Cichy bohater…

Informacja prasowa tekst Waldemar Serowski , zdjęcia Paweł Siczyński i Elżbieta Skowron

Finałowy mecz w hokeju na trawie o mistrzostwo Polski w dniu 04.07.2020 pomiędzy WKS Grunwald Poznań a KS Pomorzanin Toruń zakończony wynikiem 2:1 dla wojskowych był świetnym widowiskiem. Wszyscy zawodnicy gospodarzy w finałowe spotkanie włożyli wiele wysiłku i ambicji. Nikomu nie można zarzucić braku zaangażowania i poświęcenia dla dobra drużyny. Hektolitry wylanego potu i wypitej wody w ten gorący sobotni wieczór były najlepszym wyznacznikiem włożonej pracy. Nikt nie mógł nawet pomyśleć, żeby zagrać poniżej swoich możliwości, ponieważ w meczu wystąpił Mateusz Poltaszewski. Pod koniec stycznia 2020 przeszedł on skomplikowany zabieg prawego kolana, z tym problemem zmagał się przez całą swoją karierę. Wreszcie w styczniu, podczas treningu halowego, więzadła nie wytrzymały i wykluczyły Mateusza z Halowego Klubowego Pucharu Europy rozgrywanego w Poznaniu oraz, po diagnozie lekarskiej, z gry na boiskach trawiastych na 8 miesięcy. Zespół WKS Grunwald Poznań poniósł olbrzymią stratę, gdyż śmiem twierdzić, że gdyby Mateusz Poltaszewski mógł zagrać w Pucharze Europy w Poznaniu, gralibyśmy w finale tej imprezy, a rezultat meczu finałowego byłby otwarty. W każdym razie drużyna musiała radzić sobie bez swojego rozgrywającego, a trener Karol Śnieżek musiał uzupełniać kadrę zespołu i szybko znaleźć zawodnika uzupełniającego lukę po tak ważnym graczu. W czasie pandemii, gdy wszystkich zablokowały restrykcje rządowe i nie mogli trenować, Mateusz cały czas prowadził treningi indywidualne. Zajęcia z fizjoterapeutami, praca na siłowni i osobista chęć wrócenia do formy sprzed kontuzji, była motywacją do wytężonego wysiłku. Dla niego czas lock down był czasem, w którym nadrabiał swoje zaległości treningowe. Mimo wszystko po informacji, że sezon zostanie wznowiony, nikt na poważnie nie liczył, że Mateusz będzie w stanie nie tylko pomóc drużynie, ale w ogóle pojawić się w wiosennych meczach. Sam zainteresowany cicho pracował, z dnia na dzień coraz pewniej poruszał się na kontuzjowanej nodze i co chwila sprawdzał wytrzymałość swojego kolana. Na Puchar Polski jeszcze nie był gotowy. Zresztą nikt by mu nie pozwolił wystąpić w meczu. Sytuacja kadrowa drużyny stawała się coraz bardziej dramatyczna. Mikołaj Gumny uległ na treningu kontuzji, która wykluczyła go z meczów do końca sezonu. Pozostali zawodnicy zmagali z bardziej lub mniej dokuczliwymi urazami. Wiadomo było, że w meczu finałowym ze względu na ślub brata nie wystąpi Michał Kasprzyk. Mateusz Poltaszewski miał tylko brać udział w rozgrzewce z drużyną, żeby wprowadzić zamieszanie w szeregach naszych przeciwników. Wielkie serce prawdziwego sportowca, jego sportowa ambicja i chęć pomocy drużynie nie pozwoliła mu być tylko obserwatorem na ławce rezerwowych. Mimo zakazu występu w meczu Mateusz zagrał. Jego gra tego dnia była rozsądna, ale tak jak zawsze był mózgiem drużyny i jej największym motywatorem. Brał udział w decydującej akcji i jak mało kto zasłużył na złoty medal mistrzostw Polski. Chcę nadmienić, że w zeszłorocznym decydującym meczu finałowym z „Pomorkiem” Mateusz miał również zakaz występu i zagrał. Po pierwszym remisowym meczu 2:2 w następnym poprowadził drużynę do zwycięstwa 3:0. Jego występ w tegorocznym finale jest na pograniczu metafizyki i śmiało można napisać, że jest cichym bohaterem spotkania rozstrzygającego o tytule mistrza Polski. Przez 11 lat gry w WKS Grunwald Poznań wiele razy udowodnił, że można na nim polegać. Wiele razy udowodnił, że jest jednym z najlepszych rozgrywających w historii klubu wojskowego, ale zwycięski występ w finale mistrzostw Polski sezonu 2019/2020 wprowadził go na stałe do galerii sław naszego klubu. Mateusz zasłużył na wielkie podziękowania za postawę w czasie trwającej kariery. Dziękuję Mateusz!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*