Pierwsze zwycięstwo na Węgrzech.

Biuro Prasowe Łomża Vive Kielce tekst Magda Pluszewaska , zdjęcie Arpad Szabados/Csurgoi KK

W drugim meczu sparingowym na Węgrzech drużyna Łomża Vive Kielce pokonała Csurgoi KK 27:26. Zwycięstwo wykorzystanym rzutem karnym już po regulaminowym czasie gry dał nam Branko Vujović. Tym razem zagraliśmy bez Igora Karacicia, Alexa Dujshebaeva, Andreasa Wolffa, Vlada Kulesha i Nicolasa Tournat. Jutro kielczanie zagrają ostatni mecz testowy w ramach tego etapu przygotowań – o godz. 18:00 zmierzą się z Telekomem Veszprem.

 Csurgoi KK – Łomża Vive Kielce 26:27 (12:17)

Csurgoi KK: Tatai, Fustos – Vasic 3, Egon 5, Krecic 1, Krsmancic 3, Leimeter 2, Szeitl 2, Marcell 6, Vasvari, Gebhardt, Kerkovits 2, Popovic, Borsos, Kovacevic, Nagy 2

Łomża Vive Kielce: Kornecki (1-31 min, 3/15 = 20%), Wałach (31-60 min, 6/18 = 33%) – Surgiel 4, Fernandez 1, Sićko 4, Gębala 5, Olejniczak 1, D. Dujshebaev 3, Lijewski 1, Vujović 4 (2), Moryto 1, Gudjonsson 2 (1), Kaczor, Karalek 1

Mecz rozpoczął się bardzo dynamicznie. Obie drużyny nie żałowały prób rzutowych, które czasem trafiały w światło bramki, a czasem trafiały wprost w bramkarzy. Golkiper Csurgo, Peter Tatai, bardzo dobrze wszedł w spotkanie, broniąc najróżniejsze akcje kielczan – zarówno rzuty z pierwszej jak i drugiej linii. Powstrzymał także Arka Moryto z siedmiu metrów, ale w kolejnej próbie bezbłędny był już Sigvaldi Gudjonsson. Widoczni od samego początku byli Cezary Surgiel i Szymon Sićko. Pod nieobecność Igora Karacicia atakiem dyrygował Michał Olejniczak. Po kwadransie prowadziliśmy 9:7, a na parkiecie została wymieniona cała szóstka graczy z pola – dowodzenie ofensywą przejął Daniel Dujshebaev.

Gospodarze stanęli, nie mogąc przebić się przez potężny środek kieleckiej defensywy z Artsemem Karalekiem i Tomkiem Gębalą na środku. Nasi zawodnicy błędy Csurgo wykorzystywali w kontrach w pierwsze lub drugie tempo. Dopiero w dwudziestej czwartej minucie, rzutem karnym nasi rywale przełamali się, ale chwilę później kolejne bramki dla nas zdobyli Sigvaldi Gudjonsson oraz Tomek Gębala, dzięki czemu prowadziliśmy 15:10. Węgrzy mieli okazję zmniejszyć stratę, ale dwukrotnie przytomnością wykazał się Mateusz Kornecki, który najpierw przerwał kontrę przeciwników w okolicach połowy boiska, a później obronił rzut z dystansu. Po pierwszej połowie prowadziliśmy 17:12.

Na drugą połowę w bramce kielczan zameldował się Miłosz Wałach, natomiast „w polu” powróciliśmy do wyjściowego składu z Krzysztofem Lijewskim, Arkiem Moryto, Michałem Olejniczakiem, Szymonem Sićko, Sebastianem Kaczorem i Cezarym Surgielem. Gospodarze powoli zbliżali się do Mistrzów Polski, bo po dziesięciu minutach tej części gry prowadziliśmy już tylko 18:17. Chwilę później gospodarze dopuścili się groźnie wyglądającego faulu na Michale Olejniczaku – rozgrywający przyjął cios na twarz, po czym upadł i przez chwilę nie podnosił się z parkietu. Osłabieni za tę akcję Węgrzy zaczęli wycofywać z bramki Petera Tataia, co kielczanie dwukrotnie wykorzystali – trafienia do niepilnowanych słupków oddali Krzysztof Lijewski i Szymon Sićko.

