównane spotkanie trwało tylko nieco ponad kwadrans, pod koniec pierwszej połowy kielczanie wrzucili piąty bieg i rozpoczęli budowanie przewagi. Wielu zawodników otrzymało dziś od trenera Talanta Dujshebaeva wolne, więc na parkiecie zobaczyliśmy aż trzech juniorów, Miłosza Wałacha, Cezarego Surgiela i debiutanta Filipa Zdziecha. Poza składem znaleźli się Romaric Guillo, Arkadiusz Moryto, Angel Fernandez, Mateusz Kornecki oraz Uladzislau Kulesh, a także kontuzjowani Tomasz Gębala i Mariusz Jurkiewicz.

PGE VIVE Kielce – MMTS Kwidzyn 45:32 (22:16)

PGE VIVE Kielce: Wolff, Wałach – Vujović, Karacić, A. Dujshebaev, Pehlivan, Aginagalde, Jachlewski, Janc, Lijewski, Surgiel, Zdziech, D. Dujshebaev, Karalek

MMTS Kwidzyn: Szczecina, Matlęga – Grzenkowicz, Kryński, Peret, Adamski, Biegaj, Guziewicz, Metz, Ossowski, Potoczny, Kutyła, Landzwojczak, Przytuła

Kielczanie wystawili przeciwko rywalom obronę 5-1, która ostatnio przyniosła dobry skutek na wyjeździe w Zaporożu. Wysunięty na „jedynce” Blaz Janc pilnował rozgrywających MMTS-u Kwidzyn, którzy mimo wszystko radzili sobie całkiem nieźle. Po pierwszym kwadransie prowadziliśmy „tylko” 10:7.

W dwudziestej drugiej minucie, zastępując chwilowo Daniela Dujshebaeva, który otrzymał dwuminutową karę, na parkiet wbiegł Filip Zdziech. Osiemnastoletni obrotowy tym samym zadebiutował w seniorskich rozgrywkach PGNiG Superligi. Zawodnik juniorskiej ekipy PGE VIVE na boisko wszedł jako drugi obrotowy, zabiegający na koło z lewego skrzydła. Po dwóch minutach Filip ponownie zbiegł na ławkę, a Dani wrócił na parkiet.

Dobry okres gry notował Artsem Karalek. Obrotowy wykorzystywał podania Igora Karacicia oraz asekurował rzuty kolegów i w krótkim czasie zdobył dla swojego zespołu cztery bramki. Tymczasem zespół powoli wypracowywał coraz większą przewagę i pierwszą połowę wygraliśmy 22:16.

Na drugą część gry do bramki wszedł Miłosz Wałach, który zastąpił między słupkami Andreasa Wolffa. Na lewym skrzydle zameldował się natomiast Cezary Surgiel. Czarek radził sobie świetnie i w ciągu kwadransa zdobył pięć bramek w sześciu próbach. Po tym czasie nastąpiła wymiana juniorów na parkiecie – Czarek zszedł na ławkę, a do gry powrócił Filip Zdziech, który ponownie w ataku występował jako drugi obrotowy obok Artsema Karaleka.

„Arczi” rozgrywał drugi z rzędu świetny mecz. Białorusin w Zaporożu rzucił osiem bramek, a dziś zdobył o jedną więcej. Bardzo dobrze radzili sobie także Doruk Pehlivan i Julen Aginagalde – obaj siedmiokrotnie pokonywali dziś bramkarzy rywali. Cały czas bez trafienia pozostawiał debiutant, Filip Zdziech. Obrotowy zdobył jednak wreszcie swoje pierwsze trafienie w Superlidze, które jednocześnie było ostatnim golem tego spotkania. Podczas kontry Mateusz Jachlewski sam miał możliwość zdobycia bramki, ale oddał piłkę Filipowi, którzy przy salwie radosnych okrzyków z kieleckiej ławki ustalił wynik meczu na 45:32.

