Horror z happy endem! K. Lijewski: Ciarki, które dziś poczułem, rzadko się zdarzają

Biuro Prasowe PGE VIVE Kielce tekst Magda Pluszewska , zdjęcie archiwalne

Co to były za emocje! Co to był za mecz! Co to za zwycięstwo! Wyszarpana w ostatnich sekundach spotkania wygrana z THW Kiel, 32:20, przypieczętowała trzecie miejsce w grupie B kielczan! Zespół PGE VIVE Kielce zgotował kibicom zgromadzonym w Hali Legionów wielkie widowisko i w najlepszy z możliwych sposobów awansował do fazy Last 16 Ligi Mistrzów!

PGE VIVE Kielce – THW Kiel 32:30 (16:18)

PGE VIVE Kielce: Wolff (1-60 min, 18/46 = 38%), Kornecki (na jednego karnego, 0/1 = 0%) – Fernandez 5, Jachlewski 2, Kulesh 1, Pehlivan 1, Karacić 2, D. Dujsheabev, A. Dujsheabev 6, Lijewski 3, Janc 3, Moryto 2, Karalek 4, Guillo, Aginagalde 3

THW Kiel: Quenstedt (1-60 min, 10/41 = 24%, 1 gol) – M. Landin, Dahmke 2, Nilsson 7, Horak, Bilyk 2, Duvnjak 1, Zarabec, Reinkind 2, Weinhold, Ekberg 8, Rahmel 1, Pekeler 2, Wiencek 4.

Pierwsza siódemka: Wolff – Fernandez, Kulesh, Karacić, A. Dujshebaev, Janc

 Choć THW Kiel zapewniło już sobie pierwsze miejsce w grupie bezpośredni awans do ćwierćfinału z pominięciem fazy Last 16, wcale nie zamierzało w Kielcach rozegrać meczu towarzyskiego. Niemiecka ekipa od początku mocno natarła na defensywę gospodarzy, w której na szpicy wysunięty był Blaz Janc. Rozgrywający Harald Reinkind i Lukas Nilsson bez skrupułów ostrzeliwali bramkę Andreasa Wolffa, niewiele robiąc sobie z naszych obrońców i z łatwością znajdując sobie pozycje rzutowe pomiędzy nimi.

Andi nie miał za dużo do powiedzenia, bo koledzy z jego byłego zespołu zbyt często dochodzili do czystych sytuacji. Po kwadransie obrzucania jego słupków pociskami „Big Bad Wolff” zdenerwował się jednak i paroma spektakularnymi interwencjami na Patricku Wiencku, Niclasie Ekbergu czy Magnusie Landinie uciszył drużynę gości. Blaz Janc, Krzysztof Lijewski, Arkadiusz Moryto i Angel Fernandez na bazie tych parad przeprowadzili skuteczne kontry, co w dziewiętnastej minucie dało nam rezultat 12:10 i zmusiło Filipa Jichę do wzięcia czasu.

Dwa rzuty karne wyegzekwowane przez Niclasa Ekberga szybko doprowadziły do remisu. Kielczanie spłaszczyli obronę, wymienili zawodników i grali dalej. W ataku ciężar zdobywania bramek opierał się na barkach Krzysztofa Lijewskiego i Julena Aginagalde. Niestety, sporo było niedokładności w ofensywie kielczan, co ekipa THW Kiel wykorzystywała w kontrach w pierwsze lub drugie tempo. Przed końcem pierwszej połowy goście zdołali wypracować dwubramkowe prowadzenie. Do szatni schodziliśmy przy rezultacie 16:18.

Od kilku popisów Andiego Wolffa rozpoczęła się druga część gry. Szczególnie Harald Reinkind miał naszego bramkarza powyżej uszu, bo ten blokował niemal każdy jego rzut. W czterdziestej minucie trybuny zabrzmiały rykiem czterech tysięcy gardeł, gdy Andreas obronił rzut Reinkinda i „dobitkę” Patricka Wiencka! Parę minut później Andi głową obronił rzut karny Niclasa Ekberga. Niestety, w ataku nie szło nam dobrze, więc Zebry cały czas prowadziły dwiema, trzema bramkami. Po dziesięciu minutach drugiej połowy wynik wynosił 20:22.

Wtedy nasz zespół zdecydowanie zacieśnił defensywę i zaczął grać uważniej, a w ataku sprawy w swoje ręce wziął Alex Dujshebaev. Kilończycy zaczęli mieć problemy w ofensywie i przy wyniku 25:26 trener Filip Jicha poprosił o czas. Kielczanie byli coraz bliżej doprowadzenia do remisu, ale nie wykorzystali kilku prób. Hala Legionów kipiała z emocji! Dopiero osiem minut przed końcem meczu Mateusz Jachlewski rzutem do pustej bramki doprowadził do wyniku 27:27. Za chwilę prowadzenie Zebrom dał Patrick Wiencek, ale pięknym rzutem z biodra odpowiedział Alex Dujshebaev. Obie drużyny były już na skraju wykończenia fizycznego i nerwowego, zaczęła się prawdziwa wojna nerwów!

