Pokonujemy Unię Opole

Biuro Prasowe GKS Górnik Łęczna (piłka nożna kobieca) tekst i  zdjęcie

5:0 – takie zwycięstwo odniosły nasze młode zawodniczki w meczu 3. kolejki Centralnej Ligi Juniorek. Ich sobotnim przeciwnikiem była Unia Opole.  

Już w pierwszej połowie zielono-czarne de facto rozstrzygnęły spotkanie. Zakończyła się ona bowiem wynikiem 4:0. Ostatecznie w drugich 45 minutach nasze młode piłkarki dołożyły jeszcze jedną bramkę, czym przypieczętowały swoje zwycięstwo.

– Spotkanie z Unią należało do tych, które musieliśmy wygrać. Co prawda środowy finał Pucharu Polski, który graliśmy na pełnowymiarowym boisku, dał się nieco moim zawodniczkom we znaki, więc dziś szansę dostały te piłkarki, które w tamtych rozgrywkach grały mniej lub wcale. Spisały się bardzo dobrze i jestem zadowolony z zespołu. Za nami niełatwy tydzień, więc zaplanowaliśmy dzień odpoczynku, a od poniedziałku wrócimy do pracy – powiedział po meczu trener naszych juniorek, Patryk Błaziak.

Unia Opole – GKS Górnik Łęczna 0:5 (0:4)

Bramki: Duchnowska (dwie), Czubat, Kazanowska, Klempka.
Skład GKS: Zagozdon, Klempka, Warchałowska (58 Rostecka), Szczepanik, Sikora (46 Latała), Czubat (58 Przekorzyńska), Omelianowicz, Rudnicka, Jezioro (67 Nastaj), Kazanowska, Duchnowska (55 Dębińska).

Roksana Ratajczyk: Możemy czuć niedosyt

Po zremisowanym 2:2 meczu z Medykiem Konin porozmawialiśmy z naszą pomocniczką, Roksaną Ratajczyk. To właśnie jej strzał na bramkę, przy pomocy jednej z rywalek, pozwolił nam doprowadzić do wyrównania. 

Jak to było z tym golem? To Twoja bramka czy samobój?

Z mojej perspektywy wydawało się, że po tym, jak uderzyłam, piłka leciała w bramkę. Gdy jednak później zobaczyłam powtórki, zauważyłam, że „pomoc” zawodniczki Medyka była naprawdę spora. Cieszę się więc, że weszła w tę piłkę wślizgiem, bo inaczej pewnie nie byłoby gola na 2:2.

Mimo akcji bramkowej na remis ten występ chyba był dla Ciebie słodko-gorzki?

To był bardzo trudny mecz. Szkoda nam pierwszej połowy, w której grałyśmy słabo. Przez to czujemy lekki niedosyt, bo to spotkanie mogłyśmy wygrać. Szczególnie że na remis trafiłyśmy na piętnaście minut przed końcem, więc było sporo czasu na to, by wyjść na prowadzenie. Zabrakło nam jednak szczęścia, wykończenia, czy nawet dobrego ostatniego podania.

Co się stało, że tak słabo weszłyście w mecz?

Nie mam na to dobrego wytłumaczenia. Pewnie kibicom wydawało się, że nam się nie chce, ale na rozgrzewce byłyśmy niezwykle zmotywowane i nabuzowane, by to spotkanie wygrać. Na boisku jednak coś nie zagrało. Nie mamy nic na swoją obronę. Mimo wszystko, po drugiej części gry to my możemy czuć niedosyt.

W przerwie było zdenerwowanie czy może starałyście się na spokojnie podejść do niekorzystnego wyniku?

Powiedziałyśmy sobie, że musimy walczyć o każdy centymetr boiska. Nikt na siebie nie krzyczał. Oczywiście w środku byłyśmy zdenerwowane, ale nie pokazywałyśmy tego na zewnątrz. Trener także nas uspokajał, mówił, że nie mamy nic do stracenia, że musimy po prostu zagrać swoje. Dzięki temu udało nam się wyrwać Medykowi, chociaż ten jeden punkt.

Może takie podejście, że nie ma już nic do stracenia, powinnyście mieć zawsze, skoro przynosi efekty?

Teoretycznie może i tak, takie podejście też jest dobre. Ale mamy swoje ambicje i cel, do którego dążymy. Nie wiadomo, co wydarzy się za kilka tygodni, czy miesięcy. Walczymy więc tak, jakby nic się nie stało, wierzymy, że dogramy ligę do końca i mimo wszystko dogonimy czołówkę.

A zdobyty w Koninie punkt bardziej Was cieszy czy rozczarowuje?

Można na to patrzeć na dwa sposoby. Mogłyśmy wygrać, więc czujemy niedosyt, ale wiedząc, jak zaczęłyśmy mecz i jak grałyśmy w pierwszej połowie, musimy się cieszyć z tego, że udało nam się doprowadzić do remisu.

Dla Ciebie to pierwszy sezon w Łęcznej. Jak czujesz się po tych kilku miesiącach?

Bardzo dobrze. Nie było mi trudno się zaaklimatyzować, bo dziewczyny świetnie przyjęły mnie do drużyny. Sama po sobie czuję, że mimo tak krótkiego czasu, już zrobiłam postępy w grze. Mam więcej pewności siebie, odwagi i chęci do dalszego rozwoju. Zrozumiałam, że jeszcze mogę wykonać progres.

Przed transferem do Górnika myślałaś, że już nie możesz się rozwinąć?

Nie ma co się oszukiwać, grając w Olimpii Szczecin, przez dwa sezony stałam w miejscu. Będąc tutaj, już po dwóch miesiącach zauważyłam poprawę, jeśli chodzi o decyzyjność, szybkość grania, czy moją wytrzymałość. Jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na transfer.

Czyli możemy być pewni, że Twój „gol” w meczu z Medykiem był pierwszym z wielu dla Górnika?

Mam nadzieję. Wierzę, że to sygnał, iż mój worek z bramkami się otworzył. Na pewno będę dążyła do tego, by strzelać jak najwięcej i pomagać drużynie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*