Trener PGE Skry Michał Mieszko Gogol obchodzi 10-lecie swojego debiutu!

Biuro Prasowe PGE Skra Bełchatów tekst i zdjęcia

Młody, ale jednocześnie doświadczony. Perfekcjonista, który skupia się nie tylko siatkówce, ale potrafi umiejętnie zbudować drużynę. Ma respekt, ale jednocześnie potrafi być przyjacielem i ostoją. Michał Mieszko Gogol, trener PGE Skry, dokładnie 10 lat temu – jako 25-latek – po raz pierwszy samodzielnie poprowadził zespół w PlusLidze. Zapraszamy do wykorzystania tekstu, nagrania wideo, a w naszych social mediach znajdą Państwo wiele innych ciekawych materiałów.

29 kwietnia 2010. Dla Gogola, który sześć dni wcześniej obchodził swoje 25. urodziny, będzie to wielki dzień. Nie chodzi o egzamin na kursie trenerskim czy najwyższą wygraną w historii Lotto, która wtedy akurat padła. Nie był to też dzień obrony pracy magisterskiej. Mieszko po raz pierwszy poprowadzi zespół PlusLigi jako pierwszy trener. I to pierwszy lepszy zespół, ale AZS Częstochowa – klub, który tworzył historię polskiej siatkówki.

Dziesięć lat temu młodziutki Karol Kłos przechodził z AZS Politechnika Warszawska do PGE Skry, Vital Heynen był trenerem Noliko Maaseik, Artur Szalpuk grał w juniorach MKS MDK Warszawa, a Jakub Kochanowski szlifował swoje umiejętności w młodzikach AZS Olsztyn. W PlusLidze grały Jadar Radom czy Siatkarz Wieluń, a Andrzej Kowal był jeszcze asystentem trenera w Asseco Resovii. Aż w końcu PGE Skra walczyła o szósty tytuł mistrza Polski z Bartoszem Kurkiem, Stephanem Antigą, Danielem Plińskim, Michałem Winiarskim czy… Radosławem Kolankiem w składzie. A ciekawscy niech sprawdzą, jaką fryzurę nosił Mariusz Wlazły…

Pierwsze ogromne wyzwanie

A czy Wy pamiętacie, co robiliście w wieku 25 lat? Kończyliście studia, podejmowaliście pierwszą pracę, a może dopiero marzyliście o wielkiej karierze? Tymczasem Gogol musiał zejść na ziemię i stawić czoła niełatwemu zadaniu, jakim było poprowadzenie AZS Częstochowa w meczach o piąte miejsce PlusLigi z Delectą Bydgoszcz. W składzie doświadczeni Wojciech Gradowski, Marek Kardos, Dawid Murek oraz Piotr Łuka czy dobrze zapowiadający się wówczas Bartosz Janeczek, Piotr Nowakowski, Andrzej Wrona, Fabian Drzyzga, Paweł Zatorski czy Łukasz Wiśniewski. A na trybunach wymagający, ale też z wielkim niedosytem (AZS walczył dopiero o piąte miejsce, co było sporym zaskoczeniem) kibice z Częstochowy. Kto był chociaż raz za starych czasów w hali Polonia, doskonale wie, o czym mowa…

Gogol jako dotychczasowy asystent musiał udźwignąć ciężar odpowiedzialności po tym, jak po pierwszym meczu o piąte miejsce z Delectą (1:3) zwolniono trenera Grzegorza Wagnera. Moment, kiedy się o tym dowiedział, doskonale pamięta Karol Rędzioch, przyjaciel Mieszka, a dziś drugi trener VERVY Warszawa ORLEN Paliwa. – Tego dnia kończyłem zajęcia na studiach i Mieszko zadzwonił do mnie z tą informacją. Spotkaliśmy się pod halą Polonia i widziałem, że jest podekscytowany, ale widać było po nim pewność, że sobie poradzi. To człowiek, który nie boi się wyzwań i tak zostało mu do dziś. To był dla niego idealny start, bo nie dość, że w tak młodym wieku mógł poprowadzić legendarny klub, to jeszcze wyszedł z tego zwycięsko, bo AZS wygrał po tie-breaku – wspomina.

Mistrz kontra uczeń

Zatorski: – W pamięć zapadło mi to, że bardzo Mieszka lubiliśmy i tak jest do teraz. Bardzo mu tego dnia chcieliśmy pomóc jako drużyna. Zagraliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy i wygraliśmy.

