Energa Basket Liga Biuro Prasowe Zwycięstwa Stelmetu Enei, HydroTrucka i WKS Śląska , trzecie zwycięstwo Kinga – tym razem w Bydgoszczy

Biuro Prasowe Energa Basket Liga tekst , zdjęcie archiwalne

Pewne zwycięstwo Stelmetu Enei nad GTK

Czwarta wygrana zielonogórzan w tym sezonie Energa Basket Ligi! Stelmet Enea pokonał w piątek GTK Gliwice 92:73.

Lepiej to spotkanie rozpoczęli gospodarze, którzy po akcji Gabriela Lundberga prowadzili 7:3. Szybko odpowiadał na to Jordon Varnado i zdobywał nawet minimalną przewagę dla swojej ekipy. Mecz toczył się w bardzo szybkim tempie i wydawało się, że to Stelmet Enea ma inicjatywę. GTK nie zgadzało się na taki stan rzeczy – kolejne rzuty wolne Varnado oznaczały remis po 10 minutach – po 24. Dobre zrozumienie między Łukaszem Koszarkiem i Geoffreyem Groselle’em pozwoliło zielonogórzanom na prowadzenie dziewięcioma punktami na początku drugiej kwarty. Ekipa trenera Żana Tabaka zdecydowanie poprawiła defensywę, a z nią ogromne problemy mieli gliwiczanie. W pewnym momencie przewaga tego zespołu wynosiła aż 18 punktów. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 49:31.

Trójki Daniela Szymkiewicza i Janisa Berzinsa sprawiły, że Stelmet Enea na początku trzeciej kwarty prowadził aż 27 punktami. W drużynie trenera Matthiasa Zollnera ciągle wyróżniał się Varnado, ale Amerykanin w pojedynkę nie był w stanie zmienić oblicza spotkania. Wsad Lundberga ustawił wynik po 30 minutach na 73:57. W ostatniej części meczu zielonogórzanie kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Ciągle prezentowali agresywną obronę i utrzymywali wysoką, bezpieczną przewagę. Ostatecznie zwyciężyli pewnie – 92:73.

Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Gabriel Lundberg z 27 punktami, 4 zbiórkami i 3 asystami. W ekipie gości wyróżniał się Jordon Varnado z 25 punktami i 11 zbiórkami.

Emocje w Radomiu! HydroTruck pokonał MKS

Sporo działo się w piątkowym spotkaniu Energa Basket Ligi w Radomiu! HydroTruck ostatecznie pokonał MKS Dąbrowa Górnicza 81:74.

Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze – dzięki akcjom Bretta Prahla i Marcina Piechowicza prowadzili 12:4. Straty starał się zmniejszać Lee Moore, a po trafieniu Sachy Killeya-Jonesa MKS przegrywał zaledwie dwoma punktami. HydroTruck odpowiedział serią 8:0 i po wsadzie Aleksandra Lewandowskiego po 10 minutach prowadził 25:15. W drugiej kwarcie dąbrowianie starali się powoli zbliżać, ale to ekipa trenera Roberta Witki m.in. dzięki Nickolasowi Nealowi utrzymywała wyraźną przewagę. MKS później przyspieszył, był bardziej skuteczny i po trójce Elijaha Wilsona zmniejszył różnicę do zaledwie dwóch punktów. Rzut z dystansu Dayona Griffina ustawił wynik po pierwszej połowie na 39:34.

Trzecią kwartę zespół trenera Alessandro Magro rozpoczął od serii 8:0 i wyszedł na prowadzenie! Nie trwało to jednak długo, bo z dystansu zaczął trafiać… Daniel Wall. Jego trójki w lepszej sytuacji ustawiały HydroTrucka. Spotkanie zdecydowanie się wyrównało, a Filip Zegzuła sprawił, że po 30 minutach lepsi byli gospodarze – 59:56. W czwartej kwarcie radomianie uciekali nawet na dziewięć punktów po trafieniach Neala. Straty ponownie zmniejszał Lee Moore, ale ekipa trenera Witki nie chciała pozwolić na zbyt wiele. MKS ciągle był blisko – nie potrafił jednak doprowadzić chociażby do remisu. Ostatecznie gospodarze zwyciężyli 81:74.

Najlepszym graczem HydroTrucka był Dayon Griddin z 17 punktami i 8 asystami. W zespole MKS wyróżniał się Sacha Killeya-Jones z 19 punktami, 12 zbiórkami i 2 asystami.

Co za finisz w Stargardzie! Wygrał WKS Śląsk!

Trafienie Garretta Nevelsa i blok Ivana Ramljaka zapewniły zwycięstwo WKS Śląskowi Wrocław nad PGE Spójnią Stargard 74:73 w niezwykle emocjonującym spotkaniu Energa Basket Ligi!

WKS Śląsk na początku spotkania prezentował lepszą skuteczność, dzięki czemu po rzucie Strahinji Jovanovicia prowadził już 9:4. Dość szybko do remisu doprowadził Ricky Tarrant, a po trafieniu Baylee Steele’a PGE Spójnia zdobyła nawet minimalną przewagę. Sytuacja się zmieniała, ale Wayne Blackshear sprawił, że po 10 minutach był remis – po 15. W drugiej kwarcie zespół trenera Olivera Vidina zanotował efektowną serię 10:0, a dzięki akcji Akosa Kellera prowadził ośmioma punktami. Stargardzianie oczywiście zmniejszali jeszcze tę różnicę – nawet do dwóch punktów po zagraniu Omari Gudula. WKS Śląsk mógł jednak liczyć na Aleksandra Dziewę i Michała Gabińskiego – dzięki nim nadal kontrolował sytuację. Ostatecznie po pierwszej połowie wygrywał 36:27.

