Świetny mecz i spektakularna wygrana!

Biuro Prasowe Łomża Vive Kielce tekst Maciej Szarek , zdjęcie archiwalne

To było wielkie widowisko. Łomża Vive Kielce pokonała Paris Saint-Germain 35:33 w ramach 5. kolejki Ligi Mistrzów i utrzymała pozycję lidera grupy. Losy spotkania ważyły się do ostatnich sekund gry, szalę zwycięstwa na korzyść kielczan przechyliły bramki Igora Karacica.

Łomża Vive Kielce – Paris Saint-Germain HB 35:33 (18:18)

Łomża Vive Kielce: Kornecki, Wolff, Wałach – Vujović, Sićko 1, A. Dujshebaev 7, Tournat 2, Karacić 13, Lijewski 1, Moryto 3, Fernandez 3, Kaczor, D. Dujshebaev 1, Gębala, Karalek 4, Gudjonsson

Paris Saint-Germain HB: Gerard, Genty 1 – Ntanzi 2, Keita 1, Kristopans 2, Kounkoud 1, Despreaux, Sole, Toft Hansen 3, Remili 5, Grebille 2, Syprzak 6, Morros, Hansen 10, Prandi

Pierwsza siódemka: Wolff – Fernandez, Sićko, Karacić, A. Dujshebaev, Moryto, Karalek

Kielecko-paryską rywalizację jeszcze przed rozpoczęciem meczu określano mianem hitu nie tylko tej kolejki Ligi Mistrzów, ale i całej fazy grupowej. Mając w pamięci historię starć obu ekip, świetne widowisko było gwarantowane. Zwłaszcza, że obie strony od pierwszych minut prezentowały podobny pomysł na mecz, ciężar gry przekładając na ofensywę.

Worek z bramkami rozwiązał się błyskawicznie, choć licznik z początku szybciej bił po stronie Francuzów. Wynik meczu otworzył co prawda Arkadiusz Moryto, ale po 180 sekundach gry było 3:1 dla PSG.

Goście narzucili mordercze tempo gry. Pod nieobecność Nikoli Karabatica Francuzom zabrakło w składzie nominalnego reżysera gry, z konieczności w roli playmakera występował więc prawy rozgrywający, Nedim Remili. Nic dziwnego, że podopieczni trenera Raula Gonzaleza chcieli kończyć swoje akcje jak najszybciej się da, byle nie utknąć w ataku pozycyjnym, który wychodził im znacznie gorzej. W roli egzekutora sprawdzał się Mikkel Hansen. Paryska taktyka sprawdzała się bardzo dobrze, po dziesięciu minutach gry przyjezdni prowadzili bowiem 8:5. Ale do czasu.

Po dość zwariowanym początku spotkania do głosu doszli wreszcie gospodarze. Kielczanom mądrze udało się uspokoić grę: w obronie zmusić rywali do mozolnego budowania akcji, dzięki skutecznej obronie w systemie 5-1; po drugiej stronie boiska nasza drużyna zaczęła jednocześnie coraz łatwiej przedzierać się przez szyki defensywne paryżan. Efektem najpierw rzut karny zamieniony na bramkę kontaktową przez Arkadiusza Moryto (9:10), następnie wyrównujący gol Alexa Dujshebaeva (11:11), a w końcu dające upragnione prowadzenie trafienie Igora Karacica (13:12, 21. min.).

Odwrócenie obrazu meczu podrażniło gości. Remiliego zastąpił Elohim Prandi i PSG odpowiedziało czterema bramkami z rzędu (16:13, 24. min.). W kieleckiej bramce z minuty na minutę coraz lepiej prezentował się jednak Andreas Wolff. Końcówka pierwszej połowy należała właśnie do Niemca, którego parady wespół z bramkami Igora Karacica pozwoliły wyrównać stan meczu, gdy ekipy schodziły na przerwę. O zawrotnym tempie spotkania świadczyć może zapis 18 bramek po obu stronach.

Chwila odpoczynku nie zatrzymała ani Wolffa, ani Karacica, do których dołączył Alex Dujshebaev. Po powrocie na parkiet Niemiec dalej odbijał większość piłek, które leciały w jego stronę, Chorwat znakomicie prowadził za to grę naszej ekipy, będąc jednocześnie katem paryżan. Trafił aż 13 razy! To właśnie Karacić zapewnił Łomża Vive Kielce pierwsze dwubramkowe prowadzenie w meczu. Kilka chwil później kielczanie zanotowali serię trafień bez odpowiedzi rywali i zaliczka sięgnęła aż czterech “oczek” (26:22, 40. min.).