Rędzioch zauważył też ciekawy kontrast po obu stronach siatki. Zespół debiutującego, 25-letniego Gogola podejmował Delectę prowadzoną przez Waldemara Wspaniałego, legendarnego trenera reprezentacji Polski i Mostostalu Kędzierzyn-Koźle. – Dlatego ten mecz był dla Mieszka bardzo ważny. Często wracamy we wspomnieniach do tych pozytywnych wydarzeń i wiem, z jakim sentymentem Gogol traktuje to spotkanie – dodaje Rędzioch.

– Pamiętam jak 10 lat temu Mieszko zlał nam tyłek w Częstochowie. Tym razem jesteśmy po jednej stronie barykady – śmieje się statystyk PGE Skry Robert Kaźmierczak, który wtedy pracował w Delekcie.

– Ciężko mi sobie przypomnieć ten mecz, ale pewnie dlatego, że przegraliśmy – dodaje równie uśmiechnięty Paweł Woicki, który wówczas również reprezentował Delektę, a dziś wspólnie z Gogolem jest jednym z asystentów w reprezentacji Polski. Panowie znają się też z Indykpolu AZS Olsztyn, gdzie Mieszko pracował jako trener, a Woicki jest rozgrywającym drużyny z Warmii.

Mieszko zachował spokój

Co sam Gogol powiedział po wygranym meczu z Bydgoszczą? – Nie spodziewałem się, że w ogóle zadebiutuję w tym sezonie i to w roli pierwszego trenera. Ten mecz zapamiętam na całe życie. Wygraliśmy, ale nie możemy żyć euforią. Teraz trzeba szybko na chłodno wszystko przekalkulować i z zimną głową podejść do decydującego meczu. Zmęczenie na pewno da o sobie znać. Aspekt psychologiczny też weźmie górę nad taktyką i techniką – mówił.

Ostatecznie Częstochowa pod wodzą Mieszka wygrała nie tylko pierwszy, ale i drugi, decydujący mecz. Potem Gogol przyznał, że przed debiutem miał kilka nieprzespanych nocy. Czuł odpowiedzialność, bo AZS od 21 lat grał w europejskich pucharach, a przegrana nie pozwoliłaby częstochowianom na walkę na arenie międzynarodowej w kolejnym sezonie. Nie ukrywał również, że czuł wsparcie drużyny, którą poprosił o kredyt zaufania i – jeśli będą potrzebne – wskazówki.

– Można powiedzieć, że byłem trampoliną do kariery Mieszka – śmieje się Fabian Drzyzga, który wówczas był młodym rozgrywającym AZS Częstochowa. – A mówiąc poważnie, to fajnie, że skończyło to się naszymi dwiema wygranymi i takim debiutem Mieszka. Ja wspominam to bardzo pozytywnie. Z Mieszkiem mamy ze sobą dużo wspólnego od najmłodszych kategorii wiekowych, w różnych klubach czy reprezentacji. Mam nadzieję, że Mieszko będzie podpatrywał tych lepszych – na razie lepszych – trenerów i na koniec to on wymyśli coś, by Polska Siatkówka była dalej mocna lub jeszcze mocniejsza.

Murek, który jest legendą polskiej siatkówki, cieszy się, że trafił na Gogola w swojej karierze. – Dla Mieszka był to początek, a moja przygoda z siatkówką już trwała. Uczyliśmy się od siebie nawzajem. Bardzo miło wspominam tę współpracę. Mieliśmy młody zespół, zawodników, którzy dziś grają na wysokim poziomie. Fajnie jest teraz ich oglądać i oklaskiwać w telewizji. Na pewno dla Mieszka były to fajne początki – wspomina.

“Na razie chcę być asystentem”

Po tym, jak Gogol wspólnie z AZS uratowali europejskie puchary, Mieszko wrócił do Szczecina i… zaczął pisać pracę magisterską, czyli jak na 25-latka przystało. Nie poczuł się też “panem trenerem”. – Klub jest na etapie poszukiwań pierwszego trenera, a ja widziałbym się na starym miejscu, czyli asystenta. Prowadzenie zespołu wchodzi w grę dopiero za kilka lat. Może mógłbym to robić już teraz, ale wiem, że brakuje mi jeszcze doświadczenia. Chciałbym przez jakiś czas pracować u boku kogoś, kto jest w tym lepszy, a do tej pory podpatrywałem ojca [Zdzisława Gogola – przyp. red.] czy innych trenerów i od każdego czegoś się dowiedziałem. Jestem w trakcie budowania warsztatu i uważam, że w wieku 25 lat nie mam się co spieszyć – mówił dla “Gazety Wyborczej” w maju 2010 roku.