W trzeciej kwarcie gra wrocławian momentami wyglądała jeszcze lepiej. Przewaga wzrosła nawet do 20 punktów po rzutach Garretta Nevela i Ivana Ramljaka. Gdy wydawało się, że wynik meczu jest już przesądzony, PGE Spójnia efektywnie wzięła się za odrabianie strat. Dzięki serii 10:0 i trójce Kacpra Młynarskiego po 30 minutach przegrywała tylko 50:59. W czwartej kwarcie ekipa trenera Jacka Winnickiego ambitnie walczyła o lepszy wynik, a problemy z faulami mieli rywale. Po późniejszych rzutach wolnych Tomasza Śniega, traciła zaledwie dwa punkty. Po kilku minutach kontra wykończona przez Filipa Matczaka doprowadziła do remisu, a trójka Młynarskiego dała gospodarzom prowadzenie! Na 18 sekund przed końcem Nevels ponownie dał przewagę WKS Śląskowi. W ostatniej akcji kluczowy blok na Gudulu zanotował Ramljak. Ta sekwencja oznaczała zwycięstwo wrocławian 74:73!

Najlepszym graczem gości był Ivan Ramljak z 20 punktami, 7 zbiórkami i 5 przechwytami. W ekipie gospodarzy wyróżniał się Baylee Steele z 20 punktami i 10 zbiórkami.

Trzecie zwycięstwo Kinga – tym razem w Bydgoszczy

King wygrał swój trzeci mecz w tym sezonie Energa Basket Ligi! Szczecinianie tym razem okazali się lepsi od Enea Astorii Bydgoszcz – 83:73.

King trochę lepiej wszedł w to spotkanie i dość szybko zdobywał czteropunktową przewagę. W pewnym momencie gospodarze zanotowali jednak serię 9:0 i po trójce Michała Aleksandrowicza już prowadzili. Obie ekipy w końcówce tej części meczu miały swoje problemy w ofensywie, ale ostatecznie po 10 minutach to Enea Astoria była lepsza – 15:12. W drugiej kwarcie bardzo dobrze spisywał się Jakub Schenk, który uruchamiał kolegów i sam świetnie kończył akcje. Po późniejszych rzutach wolnych Thomasa Davisa i trafieniu Mateusza Bartosza szczecinianie mieli aż 11 punktów przewagi. Zespół trenera Artura Gronka starał się jeszcze zmniejszyć straty, ale ostatecznie dzięki trójce Melvina to King po pierwszej połowie wygrywał 37:27.

Na początku trzeciej kwarty trójki Sandersa oraz Gabricia znacznie zmniejszały różnicę. King mógł jednak ciągle liczyć na Bartosza i Melvina, którzy uspokoili sytuację, a przewaga po chwili wróciła nawet do 13 punktów. Enea Astoria nie potrafiła utrzymać wysokiego tempa gry rywali, a rzut z dystansu Schenka ustawił wynik po trzeciej kwarcie na 63:50. W ostatniej części spotkania bydgoszczanie walczyli o lepszy rezultat. Skuteczniej grali Sanders i Chyliński – dzięki temu drugiemu przegrywali już tylko sześcioma punktami. Kluczowe trójki trafiał jednak Melvin i to sprawiało, że King w końcówce był stroną przeważającą. Ostatecznie zwyciężył 83:73.

Najlepszym graczem gości był Cleveland Melvin z 22 punktami i 9 zbiórkami. W ekipie gospodarzy wyróżniał się Corey Sanders z 19 punktami, 4 zbiórkami i 4 asystami.

Powiedzieli po meczu:

Łukasz Biela, trener Kinga Szczecin

 Myślę, że poza zadyszką w połowie pierwszej kwarty, w miarę kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku. Wiedzieliśmy, co chcemy zrobić, mieliśmy na ten mecz plan. Szczególnie w końcówce byliśmy bardzo cierpliwi z piłką. W pierwszej połowie straciliśmy tylko 27 punktów – to jest świetny wynik. Największą wartością dla nas jest to, że w momentach, gdy Enea Astoria grała bardzo dobrze, my odpowiadaliśmy tym samym i podejmowaliśmy dobre decyzje.

Mateusz Bartosz, zawodnika Kinga Szczecin

– Mecz na pewno mógł się podobać, było to ładne widowisko. Zrealizowaliśmy wszystkie plany, które założyliśmy. Cały tydzień przygotowywaliśmy się pod konkretne zagrywki i zawodników, a to zafunkcjonowało. Głównie wygrała obrona. Jeśli nasza skuteczność się utrzyma, to będziemy groźni dla każdego przeciwnika.

Artur Gronek, trener Enea Astorii Bydgoszcz

– King prowadził 32 minuty w tym spotkaniu, więc zasłużenie odnieśli zwycięstwo. Druga kwarta, w której nie mogliśmy rzucić punktów, wpłynęła na to, że nie broniliśmy tak jak powinniśmy. Dawaliśmy za dużo otwartych rzutów trzypunktowych. Graliśmy rotacją ośmiu zawodników, na pewno zostawili serce i walczyli. To pozytyw z tego meczu.

Łukasz Frąckiewicz, zawodnik Enea Astorii Bydgoszcz

– King pokazał fajną koszykówkę. Nie wykonywaliśmy naszych założeń. Mimo że nie szło nam w ataku, to mieliśmy lepiej bronić. A okazało się, że gdy stawaliśmy w ataku, to oddawaliśmy też łatwe punkty. To najważniejsze przyczyny porażki.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*