Francuzi nie złożyli jednak broni. Dwoił się i troił Mikkel Hansen, wspierany przez Nedima Remiliego oraz Kamila Syprzaka. W paryskiej bramce kilkukrotnie pokazał się także Vincent Gerard, dzięki czemu goście krok po kroku niwelowali różnicę. W końcu dopięli swego. Osiem minut przed końcem Remili wyrównał na 29:29.

Decydujący moment spotkania to sekwencja zdarzeń 90 sekund przed ostatnim gwizdkiem arbitrów. Najpierw mistrzów Polski na prowadzenie wyprowadził Krzysztof Lijewski, w kluczowej akcji niecelnie podał jak dotąd świetnie spisujący się Hansen. Kolejny atak po kieleckiej stronie wykorzystał niesamowity Karacić i paryżanie nie byli w stanie już odpowiedzieć. Łomża Vive Kielce pokonała Paris Saint-Germain 35:33.

tekst Magda Pluszewska

A. Karalek: Kibice byli w naszych głowach

Po minimalnej przegranej w inauguracyjnym, wyjazdowym meczu Ligi Mistrzów z SG Flensburg-Handewitt (30:31) kielczanie idą jak burza, odnotowując czwarte zwycięstwo z rzędu. W czwartkowy wieczór, 22 października, ekipa Łomża Vive Kielce pokonała francuskie Paris Saint-Germain 35:33, utrzymując pozycję lidera grupy A (8 pkt na koncie). Spotkanie, niestety, kolejny już raz musiało odbyć się bez udziału kibiców. Obrotowy Mistrzów Polski, Artsem Karalek, podkreślał jednak na gorąco, że zawodnicy cały czas czują ich wsparcie. „Nie było kibiców w hali, ale byli w naszych głowach” – powiedział zawodnik.

KOMENTARZE PO MECZU:

Talant Dujshebaev, trener Łomża Vive Kielce: To był bardzo twardy mecz, obie drużyny miały szansę na to, by go wygrać i wydaje mi się, że mieliśmy trochę więcej szczęścia. W ostatnich 7-8 minutach Paryż stracił ze dwie bramki w kontrataku, co dało nam przewagę. To był fajne, dobre spotkanie, zdecydowanie bardziej ofensywne, aniżeli defensywne. Życzę PSG wszystkiego dobrego, za półtora miesiąca widzimy się w Paryżu.

Artsem Karalek, obrotowy Łomża Vive Kielce: To był bardzo ciężki mecz. Cały czas wierzyliśmy, że mogliśmy wygrać! Nie zwątpiliśmy także wtedy, gdy nasza przewaga stopniała. Walczyliśmy. Nie zawsze jest lekko, to przecież PSG. Jeden z najlepszych i najbogatszych klubów na świecie. Mieliśmy dziś dobrą obronę. Andi nie miał chyba swojego dnia, ale defensywa funkcjonowała dobrze. Dużo graliśmy blokiem, a rywale wiele razy stracili piłkę, a to zasługa właśnie agresywnej obrony. Gdy Andi broni, dziękujemy mu, ale dzisiaj chyba on musi nam przynieść do szatni piwko (śmiech). Znów graliśmy bez kibiców, ale przygotowaliśmy się na to. Nie było kibiców w hali, ale byli w naszych głowach. Świętowaliśmy każdą bramkę i obronę, jakby tu było ponad pięć tysięcy ludzi.

Andreas Wolff, kapitan i bramkarz Łomża Vive Kielce: Mikkel Hansen zagrał dziś naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Jest jednym z najlepszych zawodników na świecie, a dzisiaj pokazał dlaczego. Był najlepszym i najważniejszym zawodnikiem PSG i nie wiem nawet, ile bramek zdobył, chyba z dziesięć! Jestem bardzo zadowolony z tego, że udało mi się go raz zatrzymać z siedmiu metrów, ale mimo wszystko dziesięć bramek z gry to trochę za dużo. U nas świetnie grał Igor, dla mnie to Top 2, może 3 na środku rozegrania. Dzięki temu, że grał też na lewej stronie, atakował bardziej na Remiliego niż Kristopansa. Kristopans jest bardzo mocny i wysoki, jak Tomek Gębala w naszej obronie! Z taką szybkością, jaką dysponuje Igor, lepiej, że atakował właśnie na Remiliego. Nasi kibice są dla nas bardzo ważni i wielka szkoda, że nie ma ich z nami w hali. Bez nich to nie to samo.

Nicolas Tournat, obrotowy Łomża Vive Kielce: Cieszę się ze zwycięstwa, zagraliśmy bardzo dobrze i naprawdę twardo. Z Paryżem zawsze ciężko się gra, ale nie poddaliśmy się, dzięki czemu pozostajemy pierwsi w grupie. Dzisiejszy wieczór okazał się dla nas dobry!

