Wróciliśmy w świetnej formie! A. Dujshebaev: Już myślimy o kolejnym meczu

Biuro Prasowe Łomża VIVE Kielce tekst Maciej Szarek , zdjęcie archiwalne

Dwa tygodnie meczowej pauzy i ciężkich treningów przyniosły efekt. Łomża Vive Kielce pokonała w 4. kolejce Ligi Mistrzów białoruski Meshkov Brest 34:27 (18:11). Mistrzowie Polski bardzo szybko wypracowali sobie solidną zaliczkę, już na przerwę schodzili bowiem mając siedem bramek zapasu. Mimo zmasowanych nacisków gości w drugiej części spotkania, nasza ekipa dość pewnie dotarła z przewagą do mety.

Łomża Vive Kielce – HC Meshkov Brest 34:27 (18:11)

Łomża Vive Kielce: Wolff, Kornecki – Vujović 3, Sićko 3, A. Dujshebaev 4, Tournat 4, Karacić 4, Lijewski, Moryto 1, Surgiel 1, Fernandez 2, Kaczor, D. Dujshebaev 2, Gębala 2, Karalek 4, Gudjonsson 4

HC Meshkov Brest: Pesic, Matskevich – Santalov 2, Panic 2, Shkurinskiy 5, Yurynok, Skube 3, Usik, Shumak 6, Baranau, Razgor, Paczkowski, Selviasiuk 4, Vailupau 5, Malus

Pierwsza siódemkaAndreas Wolff – Sigvaldi Gudjonsson, Alex Dujshebaev, Igor Karacić, Szymon Sićko, Angel Fernandez, Artsem Karalek

Pierwsze minuty spotkania zdawały się potwierdzać to, co wiadome było jeszcze przed meczem. Drużyny przed środowym spotkaniem sąsiadowały w grupowej tabeli, spodziewaliśmy się więc trudnej i zaciętej potyczki. Worek z bramkami rozwiązał najskuteczniejszy w tym sezonie w ekipie rywali Marko Panic, błyskawicznie odpowiedział mu jednak Sigvaldi Gudjonsson. Pierwszą paradą popisał się golkiper gości, Ivan Matskevich, po sekundzie udaną interwencję na koncie miał też Andreas Wolff.

Z minuty na minutę okazywało się jednak, że to zawodnicy Łomża Vive Kielce grają ciut szybciej, dokładniej i bardziej zdecydowanie. W 8. minucie pierwszy raz odskoczyli rywalom na dwie bramki (5:3).

Choć akcje Meshkova prowadzone były z dużym pietyzmem, bezpośrednia gra kielczan przynosiła lepsze skutki. Ekipa Talanta Dujshebaeva grała bardzo różnorodnie, a to stosując “szybki środek” czy atak w drugie tempo, ale kiedy trzeba mistrzowie Polski bardzo mądrze zwalniali grę i czekali na pewną pozycję do rzutu. Właśnie w taki sposób Artsem Karalek podwyższył prowadzenie do trzech trafień (7:4, 11. min.).

Zaliczka kielczan urosła do pięciu “oczek”, gdy dwie bramki z rzędu zanotował bezbłędny w trakcie pierwszego pół godziny Sigvaldi Gudjonsson (11:6, 17 min.). To przelało czarę goryczy trenera Raula Alonso, który poprosił o czas. Uwagi hiszpańskiego szkoleniowca nie mogły jednak nic zdziałać na rozpędzającego się od początku meczu Andreasa Wolffa. Dzięki interwencjom Niemca Białorusini nie tylko nie mogli zbliżyć się do gospodarzy, ale dystans dzielący obie ekipy wciąż rósł. Schodząc do szatni Łomża Vive Kielce prowadziła aż 18:11.

Jeśli goście myśleli, że po zmianie stron będzie nieco łatwiej, już po kilkudziesięciu sekundach wybił im to z głowy Wolff, popisując się najefektowniejszą w meczu, podwójną paradą. Igor Karacić trafił na 19:11 i kielczanie wyszli na najwyższe jak dotąd prowadzenie. W kolejnych minutach mistrzowie Polski nie forsowali już tempa i starali się utrzymywać bezpieczną przewagę.

Gdy do końca pozostał kwadrans, Białorusini zdecydowali się na ostatni zryw. W ekipie rywali najczęściej punktował Viachaslau Shumak (6 razy), trener Alonso wykorzystywał manewr gry w ataku 7 na 6. Zdobywając cztery bramki z rzędu, goście zbliżyli się na dystans czterech trafień różnicy (22:26). Reagować musiał Talant Dujshebaev. Była 48. minuta.

