Na nieznanych wodach: Andreas Wolff. “O nie, on nie będzie szybszy ode mnie!”

Biuro Prasowe PGE Kielce tekst Magda Pluszewska , zdjęcie archiwalne

“To w sumie świetne rozwiązanie!” – przyznaję szczerze, gdy dzieli się swoim pomysłem odnośnie modyfikacji formuły Ligi Mistrzów, tak by była bardziej interesująca. „Dziękuję” – odpowiada skromnie, po czym natychmiast dopytuje zaczepnie „Czy to się nagrało?!”. Tak, komplementy pod adresem Andreasa Wolffa są zawsze mile widziane. Znacie tę teorię o pudełkach w męskim umyśle z wielkim „pudełkiem nicości” pośrodku? Jestem przekonana, że zamiast niego Andi ma w swojej głowie ogromny karton ze wszystkimi pochlebstwami, jakie kiedykolwiek otrzymał od ludzi. I obstawiam, że dość często do niego zagląda.

Chwilę przed rozpoczęciem sezonu 2020/21 kapitan Mistrzów Polski dzieli się nieco przemyśleniami z zakamarków swojego umysłu. W pierwszej części obszernego wywiadu Andreas Wolff mówi o przygotowaniach z odświeżoną drużyną KS Kielce, trudnym okresie pandemii oraz zmianach w rozgrywkach PGNiG Superligi i Ligi Mistrzów.

~

Po długim okresie utrzymywania dystansu społecznego nagle wróciłeś do rzeczywistości pełnej ludzi. Wokół Ciebie ponad dwadzieścia energicznych osób, krzyki, śmiechy, przepychanki. Czy nie był to dla Ciebie szok po czasie spędzonym w zaciszu swojego domu?

Mogę Cię zapewnić, że mój dom nigdy nie był cichy! – Andi przyjmuje ton gościa, który poucza młodszego kumpla w stylu „Stary, co ty wiesz o życiu?” – Cały czas byłem z moimi przyjaciółmi na TeamSpeaku (platforma umożliwiająca grupowe rozmowy online – przyp. red.), ponieważ zacząłem streaming mojej gry na PlayStation (o tym więcej w drugiej części wywiadu wkrótce – przyp. red.), więc nie straciłem kontaktu z ludźmi. Wiadomo, nie był to taki kontakt, do jakiego jestem przyzwyczajony, czyli codzienne spotkania i uprawianie sportu, ale przynajmniej mieliśmy e-sport. Cieszę się jednak bardzo, że sezon zaraz znów się zacznie i wróciliśmy już do pracy! Bardzo brakowało mi codziennych wizyt w hali. Piłka ręczna to moja praca, ale przede wszystkim moja pasja, moje najukochańsze hobby. Wszyscy byliśmy jej pozbawieni przez miesiące, więc super, że znów trenujemy. No dobra, obyłoby się bez biegania – krzywi się, po czym pointuje wypowiedź maksymą w stylu Oscara Wilde’a – Ale wiesz, nie ma światła bez cienia.

Rozmowa z Andim to zawsze dryfowanie po nieznanych wodach. Raz rzeczowo odpowie na pytanie, za chwilę rzuci mięsistym żartem, a innym razem zaskoczy filozoficznym tonem, którego mało kto by się spodziewał. Zabawa dla zaawansowanych. I tych, którzy potrafią trzymać się kursu, gdy wiatr zawieje z innej strony.

Jak drużyna przetrwała kwarantannę, szczególnie gdy pojawiły się informacje o problemach finansowych klubu?

Nie jest łatwo, gdy w pracy pojawiają się problemy z wypłatą, ale wszyscy zawodnicy cały czas chcieli i chcą grać dla klubu. W sumie to co mogliśmy zrobić? Przestać grać? Jak już powiedziałem, dla nas piłka ręczna to nie tylko praca, to dużo więcej. Zawodnicy martwili się trochę o przyszłość, to naturalne, szczególnie gdy masz na utrzymaniu rodzinę. Ale my nie gramy tylko dla pieniędzy. Pracujemy dla siebie, dla kolegów, dla klubu. Pieniądze są istotną kwestią, ale nie najważniejszą rzeczą na świecie. Wiesz, to nie chodzi tylko o to, czy dostaję całe moje wynagrodzenie, czy nie. Ja bardziej zwracam uwagę na to, jak w ogóle klub podchodzi do sprawy i muszę przyznać, że bardzo podoba mi się to, jak Bert walczy o klub. Przecież on po prostu mógłby odejść, ale nie, walczy dalej. A dopóki on walczy, ja też będę. Ale finanse to nie moja działka, ja dostaję pieniądze za granie w ręczną i na tym się skupiam.

Idąc tym tokiem rozumowania podczas kwarantanny kapitan zatroszczył się bardziej o ducha zespołu. A co bardziej trzyma sportowców razem niż sport? Andi już prawie o tym zapomniał, ale gdy rząd nieco poluzował restrykcje, dzięki czemu można było wznowić treningi w małych grupach, zmotywował chłopaków, którzy wciąż byli w Kielcach, do spotkań w hali.

A, faktycznie, było coś takiego! – śmieje się – Byłem akurat z Dorukiem na siłowni i spotkaliśmy Talanta. Zapytałem, czy można już trenować i powiedział, że tak, więc zapytałem zawodników, kto chce trochę pograć. W ten sposób zorganizowaliśmy się w sześć, siedem osób i trochę poruszaliśmy. Było naprawdę fajnie!

Nie trwało to długo, bo większość chłopaków wkrótce rozjechała się na wakacje. Ale wakacje wakacjami, a trening i tak trzeba wykonać. Andreas podczas przerwy ćwiczył intensywnie.

Jak oceniasz swoją formę na tle kolegów?

