Duże emocje i minimalna sparingowa porażka

Biuro Prasowe Łomża Vive Kielce tekst i zdjęcia Magda Pluszewaka

Drużyna Łomża Vive Kielce przegrała pierwszy sparingowy mecz na Węgrzech, nieznacznie ulegając ekipie Grundfos Tatabanya KC 27:28. Dobrze w pierwszej połowie spotkania zagrał bramkarz Andreas Wolff, najwięcej bramek dla Mistrzów Polski zdobył Sigvaldi Gudjonsson. W meczu z grona zawodników przebywających na Węgrzech nie zagrali Artsem Karalek, Miłosz Wałach, Tomasz Gębala, Branko Vujović i Daniel Dujshebaev.

Grundfos Tatabanya KC – Łomża Vive Kielce 28:27 (11:15)

Grundfos Tatabanya: Konecny – Molnar, Bognar, Juhasz 3, Sipos 2, Balint 1, Nemes, B. Hornyak 3, Sunajko 1, Ilyes, Balogh 4, Gyori 7, Debreczeni 1, Ancsin 6, P. Hornyak, Bogyo

Łomża Vive Kielce: Wolff (1-30 min, 9/20 = 45%), Kornecki (31-60 min, 3/19 = 16%) – Fernandez 3, Surgiel 1, Sićko 3, Kulesh 2, Karacić 1, Olejniczak 2, A. Dujshebaev 2, Lijewski 2, Moryto 2, Gudjonsson 5 (2), Tournat 3, Kaczor 1.

Zgodnie z założeniem trenera Talanta Dujshebaeva, który w każdym z trzech meczów rozgrywanych na Węgrzech pozostawia w hotelu pięciu zawodników, dziś, w meczu z Tatabanyą nie zagrali bramkarz Miłosz Wałach, obrotowy Artsem Karalek oraz rozgrywający Tomasz Gębala, Branko Vujović i Daniel Dujshebaev. W zespole gospodarzy niestety nie wystąpił polski bramkarz, Piotr Wyszomirski, który zmaga się z urazem ścięgna Achillesa. Ci, którzy grali, rozpoczęli nerwowo i nieskutecznie, początkowo więc na tablicy wyników widniał remis. Potem bardzo dobrze w bramce pobronił Andreas Wolff, a dzięki jego interwencjom drużynie Łomża Vive Kielce udało się odskoczyć na trzybramkową przewagę. Rywale cały czas nas gonili, ale Andi znów pokazywał swoje umiejętności, tak więc do przerwy prowadziliśmy 15:11.

Na drugą połowę do bramki wszedł Mateusz Kornecki. Ekipa Grundfos Tatabanya siedziała kielczanom na ogonie i szybko na parkiecie zrobiło się nerwowo. W osiemnastej minucie tej części spotkania za faul na biegnącym do kontry Arkadiuszu Moryto czerwoną kartkę otrzymał Stefan Sunajko. Arek mimo brutalnej interwencji w ekwilibrystyczny sposób zdołał oddać trafienie, dając nam prowadzenie 23:20. W sumie gospodarze otrzymali aż trzy czerwone kartki, czego jednak nie potrafiliśmy wykorzystać i po kilku minutach Tatabanya zbliżyła się na 24:25. Chwilę później błąd w ataku zrobił Nicolas Tournat, a gospodarze stanęli przed szansą wyrównania. Nie od razu, ale udało im się to, na 25:25 z rzutu karnego bramkę zdobył Zsolt Balogh. Końcówka była bardzo wyrównana, a ostatecznie minimalnie wygrali ją gospodarze, pokonując nas 28:27. Spotkanie było otwarte dla kibiców.

To był fajny mecz, Tatabanya ma bardzo dobry zespół, a my musimy zacząć grać lepiej, mam nadzieję, że jutro już będzie lepiej. Nie gramy wystarczająco szybko, ale uważam, że było dobrze. Cieszę się, że graliśmy z udziałem publiczności. Piłka ręczna i my sami potrzebujemy kibiców! – skomentował skrzydłowy, Angel Fernandez.

To bardzo przydatne spotkanie pod kątem okresu przygotowawczego i bardzo dobra lekcja – przyznał obrotowy Sebastian Kaczor – W pewnych momentach zagraliśmy mało skutecznie, ale tego typu mecze to rodzaj treningu, więc liczymy się z tym, że popełniamy błędy.

W czwartek, 20 sierpnia, o godz. 17:00 drużyna Łomża Kielce zmierzy się z ekipą Csurgoi KK.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*