Kilka miesięcy później okazało się, że Gogol w Częstochowie nie zostanie. Wyjechał do Rzeszowa, gdzie podjął pracę jako statystyk w sztabie kompletowanym przez trenera Andrzeja Kowala. – Ale jego rola nie ograniczała się tylko do analizy statystycznej. Był w sztabie i spełniał rolę trzeciego trenera – opowiada Kowal. – Dlatego miał wpływ na to, co się w tych latach działo w Resovii [m.in. trzy mistrzostwa i dwa wicemistrzostwa Polski, srebro Ligi Mistrzów i Pucharu CEV – przyp. red.]. A jego samodzielna praca to była tylko kwestia czasu, bo Mieszko zawsze miał ogromne ambicje.

Powrót do Szczecina

W 2016 roku, po wielu sukcesach, Mieszko wrócił w swoje rodzinne strony, czyli do Szczecina. W tamtejszym Espadonie został asystentem trenera Milana Smoljovicia, ale z czasem również objął stanowisko pierwszego szkoleniowca. – Nasze drogi ponownie złączyły się w Szczecinie – wspomina Murek. – To były bardzo fajne dwa sezony. Już wtedy wiedziałem, że Mieszko będzie bardzo dobrym trenerem, bo robił to z wielkim sercem i oddawał się siatkówce. A to jest bardzo ważne, żeby być najlepszym. Fajnie jest teraz obserwować Mieszka jak pracuje w wielkim klubie i będę zawsze go wspierał.

Wtedy Gogol poznał też Macieja Michalika, trenera przygotowania fizycznego, z którym pracuje do dziś. – Już wtedy można było zobaczyć, jaka determinacja drzemie w Mieszku. Chciał zwyciężać, ale stworzył też bardzo dobry klimat. Ostatni sezon pokazał Mieszka jako dojrzałego trenera, który twardo stąpa po ziemi i umie rozwiązywać problemy. To jest cecha wielkich dowódców. Z perspektywy tych czterech lat Mieszko staje się lepszą wersją siebie samego. On ma takie powiedzenie, że dzisiaj mamy być lepsi, niż byliśmy wczoraj. Mieszko się tego trzyma i to się sprawdza – mówi Michalik.

Marcin Wika, kolejny doświadczony siatkarz, z którym Gogol współpracował w Szczecinie, pamięta również debiut Mieszka w Effectorze. – Wygraliśmy 3:0, ale wtedy mówiliśmy, że trener został rzucony na głęboką wodę – przypomina Wika. – Jak się potem okazało, mimo małego bagażu doświadczeń, na tych głębokościach Mieszko radzi sobie bardzo dobrze i ma papiery, by być dobrym trenerem. W PGE Skrze, gdzie pracuje dziś, stworzył kolektyw i to jest niewątpliwy atut jego pracy, bo to przekłada się na wyniki. Chciałbym zobaczyć go w roli pierwszego selekcjonera naszej kadry, czego życzę mu z całego serducha.

Marzenie, które stało się zawodem, ale…

Rok 2017/2018 miał być dla Gogola spełnieniem kolejnych marzeń. W Szczecinie budowała się bardzo silna drużyna, którą miał prowadzić właśnie Mieszko. Niestety, źle zarządzany klub się rozpadł. Był to wielki zawód – nie tylko dla polskiej siatkówki, ale przede wszystkim dla siatkarzy i trenerów, którzy zostali bez obiecanych pieniędzy i bez nowych pracodawców. – Wtedy Mieszko wzbudził we mnie wielki podziw – wspomina Bartosz Kurek, który był liderem tej drużyny. – Poradził sobie w tej niełatwej sytuacji i również mnie bardzo pomógł przejść ten okres tak, by zostawić tę całą sytuację za sobą. Życzę mu, by z każdej opresji wychodził tak, jak w Szczecinie i liczę, że jeszcze wygramy parę rzeczy razem.

Gogol po raz kolejny udowodnił, że jest profesjonalistą nie tylko pod względem siatkówki, ale również doskonałym psychologiem i przywódcą. Udowodnił to również w Indykpolu AZS, gdzie pracował po nieudanym projekcie w Szczecinie. – Zawsze jest dobrze przygotowany, a przy tym niesamowicie kreatywny. Mam na myśli nie tylko analizę gry swojej drużyny czy przeciwnika, ale również przygotowanie drużyny do treningu czy meczu. Jest w ścisłym topie, jeśli chodzi o plusligowych trenerów, a trzeba pamiętać, że dalej się samodoskonali i rozwija – przypomina Rędzioch.