Jakim cudem? Nie wiadomo! Może dzięki ryzyku i grze siedmiu na sześciu. Może dzięki fantastycznej postawie Andiego Wolffa. Może dzięki zacięciu Mateusza Jachlewskiego, który zaasekurował sam siebie i w kontrze najpierw oddał rzut z lewej połówki, który obronił Dario Quenstedt, a potem w magiczny sposób znalazł się po prawej stronie boiska i dobił rzut. Może dzięki niesamowitym kibicom, którzy nieśli kielczan swoim dopingiem, gdy było źle. Tak naprawdę to nieważne! Ważne, że w samej końcówce zdobyliśmy dwie bramki więcej od THW Kiel, a ostatnie trafienie Igora Karacicia wyniosło Halę Legionów na szczyt euforii. W ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów, po horrorze i wspaniałym widowisku drużyna PGE VIVE Kielce pokonała THW Kiel 32:30, przypieczętowując trzecie miejsce w grupie B i awans do fazy Last 16.

K. Lijewski: Ciarki, które dziś poczułem, rzadko się zdarzają!

Niesamowite emocje zgotowali nam dzisiaj kielczanie! W ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów drużyna PGE VIVE Kielce pokonała THW Kiel 32:30! Gospodarze przegrywali niemal całe spotkanie, a w końcówce, niesieni wspaniałym dopingiem publiczności zgromadzonej w Hali Legionów, wygrali dwiema bramkami. „Bardzo się cieszę z tego meczu. Mnie osobiście brakowało meczu z taką adrenaliną, z taką historią!” – powiedział Krzysztof Lijewski.

 Daniel Dujshebaev, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Teraz mam siłę tylko na to, żeby iść do domu i odpoczywać. Ale tylko do poniedziałku, bo wtedy wracamy do treningu i piłki ręcznej. Czy pamiętam coś z tego meczu? Był to naprawdę ciężki mecz, udowodnili dlaczego są na pierwszym miejscu w grupie. Zagrali świetnie i zmusili nas do walki do ostatniej sekundy. Czy to był mój najlepszy mecz? Jak do tej pory mało grałem, ale myślę że tak!

Artsem Karalek, obrotowy PGE VIVE Kielce: Można powiedzieć, że goście byli słabo zmotywowani, bo mieli już wszystko zapewnione. Jednak to ich podejście do meczu. Myślę, że ja i kibice mamy swoje – kiedy wychodzisz na boisko, musisz walczyć, pokazać siebie na 100%. Oni mieli pierwsze miejsce już w 12. kolejce, my musieliśmy walczyć do końca i tak też zrobiliśmy. Myślę, że to był ciężki mecz, bo przez ok. 55 minut przegrywaliśmy, ale w ostatnich minutach postawiliśmy dobrą obronę, dzięki czemu wyprowadziliśmy kilka kontrataków. Dziękuję wszystkim kibicom – cały mecz byliście niesamowici, ale ostatnie klika minut było fenomenalne – dodawaliście nam skrzydeł, aż miałem gęsią skórkę! Myślę, że to bardzo ważne, że tak kończymy fazę grupową. Teraz mamy czas na lepsze przygotowanie się do kolejnej części sezonu.

Krzysztof Lijewski, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Cały mecz goniliśmy, walczyliśmy o to, żeby wyjść na prowadzenie, ale ciągle nam coś przeszkadzało – albo niewykorzystane sytuacje, albo jakiś błąd, albo byliśmy w osłabieniu, albo po prostu pech. Ale jak już nadszedł ten przełom, to nie tylko drużyna, ale chyba cała Hala Legionów uniosła się w powietrze. Eksplozja i szczęście w oczach kibiców naprawdę nas poniosło. Ja mogę chyba z czystym sercem powiedzieć, że miałem już okazje grać kilka takich meczów na styku, kilka tych meczów udało się wygrać, ale te ciarki, co dzisiaj poczułem, naprawdę rzadko się zdarzają. Możesz przygotować najlepszą taktykę na świecie, możesz pracować nad nią 24 godziny, a na sam koniec esencją piłki ręcznej jest to, żeby wykorzystywać sytuacje. Jeżeli masz sytuacje i nie zamieniasz jej na bramki, to już nic nie jesteś w stanie zrobić. Możesz tylko powiedzieć “Bramkarz był lepszy”. Ale trzeba powiedzieć, że Andi Wolff też obronił parę piłek, których wcale bronić nie musiał. Myślę, że kluczowe interwencje były dzisiaj po stronie Andiego. Ten mecz to jest esencja handballu. Gra Kiel, który wygrał najwięcej tytułów w Niemczech, ma wspaniałą historię, publiczność, ma zawodników, którzy w swoich reprezentacjach są liderami, a przyjeżdżają do nas, do naszego małego piekiełka i z nami przegrywają. To też świadczy o tym, że może Kiel był dobry, ale to my byliśmy lepsi.  Bardzo się cieszę z tego meczu. Mnie osobiście brakowało takiego meczu, z taką adrenaliną, z taką historią!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*