Sobotnie mecze EBL za nami

Biuro Prasowe Energa Basket Liga tekst , zdjęcie archiwalne

Ofensywny mecz dla Polskiego Cukru

Czterech zawodników Polskiego Cukru zdobyło 18 i więcej punktów, a torunianie ostatecznie pokonali Polpharmę Starogard Gdański 99:90 w 11. kolejce Energa Basket Ligi.

Początek spotkania był niezwykle wyrównany, a goście potrafili wychodzić nawet na minimalne prowadzenie. Później Polski Cukier zanotował jednak serię 15:0 i po kolejnych trafieniach Donovana Jacksona, Bartosza Diduszki i Obiego Trottera prowadzili już 21:8. Sytuację starał się poprawiać jeszcze James Washington, ale po 10 minutach torunianie mieli aż 12 punktów przewagi. W drugiej kwarcie Joe Furstinger oraz Trevon Allen odrabiali straty Polpharmy – po trójce w kontrze tego drugiego przegrywała już tylko sześcioma punktami. Zespół trenera Marka Łukomskiego ciągle trzymał się blisko, a kolejna akcja wykończona przez Petera Olisemekę oznaczała remis! Po chwili kontra Stevena Haneya dała gościom małą przewagę. Polski Cukier odpowiedział na to kolejną serią – tym razem 9:0. Rzuty wolne Keyshawna Woodsa ustawiły wynik po pierwszej połowie na 53:46.

Dość szybko w trzeciej kwarcie przewaga ekipy trenera Jarosława Zawadki powiększyła się do 12 punktów dzięki kolejnym akcjom Jacksona. W zespole ze Starogardu Gdańskiego aktywni byli Grzegorz Surmacz i Steven Haney, ale ich trafienia to było zdecydowanie za mało na rywali. Po trójce Jacksona Polski Cukier po 30 minutach prowadził 72:60. Pojedyncze zrywy Polpharmy w kolejnej części meczu wystarczały do tego, żeby zbliżyć się na siedem punktów. Haney i Allen robili co mogli, ale nie do zatrzymania byli Kulig i Woods. Goście do samego końca ambitnie walczyli o lepszy wynik, ale sytuację pod kontrolą mieli torunianie. Ostatecznie zwyciężyli 99:90.

Najlepszym strzelcem gospodarzy był Keyshawn Woods z 22 punktami, 5 zbiórkami i 6 asystami. W ekipie gości wyróżniał się Steven Haney z 20 punktami, 3 zbiórkami i 4 asystami.

Spore emocje w Gliwicach! Górą WKS Śląsk

Niezwykle zacięte spotkanie Energa Basket Ligi w Gliwicach! Dzięki lepszej końcówce WKS Śląsk Wrocław pokonał GTK 91:85.

Spotkanie lepiej rozpoczęło się dla gospodarzy, którzy dzięki ośmiu punktom Terry’ego Hendersona prowadzili 10:6. Dość szybko dał o sobie znać Ivan Ramljak – to on zmieniał sytuację i dawał WKS Śląskowi przewagę. Spotkanie ciągle było bardzo wyrównane, ale głównie po trójce Jordona Varnado to GTK po 10 minutach wygrywało 23:22. W drugiej kwarcie zespół z Wrocławia grał lepiej i znowu potrafił wracać na prowadzenie. Mecz ciągle toczył się w rytmie kosz za kosz, bo gliwiczanie mogli liczyć na Varnado, Hendersona i Perkinsa. Po rzutach wolnych tego ostatniego pierwsza połowa zakończyła się remisem – po 39.

W trzeciej kwarcie wrocławianie uciekali nawet na cztery punkty po trójce Elijaha Stewarta, ale Henderson i Varnado błyskawicznie to niwelowali. Po późniejszej akcji Mateusza Szlachetki ponownie był remis. Zespół trenera Olivera Vidina robił wszystko, aby mieć inicjatywę w ataku, ale sytuację zmieniali Malcolm Rhett oraz Łukasz Diduszko. Po rzucie tego ostatniego po 30 minutach było 66:63. Rhett sprawiał, że na początku kolejnej części meczu drużyna trenera Matthiasa Zollnera uciekał na sześć punktów. Goście – akcjami Jovanovicia i Ramljaka – odpowiedział na to serią 7:0. Do samego końca mecz był wyrównany, a dodatkowo wrocławianie starali się wykorzystywać przewagę pod koszami. Po zagraniu Aleksandra Dziewy na ok. 30 sekund przed końcem minimalnie prowadzili przyjezdni. Później rzuty wolne dołożył Jovanović, a WKS Śląsk zwyciężył 91:85.

Najlepszym zawodnikiem gości był Strahinja Jovanović z 22 punktami, 3 zbiórkami i 6 asystami. Terry Henderson zdobył dla gospodarzy 24 punkty, 4 zbiórki i 3 asysty.

Świetny finisz PGE Spójni i zwycięstwo nad HydroTruckiem

PGE Spójnia Stargard zagrała świetnie w czwartej kwarcie i dzięki temu pokonała HydroTruck Radom 84:71 w meczu 11. kolejki Energa Basket Ligi.

Gospodarze zdecydowanie lepiej rozpoczęli spotkanie – po kolejnych akcjach Tomasza Śniega i Baylee Steele’a prowadzili nawet 11:4. Przyjezdni, głównie dzięki Brettowi Prahlowi, błyskawicznie doprowadzali do remisu. W końcówce niezwykle ważne rzuty trafiał jednak Kacper Młynarski i dzięki temu to PGE Spójnia po 10 minutach była lepsza – 21:17. W drugiej części meczu zespół prowadzony przez trenera Macieja Raczyńskiego po akcjach Filipa Matczaka znowu prowadził siedmioma punktami. Bardzo aktywny był jednak Filip Zegzuła, a po dwóch trójkach Dayona Griffina to HydroTruck zdobywał przewagę! W samej końcówce trafienie Matczaka oznaczało remis po pierwszej połowie – po 38.

Na początku trzeciej kwarty zespół trenera Roberta Witki uciekał nawet na pięć punktów po rzutach wolnych Danilo Ostojicia. Stargardzianie odpowiedzieli na to serią 10:0, a rywale całkowicie zatrzymali się w ofensywie. HydroTruck wrócił jednak do gry. Kluczowe były trójki Filipa Zegzuły – dzięki nim nawet prowadził 58:56 po 30 minutach rywalizacji. Matczak dał sygnał do ataku PGE Spójni na początku kolejnej części meczu, a dzięki trafieniu Steele’a przewaga tej ekipy wzrosła do dziewięciu punktów. Zmieniło się to w niesamowitą serię 18:0, która pozwoliła myśleć gospodarzom o spokojnym zwycięstwie. Dopiero po kilku minutach niemoc przyjezdnych przerwał Ostojić. Ostatecznie jednak pierwsze zwycięstwo w roli trenera odniósł Maciej Raczyński – jego PGE Spójnia zwyciężyła 84:71.

Najlepszym strzelcem gospodarzy był Ricky Tarrant z 16 punktami, 6 zbiórkami i 3 asystami. Filip Zegzuła rzucił 15 punktów dla gości

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*