Razem tworzą mistrzowski kolektyw

Od 15 lat Gogol pracuje również w reprezentacjach Polski. Reprezentacjach, bo piął się od kadry juniorów, poprzez kadrę B, reprezentację kobiet, a dziś jest asystentem Vitala Heynena w męskiej reprezentacji, która wywalczyła m.in. mistrzostwo świata. – Jesteśmy inni. Mieszko jest zorganizowany, podąża według planu, a ja nieco chaotyczny – mówi Heynen. – Razem stanowimy, także z chłopakami z kadry, bardzo dobrą drużynę. Nauczyliśmy się siebie, zarówno na stopie zawodowej, jak i ludzkiej. Mam nadzieję, że razem w najbliższych latach osiągniemy wielkie rzeczy. Ważne, by Mieszko cieszył się tym, co robi, bo to jest najważniejsze.

Zanim jednak Gogol osiągał wielkie sukcesy w biało-czerwonych barwach, w młodzieżowej reprezentacji poznał m.in. Kurka. – Dołączył wtedy do młodzieżowych kadr prowadzonych przez swojego tatę Zdzisława Gogola. Był statystykiem, a my jako młodzi zawodnicy nie zdawaliśmy sobie sprawy, jakie znaczenie ma jego praca – śmieje się Kurek. – Mimo że praca statystyka jest skomplikowana, to dało się zauważyć, że nieco Mieszka ogranicza. Widać było, że lubi siatkówkę, ma dobre spojrzenie na nią i szybko potrafi przekazać cenne rady. Dlatego dobrze się stało, że pracuje samodzielnie i ma okazję prowadzić tak znakomitą ekipę, jaką jest PGE Skra Bełchatów.

Kolejne marzenia spełni w Bełchatowie

Prezes Konrad Piechocki wielokrotnie podkreślał, że mimo młodego wieku, nie obawiał się postawić na Gogola. – Przez wiele lat obserwowaliśmy rozwój kariery Mieszka i bardzo się cieszę, że zostało do zwieńczone podpisaniem umowy. Trener zyskał wiele doświadczenia w pracy na boiskach PlusLigi przy różnych szkoleniowcach. Dziś pracuje na własne konto – mówi sternik PGE Skry.

Co ciekawe, Gogol również stawia na rodaków, a cały sztab bełchatowskiego klubu do Polacy. – Mieszko codziennie pokazuje, jakim dysponuje doświadczeniem. Zbudował wartość drużyny, co jest wielkim drogowskazem dla jego pracy. Drużyna jest dla niego jak rodzina i wiem, że pracując w ten sposób możemy wygrywać bardzo dużo. Jestem pewien, że najlepsze dopiero przed nami i wspólnie będziemy iść po swoje – mówi Radosław Kolanek, asystent Gogola w PGE Skrze, który jeszcze jako siatkarz miał okazję pracować z nim w… Częstochowie.

Najlepiej Mieszka zna jednak jego tata Zdzisław, który często rozmawia z synem o siatkówce. Doskonale pamięta również jego początki pracy po tym, jak zakończył karierę siatkarską. – Kontuzja doprowadziła do tego, że myślał o czymś innym i został statystykiem. To była nowa moda, którą w 2004 wprowadził trener Raul Lozano. Jako statystyk pojechał m.in. na igrzyska olimpijskie do Londynu. Jak pokazała historia, wielu skautów wskoczyło na stołki trenerskie i Mieszko również na tym skorzystał i na razie jest z tego zadowolony. Poznał jedną stronę siatkówki jako zawodnik i też tę drugą, przez skauta do trenera. Oprócz tego skończył studia na Politechnice Szczecińskiej. Udało mu się pogodzić wiele rzeczy, a ja dziś jestem dumny, że pracuje w takim klubie, jak PGE Skra i w reprezentacji Polski – opowiadał Gogol senior.

Najlepsze jeszcze przed nim

Kowal, który pracował z nim najdłużej, podkreśla, że Mieszko przez ostatnie lata bardzo się rozwinął jako trener, ale wciąż potrzebuje doświadczenia. – Ma bardzo dużo atutów, które pozwolą mu być bardzo dobrym trenerem. Teraz mniej kieruje się emocjami, a bardziej realnym podejściem do tematu. Te lata to początek jego kariery, a najważniejsze mecze i najważniejszy czas jeszcze przed nim – zaznacza.

Woicki: – Nie mogę się doczekać, aż spotkamy się na kadrze i wspólnie wymienimy uwagami. Mieszko, życzę Ci powodzenia i mam nadzieję, że za dziesięć lat będziemy mogli rozmawiać o Twoim kolejnym jubileuszu!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*