Czuję się mocny na siłowni i podoba mi się to – przyznaje – Mógłbym być lepszy w bieganiu, ale tak naprawdę trudno było mi utrzymać formę podczas tak długiej przerwy. Zwykle programy treningowe są przygotowywane maksymalnie na dwa miesiące, czyli tyle, ile trwają standardowe wakacje. Tym razem trwało to dłużej, więc myślę, że jestem w gorszej formie biegowej niż rok temu. Ale za to wymiatam na siłowni.

Trener przygotowania motorycznego, Krzysztof Paluch, dał wam wszystkim specjalne programy treningowe kilka tygodni przed rozpoczęciem przygotowań, prawda?

Zgadza się, ale właściwie gdy je wysłał, ja już dawno miałem swój program, bo zacząłem dużo wcześniej. Był mniej lub bardziej podobny do tego od Krzyśka, ale moje bieganie było chyba bardziej intensywne.

A miałeś okres, w którym w ogóle nie trenowałeś?

Był taki moment, że chyba nie można było wychodzić na zewnątrz bez maseczek nawet do lasu. Wtedy trenowałem tylko na siłowni. Ale nie, nie robiłem sobie żadnej przerwy. Tydzień bez treningów? Nie ma takiej opcji!

“Pieniądze są istotną kwestią, ale nie najważniejszą rzeczą na świecie. Wiesz, to nie chodzi tylko o to, czy dostaję całe moje wynagrodzenie, czy nie. Ja bardziej zwracam uwagę na to, jak w ogóle klub podchodzi do sprawy i muszę przyznać, że bardzo podoba mi się to, jak Bert walczy o klub. Przecież on po prostu mógłby odejść, ale nie, walczy dalej. A dopóki on walczy, ja też będę. Ale finanse to nie moja działka, ja dostaję pieniądze za granie w ręczną i na tym się skupiam.”

Czego najbardziej nie lubisz podczas przygotowań?

Och, nie znoszę biegów długodystansowych! Czegoś takiego właśnie, co robi ten pan – siedzimy pod parasolem przed Hotelem Binkowski, gdzie drużyna odbywa zgrupowanie i właśnie tuż za ogrodzeniem przebiega powoli biegacz – amator – Chyba biegam z taką samą prędkością – śmieje się Andi – To dla mnie kompletna nuda! Wolę dwustumetrowe sprinty. Ale teraz w hali robimy jeszcze coś innego. Jest ciężko, bo zamiast biegać po prostej robimy w ciągu kilkunastu minut z dziesięć tysięcy nawrotów. To wykańczające!

Zwykle zawodnicy mówią, że nie lubią przygotowań. A Ty?

Szczerze mówiąc, kocham je! – przyznaje entuzjastycznie – Wiesz co, kilka dni po rozpoczęciu przygotowań byłem z chłopakami na siłowni i myślałem sobie „O rany, zaraz umrę!”. Ale potem mnie olśniło. „Nie no czekaj, przecież to jest dokładnie to miejsce, w którym chcę teraz być. Nie chciałbym w tej chwili robić niczego innego!” – pomyślałem. Uwielbiam przekraczać swoje granice, być z kolegami z drużyny, dzielić ten ból i grać w piłkę ręczną. Dla mnie to najfajniejszy czas w roku. Pod koniec dnia padam ze zmęczenia, ale czuję, że dobrze wykonałem swoją pracę…

… a wciąż jeszcze nie ma presji, bo do meczów o stawkę daleko.

Tak. Oczywiście, mamy cel, ale jest on bardzo odległy, dzięki czemu możemy po prostu cieszyć się naszym zawodostwem.

Przygotowania nie miałyby jednak sensu, gdyby nie prowadziły do czegoś. W pierwszy weekend września rozpocznie się PGNiG Superliga, a dwa tygodnie później wystartuje Liga Mistrzów. To będą wielkie emocje i jeszcze większe zmiany, jako że w Superlidze zlikwidowano play-offy, a mecze przeniesiono na weekendy. W Lidze Mistrzów – granej dla odmiany w środy i czwartki – wróciliśmy natomiast do formuły szesnastu drużyn podzielonych na dwie grupy. Wygląda, jakby EHF rzucało wyzwanie UEFA, bo przecież piłkarska Liga Mistrzów gra we wtorki i środy.

Nie wydaje mi się, by był to jakiś problem – przyznaje pewnie Andi – Piłka nożna jest tak wolna, że spokojnie można ją oglądać bez śledzenia całego meczu. Teraz zresztą niemal każde gospodarstwo domowe ma co najmniej jeden telewizor, a do tego tablet, telefon czy laptop. Ludzie spokojnie mogą oglądać dwa spotkania naraz. Myślę, że kibice handballu i tak będą oglądać handball.

Kapitan Mistrzów Polski jest nawet zadowolony z tego, że struktury polskiej i europejskiej piłki ręcznej wypełnia odrobina świeżego powietrza.

Dla mnie nie ma różnicy, czy w środę zagram z Zabrzem, a w sobotę z Szeged, czy odwrotnie. Wydaje mi się, że nasi kibice tak czy siak będą w hali, dając nam wsparcie równie wspaniałe, co w zeszłym sezonie. Nie martwię się o zmiany, a wręcz witam je z szeroko otwartymi ramionami, bo strukturyzują trochę rozgrywki. Naprawdę nie podobało mi się to, że do tej pory siadałem w domu wieczorem i zastanawiałem się „Hmm.. czy mamy dzisiaj jakiś mecz Ligi Mistrzów?”. Wiesz, musiałem o tym pomyśleć, choć przecież sam gram w tych zawodach! – śmieje się – A to powinno być tak: „Okej, dzisiaj jest środa, czyli wiem, że będzie mecz piłki ręcznej”.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*