Bolesna zemsta puławian

Biuro Prasowe KPR Gwardia Opole tekst , zdjęcia , film

W 24. serii PGNiG Superligi przegrywamy u siebie z Azotami-Puławy 24:33 (12:18).

Choć dzisiejszego wieczoru strzelanie w Stegu Arenie rozpoczął Milewski, pierwsze minuty spotkania stały pod znakiem niewielkiej, zarówno optycznej, jak i punktowej przewagi gości. Głównie dzięki imponującej postawie Bogdanova w bramce puławian, podopieczni doskonale znanego w Opolu trenera Skórskiego potrafili utrzymywać jedno- i dwubramkowe prowadzenie aż do momentu, w którym chwilowo całe show na parkiecie skradł Klimków. Cztery ,,firmówki” Jasia, który stojąc tyłem do celu, zdołał obrócić się i skutecznie wykończyć akcję, dały nam bowiem prowadzenie 9:7 po kwadransie gry. To wyraźnie rozwścieczyło puławian, którzy następną bramkę stracili dopiero… 7 minut później, gdy po raz trzeci w tym meczu po mocnym rzucie z dystansu trafiał Działakiewicz. W tym czasie rywale aż sześciokrotnie pakowali piłkę do naszej siatki, z czego aż połowa tego dorobku była zasługą Podsiadły. Rozgrywający Azotów miał już wtedy sześć trafień na koncie, a oprócz niego zagrożenie pod naszą bramką stwarzali głównie Jarosiewicz, Rogulski i Akimenko. Niestety, wypracowanej przez gości przewagi nie udało się znilewować, zamiast tego ta przed zejściem obu ekip do szatni jeszcze się zwiększyła. Na 5 trafień puławian po razie odpowiedzieli jedynie Zieniewicz i Działakiewicz, przez co po 30 minutach gry na tablicy świetlnej widniał wynik 12:18.

Po wyjściu z szatni zdecydowanie mocniej zaczęli Gwardziści. Najpierw dwukrotnie do bramki strzeżonej przez Bogdanova trafiał Mauer, później trzykrotnie pokonywał go szalejący w ofensywie Działakiewicz, a nastęnie w ślad za nimi poszli jeszcze Milewski i Jankowski. To, przy dużo lepszej postawie gangu Kuptela w obronie i zaledwie trzech trafieniach puławian, w trakcie time-outu z 43. minuty przełożyło się na wynik 19:21. I choć na ten moment wszystko wskazywało na typową dla meczów Gwardii z Azotami dramaturgię w końcówce, 5 minut później mieliśmy kolejną przerwę na żądanie, w trakcie której puławianie ponownie mieli nad nami 6 bramek przewagi. Taka zaliczka była efektem pojedynczych trafień: Rogulskiego, Szyby, Dawydzika i Akimenki, na które w tym fragmencie spotkania nie zdołał odpowiedzieć żaden z naszych zawodników. Goście na dobre rozkręcili się w ataku, wykorzystując niemal każdą wykreowaną sytuację, my z kolei zaledwie przerywaliśmy ich serie punktowe. Tak było, gdy na 20:26 i 21:27 trafiał Skraburski, ale i po skutecznym wejściu Zieniewicza chwilę przed tym, gdy Rogulski po rzucie karnym dobijał do ,,trzydziestki” puławian. W 57. minucie meczu różnica punktowa wynosiła już 9 na korzyść Azotów i choć zawodnicy obu ekip zdobywali jeszcze kolejne bramki, taki stan rzeczy utrzymał się już do samego końca.

Ostatecznie, wygrywając 33:24, puławianie wzięli skuteczny rewanż za pamiętne, ligowe zwycięstwo Gwardii w Puławach po thrillerze w końcówce i rzutach karnych oraz – rzecz jasna – za wywalczenie promocji do fazy grupowej Piucharu EHF po dwumeczu w III rundzie eliminacji. Dotychczasowe trzy spotkania obu ekip niemal przez 60 minut balansowały na granicy remisu, tym razem jednak gracze Azotów pozbawili nas złudzeń o korzystnym wyniku dość szybko. Pamiętajmy jednak, że jeśli Gwardziści zakończą fazę zasadniczą tegorocznych rozgrywek na 5. pozycji w ligowej tabeli, już niebawem czeka nas kolejny opolsko-puławski dwumecz, z którego – miejmy nadzieję – to my po raz kolejny wyjdziemy zwycięsko!

Gwardia wystąpiła w składzie: Zembrzycki, Malcher – Lemaniak, Fabianowicz, Zarzycki 1, Klimków 4, Małecki, Mokrzki, Zieniewicz 2, Jankowski 1, Kawka, Mauer 4, Milewski 2, Morawski, Działakiewicz 7, Skraburski 3.

Trener: Rafał Kuptel

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*