Po czasie na żądanie jeszcze raz kolegom z pola kilkukrotnie pomógł Wolff, a chwilową niemoc zespołu w ofensywie przełamał za to Szymon Sićko. Pozwoliło to ustabilizować wynik na tyle, że na boisku pojawili się Cezary Surgiel czy Sebastian Kaczor. Fenomenalną końcówkę między słupkami zanotował także Mateusz Kornecki. Przewaga naszej drużyny nie tylko nie spadła już choćby o jedno “oczko”, ale kielczanie zdołali nawet odbudować wcześniejszą różnicę. Lomża Vive Kielce zwyciężyła 34:27.

tekst Magda Pluszewska

A. Dujshebaev: Już myślimy o kolejnym meczu!

Brawo drużyna! Po dwutygodniowej przerwie w grze, spowodowanej odwołanymi meczami Pucharu Polski i przełożonymi kolejkami PGNiG Superligi, kielczanie wreszcie wrócili na parkiet i pokonali HC Meshkov Brest 34:27. Nie ma czasu na świętowanie, bo już w najbliższą sobotę ekipa Łomża Vive Kielce podejmie w Hali Legionów Gwardię Opole, a za tydzień, w czwartek Paris Saint-Germain. “Cieszymy się ze zwycięstwa, ale już myślimy o kolejnym meczu” – podsumowuje Alex Dujshebaev.

Talant Dujshebaev, trener Łomża Vive Kielce: Przede wszystkim jestem bardzo szczęśliwy ze zwycięstwa z jedną z najlepszych drużyn obecnie. Brześć miał dobre mecze przeciwko PSG, Vardarowi, a w lidze białoruskiej świetnie zagrał ze SKA Mińsk. Andi Wolff był dla nas bardzo ważny, szczególnie na początku, dając nam stabilność w ataku. Bardzo mi przykro, że nasi kibice nie mogli być tu z nami dzisiaj, ale czuliśmy ich doping przez sześćdziesiąt minut.

Alex Dujshebaev, rozgrywający Łomża Vive Kielce: Gratulacje dla Brześcia, rywale wystąpili dzisiaj świetnie. My zagraliśmy bardzo dobrze, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy zdołaliśmy objąć prowadzenie. Dobrze szło nam w ataku, a w obronie Andi dawał nam wiele okazji do zdobywania łatwych bramek. W drugiej połowie już nie graliśmy tak dobrze, bo sam Brześć prezentował się lepiej. Cieszymy się z wygranej i już myślimy o kolejnym meczu.

Tomasz Gębala, rozgrywający Łomża Vive Kielce: Intensywność, którą narzuciliśmy w pierwszej połowie to bardzo pozytywna rzecz, cieszę się, że ją utrzymujemy. Do poprawy lekki przestój w drugiej połowie, ale jak było widać, był dużo mniejszy niż ostatnio. Pracujemy nad tym i ważne, że udało nam się zachować koncentrację pomimo dużego prowadzenia. Dużo zastanawialiśmy się nad tym, jak to będzie wyglądać po dwóch tygodniach przerwy. Cały mikrocykl treningowy nam się zmienił, ale nasz sztab szkoleniowy tak dobrze go poprowadził, że wszyscy byliśmy w formie i wszyscy dobrze grali.

Sebastian Kaczor, obrotowy Łomża Vive Kielce: Jestem bardzo szczęśliwy z tego, że dostałem – może i nie dużo, ale jednak – czas na boisku i kontakt z piłką na takim poziomie. Nasi zawodnicy bardzo dobrze grali w obronie i wykorzystywali to w ataku, wiadomo, że mieli chwilowy przestój, ale nie aż taki, który spowodowałby u nas nerwy. Cały czas mieliśmy ten mecz pod kontrolą.

Raul Alonso Sanguino, trener of HC Meshkov Brest: Gratulacje dla Kielc, popełniliśmy dzisiaj zbyt wiele błędów, by móc walczyć tu o punkty. Obie drużyny musiały jakoś radzić sobie bez kontuzjowanych zawodników, a nam nie udało się tego zrobić tak dobrze, jak Kielcom. Przegapiliśmy zbyt wiele możliwości, Andi obronił chyba z siedemnaście piłek, a my nie wykorzystaliśmy około 22 rzutów. Mam nadzieję, że w Brześciu czeka nas fajny mecz rewanżowy.

Paweł Paczkowski, zawodnik HC Meshkov Brest: Jesteśmy rozczarowani wynikiem. Kielce zagrały bardzo dobrze i były bardzo dobrze przygotowane. My mieliśmy swoje szanse, ale nie wykorzystaliśmy wielu czystych sytuacji, które były dla nas kluczowe. Będziemy walczyć o kolejne możliwości w następnych meczach. Gratulacje dla Kielc, które udowodniły, że są jedną z najlepszych obecnie drużyn w Europie.

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*