Atmosfera meczu trochę wymykała się ramom sparingu. Na parkiecie raz po raz lądowali kolejni gracze, kumulowały się przewinienia i rzuty karne, a publiczność zgromadzona w hali żywiołowo reagowała na wydarzenia na boisku. Ekipa Csurgo nie pozwalała kielczanom na wypracowanie większej przewagi i cały czas trzymała się jedno, dwa trafienia za nami. Ożywienie w grze wniosła ponowna wymiana składu. Tomasz Gębala pokazał swoją siłę posyłając piłkę tuż pod porzeczkę Adama Fustosa, a Miłosz Wałach obronił rzut karny. Co udało się nadgonić, znów jednak traciliśmy, a niecałe cztery minuty przed końcem Csurgo wyszło na prowadzenie 25:24.

Dzięki indywidualnym akcjom Daniela Dujshebaeva udało nam się jednak szybko przegonić rywali i dwie minuty przed końcem to znowu my prowadziliśmy w Csurgo. Trener gospodarzy poprosił o czas. Wszystko miało rozstrzygnąć się w ostatnich kilkudziesięciu sekundach. Rozstrzygnęło się i to w jakich okolicznościach! Po końcowej syrenie na tablicy wyników widniał remis 26:26, ale sędziowie podyktowali jeszcze rzut karny, który już po czasie wykorzystał Branko Vujović! W drugim meczu sparingowym na Węgrzech pokonaliśmy Csurgo 27:26.

T. Dujshebaev: Nie patrzę na to, kto jest najlepszy

Trener zespołu Łomża Vive Kielce ocenia występy swoich podopiecznych po pierwszych dwóch meczach sparingowych na Węgrzech. W pierwszym z nim kielczanie minimalnie ulegli Grundfos Tatabanya 27:28, a w drugim szczęśliwie wygrali z Csurgoi KK 27:26. „W obu zaczynaliśmy dobrze, ale później traciliśmy koncentrację i to chyba mój błąd, bo nie naciskałem w szatni” – mówi szkoleniowiec Łomża Vive Kielce.

Łomża Vive Kielce: Jak ocenia Pan te dwa spotkania?

Talant Dujshebaev, trener Łomża Vive Kielce: W tych meczach zbieramy dużo doświadczenia. W obu, które do tej pory zagraliśmy, zaczynaliśmy bardzo dobrze, a w drugich połowach – to chyba był mój błąd, bo nie naciskałem w szatni – pozwalałem chłopakom na brak koncentracji, przez co wypadaliśmy słabo. Mogę pogratulować tylko Miłoszowi Wałachowi, który jako jedyny zagrał dobrze w drugiej połowie.

Wystawia Pan zwykle dwa zupełnie różne składy – pierwsza siódemka to młodzi, niedoświadczeni zawodnicy i Krzysztof Lijewski, a druga to „starzy wyjadacze”. Dlaczego?

Chciałem, żeby każdy zdobył tyle doświadczenia, ile tylko się da. Żeby zawodnicy walczyli razem. Jeden raz wystawiam bardziej doświadczonych, innym razem młodszych. Staram się wprowadzać na boisku różne sytuacje, w drugiej połowie na przykład chciałem spróbować obrony 5-1, ale nie wyszło nam od razu. Co pozytywne, musimy wyciągnąć dla siebie, co negatywne, musimy poprawić.

Dziś nie był Pan zadowolony z gry zespołu, ale de facto zostawił Pan w hotelu największe gwiazdy, bo Andreasa Wolffa, Alexa Dujshebaeva, Igora Karacicia, Nicolasa Tournat i Vlada Kulesha.

Ja nie patrzę na to, kto jest najlepszy. My jesteśmy Łomża Vive Kielce. Ta nazwa oznacza, że każdy musi wychodzić na parkiet i walczyć za tę koszulkę. Jesteśmy zespołem z pierwszej ósemki na świecie. Zasada jest taka, że na boisku jest sześciu zawodników plus bramkarz i musimy wygrać z każdym przeciwnikiem. Gdy przegrywamy, ale dajemy z siebie wszystko, to jest w porządku, ale gdy przegrywamy i nie dajemy z siebie tyle, ile trzeba, to jest źle.

Jaki jest plan na jutrzejszy mecz z Veszprem?

Jutro będziemy rotować składem. Nie wiem, co będzie z Igorem Karaciciem, bo ma drobne problemy z placami. Zobaczymy więc, może na jego pozycji pomogą Michał Olejniczak i Szymon Sićko. Dla młodych zawodników to będzie świetna sprawa zagrać z takim zespołem jak Veszprem.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*