Fatalne pięć minut. Legioniści przegrali z Anwilem

Biuro Prasowe Legia Warszawa Sekcja Koszykówki tekst , zdjęcia Paweł Kolakowski/legiakosz

Biuro Prasowe Energa Basket Liga tekst , zdjęcia Andrzej Romański/EBL

Po serii trzech domowych meczów legionistów czekało spotkanie wyjazdowe i to na niezwykle trudnym dla nich terenie, bowiem we Włocławku Zieloni Kanonierzy jeszcze nigdy w meczu ligowym nie triumfowali.

Mecz celną „trójką” rozpoczął Jakub Karolak, ale bardzo szybko do swojej pracy wzięli się włocławianie. Szczególnie aktywny był Ivica Radić, który raz po raz zdobywał kolejne punkty dla Anwilu. Warszawianie w pewnym momencie przegrywali już 5:15, ale końcówka pierwszej kwarty to już lepsza gra stołecznych i strata tylko pięciu punktów do rywala. Zupełnie inne oblicze miały kolejne fragmenty gry – w drugiej kwarcie to Legia dyktowała warunki. Duet Bibbins – Morris sprawił, że podopieczni trenera Wojciecha Kamińskiego dogonili rywala, a następnie zaczęli mu uciekać na coraz większy dystans. Anwil stanął przed wyzwaniem odrobienia strat w wysokości dziesięciu punktów. Włocławianie przegrywali 32:42.

Na drugą połowę meczu gospodarze wyszli z nowymi siłami, które sprawiły, że błyskawicznie zniwelowali swoją stratę do zaledwie dwóch punktów. Błyszczał Ivan Almeida, który często wykańczał akcje będąc faulowanym. Legioniści nie zamierzali oddawać prowadzenia i dzięki skutecznym zza łuku Kubie Karolakowi i Justinowi Bibbinsowi znów zbudowali względnie bezpieczną przewagę. Wszystko jednak wskazywało, że losy spotkania rozstrzygać się będą do samego końca. Warszawianie wygrywali tylko 60:53.

Gospodarze chcieli iść za ciosem i zrealizowali swój plan. W kilka minut doprowadzili do remisu, a rzuty wolne Ivana Almeidy wyprowadziły Anwil na minimalne prowadzenie. Zieloni Kanonierzy ponownie zrewanżowali się przeciwnikom, prowadzili 66:62, ale przez następne pięć minut nie zdołali zdobyć ani jednego punktu. Ten słaby moment bezlitośnie wykorzystywali włocławianie zaliczając serię 15:0. To była kluczowa faza spotkania – Legia starała się odrobić straty, ale czasu było już za mało. Anwil wygrał z Legią 86:78.

„Mamy poczucie, że to bardziej my przegraliśmy niż Anwil ten mecz wygrał. Takie przestoje nie mogą nam się zdarzać. Rywal wykorzystał to bezlitośnie i po prostu wygrał. Walczymy dalej, w czwartek zagramy kolejny mecz i na pewno zrobimy wszystko, żeby zwyciężyć” – powiedział tuż po meczu Dariusz Wyka, podkoszowy Legii Warszawa.

W czwartek, 8 października koszykarze Legii Warszawa zagrają przed własną publicznością z Asseco Arką Gdynia. Początek tego spotkania o 17:35 w hali OSiR Bemowo.

Anwil Włocławek – Legia Warszawa 86:78 (19:14, 13:28, 21:18, 33:18)

Anwil: Ivan Almeida 24, Ivica Radić 23, Deishuan Booker 14, Walerij Lichodiej 12, McKenzie Moore 5, Garlon Green 4, Adrian Bogucki 4, Artur Mielczarek 0, Krzysztof Sulima 0, Wojciech Tomaszewski 0, Adam Piątek -.
Trener: Marcin Woźniak, as. Grzegorz Kożan

Legia: Jamel Morris 26, Justin Bibbins 18, Michał Sokołowski 12, Jakub Karolak 6, Grzegorz Kulka 4, Adam Linowski 3, Grzegorz Kamiński 3, Mariusz Konopatzki 2, Earl Watson 2, Dariusz Wyka 2.
Trener: Wojciech Kamiński, as. Marek Zapałowski

Michał Sokołowski MVP września

Michał Sokołowski z Legii Warszawa został wybrany przez Energa Basket Ligę najlepszym zawodnikiem rozgrywek we wrześniu. W nagrodę przed meczem Anwil – Legia otrzymał wysokiej klasy zegarek marki Aerowatch.

Legia zanotowała świetny początek rozgrywek. Od początku sezonu 2020/21 wygrała pięć z sześciu rozegranych spotkań – pokonała HydroTruck Radom, MKS Dąbrowa Górnicza, Polski Cukier Toruń, Enea Astorię Bydgoszcz oraz PGE Spójnię Stargard. W tych meczach wyróżniał się przede wszystkim Michał Sokołowski. Reprezentant Polski pojawił się w klubie w ostatniej chwili, ale nie przeszkodziło mu to w zdobywaniu średnio 14,2 punktu, 5,5 zbiórki, 4,7 asysty i 1,3 przechwytu na mecz, co oznaczało eval na poziomie 18,8.

Sokołowski w nagrodę przed meczem Anwil – Legia otrzymał wysokiej klasy zegarek marki Aerowatch.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*