F. Zdziech: Dostałem od Mateusza kredyt zaufania

Sobotni mecz z Kwidzynem w Hali Legionów to dzień juniorów! W ekipie PGE VIVE Kielce, która pokonała dziś rywali 45:32 zagrała aż trójka reprezentantów juniorskiej drużyny żółto-biało-niebieskich: junior-weteran Miłosz Wałach, już nieco ograny w seniorskich rozgrywkach Cezary Surgiel oraz debiutant, Filip Zdziech. Cała trójka wypadła dobrze! Czarek rzucił rywalom aż pięć bramek, a jedno trafienie w ostatniej akcji ofensywnej, po podaniu Mateusza Jachlewskiego – pierwsze w Superlidze, zdobył Filip!

KOMENTARZE PO MECZU PGE VIVE KIELCE – MMTS KWIDZYN (45:32)

Talant Dujshebaev, trener PGE VIVE Kielce: Dzisiaj oba zespoły chciały zagrać bardzo widowiskowo, w obronie żadna drużyna nie walczyła na sto procent. Cieszymy się, że wszyscy są zdrowi i super, że nasze młode chłopaki również mogły zagrać. Jeden wracał po kontuzji (Cezary Surgiel – przyp. red.), drugi w ogóle zadebiutował. Bardzo się cieszę, że udało mu się zdobyć bramkę, zwłaszcza, że była to ostatnia bramka meczu.

Filip Zdziech, obrotowy PGE VIVE Kielce: Bardzo stresowałem się, gdy otrzymałem wiadomość, że dzisiaj zagram, a potem już mniej. Myślałem, że nie będę mógł spać tak, jak Czarek, ale na szczęście udało mi się zasnąć, a w dniu meczu już prawie w ogóle się nie stresowałem. Niesamowite wrażenia! Gdyby nie koledzy z zespołu, jeśli w ogóle mogę tak powiedzieć, i kibice, to nie wiem, co by było. Otrzymałem wiele wsparcia! Gdybym nie trafił tej ostatniej bramki, to pewnie bym trochę popłakał, ale dopiero w szatni, by nie było tego widać (śmiech). Bardzo chciałem dzisiaj zdobyć bramkę, więc cieszyłem się, że się udało. Dostałem kredyt zaufania od Mateusza (Jachlewskiego, który podał piłkę w ostatniej akcji – przyp. red) i na szczęście go wykorzystałem. Różnica poziomów między rozgrywkami juniorskimi a seniorskimi była zauważalna, gdy wbiegłem na koło i mnie tam trochę poszarpali. Cieszę się, że dostałem szansę zmierzyć się z drużyną superligową i mam nadzieję, że to nie będzie ostatnia!

Cezary Surgiel, skrzydłowy PGE VIVE Kielce: Dla Filipa to był pierwszy mecz, gratuluję mu pierwszej bramki! Jeszcze długa praca przed nim i przede mną, życzę mu, by zagrał jeszcze wiele meczów w tym zespole. Zdobyłem pięć bramek, to ponad moje oczekiwania, więc bardzo jestem zadowolony z siebie. Myślałem, że będzie bardzo źle po przerwie, ale kolana mnie nie bolą i nie wyszło źle.

Miłosz Wałach, bramkarz PGE VIVE Kielce: Cieszę się, że Czarek wrócił po kontuzji i zagrał super mecz, a że Filip też dostał swoją szansę i rzucił ostatnią bramkę. Bardzo cieszy mnie, że wychodzą z drugiego zespołu zawodnicy, grają z seniorami, to naprawdę super!

Dmytro Zinchuk, trener MMTS Kwidzyn: Zawsze jest nadzieja na wygraną, ale chyba jeszcze nie w tym roku (śmiech). Ten mecz to popis strzelecki obu drużyn, siedemdziesiąt siedem bramek w całym spotkaniu na pewno podobało się kibicom. Szkoda kilku niewykorzystanych sytuacji sam na sam. Cieszę się, że moi zawodnicy walczyli nawet w tak okrojonym składzie, w jakim dziś przyjechaliśmy. Musieliśmy radzić sobie w dwunastu.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*