“Nie gramy w LE, by zwiedzać ładne stadiony. Chcemy punktować”

Biuro Prasowe  KKS Lech Poznań tekst Maciej Henszel , Maciej Sypuła , zdjęcia Przemysław Szyszka/lechpoznan.pl

– Awans do grupy Ligi Europy był naszym marzeniem i cieszymy się, że udało nam się je zrealizować, ale na tym nie chcemy poprzestać. Jesteśmy w pucharach po to, żeby dobrze grać w piłkę i punktować – mówi przed czwartkowym meczem grupy D Ligi Europy z Rangers FC stoper Lecha Poznań, Lubomir Šatka.

Środkowy obrońca Kolejorza nie mógł wystąpić w rozpoczynającym fazę grupową spotkaniu przy Bułgarskiej z SL Benfiką (2:4), ponieważ pauzował z powodu czerwonej kartki obejrzanej w czwartej rundzie eliminacji w rywalizacji z belgijskim Royalem Charleroi. Mecz z Portugalczykami oglądał więc z trybun i miał dzięki temu okazję przyjrzeć się grze zespołu z innej niż zazwyczaj perspektywy.

– Nie sądzę, żeby oglądanie spotkania z wysokości trybun pomogło mi dostrzec coś, czego nie widać w czasie gry z perspektywy boiska. Myślę jednak, że widziałem to, co mogli zauważyć wszyscy oglądający ten mecz, czyli fakt że polski zespół przeciwko mocnemu europejskiemu rywalowi nie musi skupiać się tylko na obronie, ale może także atakować i tak właśnie chcemy grać dalej w europejskich rozgrywkach – opowiada Šatka.

Absencja w pierwszej kolejce sprawia, że dla słowackiego obrońcy mecz z Rangersami na Ibrox Stadium będzie okazją do debiutu w fazie grupowej Ligi Europy. – Na pewno czuję przed tym spotkaniem pozytywne emocje. Awans do grupy Ligi Europy był marzeniem dla nas wszystkich. Skoro już jednak tu jesteśmy, to nie tylko po to, by zagrać z dobrymi rywalami na fajnych stadionach, ale także po to, by punktować i grać dobry futbol. Mam nadzieję, że już w czwartek uda nam się to pokazać. Czeka nas na pewno bardzo trudny mecz. Wystarczy spojrzeć na wyniki Rangersów z tego sezonu. Są od dawna niepokonani, a w lidze stracili w dwunastu meczach tylko trzy gole. Ale zanalizujemy ich dokładnie i poszukamy u nich słabych stron, a potem na boisku spróbujemy tę wiedzę wykorzystać – kończy stoper Kolejorza.

Rywalizacja poznańsko-szkocka

Z czym kojarzy się Szkocja kibicom Lecha Poznań? Zapewne głównie z Barrym Douglasem, czyli szkockim obrońcą występującym w Kolejorzu w latach 2013-2016. Słynął ze świetnego uderzenia z dystansu i wspominany jest jako mistrz Polski 2015. Jeśli chodzi o rywalizacje poznańsko-szkockie, to historia nie jest bogata i ogranicza się do jednego dwumeczu sprzed 38 lat. Ciekawostek z tym związanych jednak nie brakuje.

 

W Polsce w najlepsze trwał stan wojenny, kiedy lechici po raz pierwszy w historii wywalczyli trofeum – w 1982 roku podnieśli ponad głowy Puchar Polski. To dało im drugą przepustkę do europejskich pucharów. Zaczęli rywalizację na dalekiej Islandii, gdzie nie dotarł żaden z dziennikarzy, z oczywistych względów nie było też transmisji, więc wynik meczu IBV dotarł do stolicy Wielkopolski z opóźnieniem. Do poznańskich redakcji wydzwaniali kibice, którzy chcieli poznać rezultat. Dopiero kiedy został opublikowany przez agencje prasowe mógł zostać podany do wiadomości. Była to wygrana 1:0, w rewanżu została postawiona “kropka nad i”, a w drugiej rundzie los skojarzył ze szkockim Aberdeen FC.

Na boisku wyraźnie lepsi byli przeciwnicy, którzy 10 października 1982, a zatem ponad 38 lat temu, ograli Kolejorza 2:0 po golach Marka McGhee oraz Petera Weira. Przy Bułgarskiej także zwyciężyli Szkoci – tym razem 1:0, a autorem trafienia był Dougie Bell. W ten sposób prysły marzenia o wejściu do ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Zresztą na wyeliminowanie dwóch przeciwników w jednej edycji pucharowej lechici czekali aż do 2008 roku.

Ciekawostka numer 1 związana z tym dwumeczem jest taka, że Aberdeen prowadził wówczas młody, nieco ponad czterdziestoletni… Alex Ferguson. Jeszcze bez tytułu szlacheckiego, bo też zasłużył na niego podczas pracy w Manchesterze United. A do Czerwonych Diabłów przeniósł się dopiero cztery lata po rywalizacji z poznaniakami.

Ciekawostka numer 2 – Szkoci mocno zapamiętali Zbigniewa Pleśnierowicza. Bramkarz w Aberdeen rozgrywał jeden z pierwszym meczów w barwach Kolejorza. I od razu błysnął formą. Niektórzy koledzy określali, że zagrał wtedy “życiówkę”. Do tego stopnia był skuteczny, że pojawiły się informacje, iż Szkoci chcą go kupić na pniu. – Słyszałem takie plotki, ale sęk w tym, że nikt ze mną się nawet nie skontaktował – uśmiechał się kilka lat temu Pleśnierowicz, kiedy z nim o tym rozmawialiśmy. Dziś zresztą pracuje w Lechu, odpowiada za szkolenie bramkarzy w drugoligowych rezerwach.

I jeszcze jedna ciekawostka, cytat z tekstu redaktora Radosława Nawrota w “Gazecie Wyborczej”: – Rewanż wywołał w Poznaniu ogromne zainteresowanie. Choć bilety były drogie, a mecz rozpoczynał się w środę o godz. 14, przyszło 25 tys. widzów, a pod bramami stadionu rozgrywały się dantejskie sceny. Nie wszyscy bowiem mieli kupione bilety i chcieli wtargnąć do środka bez nich. “Bohaterem meczu był doskonały bramkarz Leighton, czego o naszym młodym Pleśnierowiczu jeszcze powiedzieć nie można” – napisały gazety po porażce 0:1. Marzenia o meczach z Realem, Barceloną, Interem czy Bayernem prysły – czytamy.

LUBO MA SZANSĘ NA DEBIUT

– Myślę, że widziałem to, co wszyscy. Polska drużyna nie musi się bronić cały mecz, ale potrafi grać w piłkę. To było bardzo dobre spotkanie w naszym wykonaniu – ocenia Lubomir Šatka spotkanie z Benfiką SL. Słowak ma szansę zadebiutować dziś w rozgrywkach europejskich pucharów. – Czuję pozytywne emocje przed swoim debiutem, to było marzenie nas wszystkich, ten awans do grupy. Nie chcemy jednak grać tylko z dobrymi przeciwnikami na fajnych stadionach, ale chcemy zdobywać punkty – dodaje.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*