Raul Gonzalez, trener Paris Saint-Germain: Gratulacje dla Kielc, zagrały dzisiaj bardzo dobrze. My mieliśmy wiele problemów z naszą obroną, musimy się na tym skupić i wiele popracować.

Kamil Syprzak, obrotowy Paris Saint-Germain: Gratulacje dla Kielc, to był dla nas naprawdę twardy mecz. Nienajlepszy w obronie, skupiony bardziej na ataku. Smutne jest to, że nie mogliśmy grać z kibicami. To przykre, że takie mecze grane są przy pustych trybunach. Mam nadzieję, że szybko się to zmieni. Nie zaczęliśmy Ligi Mistrzów najlepiej, ale były już takie drużyny, które kiepsko zaczynały, ale ostatecznie wygrywały ligę, więc nie tracę nadziei.

A. Moryto: Igor wygrał nam mecz!

W meczu z Paris Saint-Germain, który drużyna Łomża Vive Kielce wygrała 35:33, dwadzieścia bramek zdobyli wspólnie Igor Karačić i Alex Dujshebaev. Chorwat aż trzynaście razy pokonywał francuskich bramkarzy, a Hiszpan między słupki trafił siedmiokrotnie. Szczególnie Igora Karačicia chwalił po meczu skrzydłowy Mistrzów Polski, Arkadiusz Moryto. „Igor był niezawodny, w końcówce wziął ciężar gry na siebie” – mówił Arek.

Spotkanie 5. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain było zwrotów akcji, a na jego końcowy rezultat – szczęśliwe dla Łomża Vive Kielce zwycięstwo 35:33 – złożyło się wiele czynników.

Ciężko powiedzieć, co zadecydowało o wygranej, ale myślę, że ważne ostatnie dwie minuty w obronie zagraliśmy poprawnie. Zafunkcjonował blok Tomka Gębali, a Andi dobrze zagrał w bramce. Dzisiaj niezawodny był też Igor Karačić, który w końcówce wziął ciężar gry na siebie i wygrał nam mecz – wymienia Arkadiusz Moryto.

Faktycznie, chorwacki rozgrywający był niesamowity, zdobywając trzynaście bramek w piętnastu próbach. Przez cały mecz zespół Łomża Vive Kielce grała jednak falami, co w Lidze Mistrzów nie zdarza się po raz pierwszy.

Tak, wydawało się, że w trakcie spotkania wyszliśmy na trzy czy cztery bramki do przodu i będziemy tę przewagę układać na swoją korzyść, powiększając wynik, a jednak zanotowaliśmy przestój. Taki przestój w Lidze Mistrzów zdarza nam się prawie co mecz. Wygrywamy, wygrywamy, ale tracimy kilka bramek z rzędu, więc musimy to jeszcze przeanalizować. Cieszymy się, że wyszliśmy z tego kryzysu dzisiaj i ostatecznie wygraliśmy dwiema bramkami – komentuje Arek.

Skrzydłowy podkreśla, że było to najtrudniejsze jak dotąd spotkanie w tym sezonie, w którym każdy krok, każdy rzut i każda zdobyta bramka kosztowała kielczan ogrom energii.

Ogrom energii, a do tego po prostu dużo ważyły nasze błędy i niewykorzystane sytuacje, bo Paryż je od razu wykorzystywał – mówi zawodnik – Myślę, że do około 45. minuty w ataku zagraliśmy spotkanie bliskie ideału. Wszystko nam wchodziło i bramkarze Paryża praktycznie nie mieli nic do powiedzenia. Potem, kiedy zaczęliśmy popełniać błędy, Paryż nas doszedł i wszystko znów kosztowało nas ogrom sił.

Arkadiusz Moryto zwraca też uwagę na doping, którego ponownie brakowało w Hali Legionów, a co dla drużyny jest odczuwalne i wpływa na postawę zawodników na boisku.

Talant powiedział nam wręcz w szatni, że czapki z głów przed nami za to, że wygraliśmy bez naszych kibiców. Oni zawsze dają nam w meczu dwie, trzy bramki więcej. Jak wiemy, mamy jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą widownię na świecie! – zakończył zawodnik Łomża Vive Kielce.

Kolejny mecz drużyna Łomża Vive Kielce zagra na wyjeździe, w ramach 7. serii PGNiG Superligi mierząc się z Zagłębiem Lubin. Spotkanie odbędzie się w niedzielę, 25 października, o godz. 17:30.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*