„Serducho zostawione na boisku”, czyli opinie po wygranej z ZNK Split

Biuro Prasowe GKS  Górnik Łęczna (piłka nożna kobieca ) tekst i zdjęcie

– Sama jestem w szoku, że nasza gra wyglądała aż tak dobrze. Nigdy wcześniej nie grałyśmy w takim zestawieniu, ale każda z nas zostawiła na boisku serducho, walczyła za każdą, a to także wpłynęło na taki, a nie inny rezultat – oceniła wygrane przez nasz zespół 4:1 starcie z ZNK Split strzelczyni dwóch bramek, Patricia Hmirova. Sprawdźcie, co jeszcze ona, a także trener naszego zespołu i inne zawodniczki powiedzieli po awansie do 2. rundy kwalifikacji do UEFA Women’s Champions League.

Trener Piotr Mazurkiewicz:

Wiedzieliśmy, że rywal nie będzie miał nic do stracenia. Biorąc pod uwagę bałkański temperament Chorwatek, spodziewaliśmy się trudnego meczu i taki też był. Dopóki nie zdobyliśmy drugiej i trzeciej bramki, dosyć ciężko było to spotkanie kontrolować. Rywal był równorzędny, a w pierwszej połowie częściej utrzymywał się nawet przy piłce. Najważniejsze jednak, że to my cieszymy się ze zwycięstwa.

Chcę wyróżnić cały zespół, a na dodatkowe wyróżnienie zasługuje Patricia Hmirova, która potwierdziła, że jest w świetnej formie fizycznej i psychicznej. Cieszymy się z jej dyspozycji. Jednak wszystkie zawodniczki spełniły moje oczekiwania. Koronawirus niestety nas osłabił, ale musimy przyzwyczaić się do czasów, w których żyjemy.

Patricia Hmirova:

Bramki oczywiście mnie cieszą, ale zapracował na nie cały zespół. Jestem dumna z drużyny, bo potrafiłyśmy przeciwstawić się temu, co przygotował dla nas los. Szkoda, że nie było z nami czterech zawodniczek, ale myślę, że one także są zadowolone z tego, co zobaczyły na ekranach telewizorów. To było dobre spotkanie w naszym wykonaniu.

Grałyśmy przeciwko „bałkańskiej krwi”. Wiadomo, że zawodniczki i zespoły z krajów bałkańskich nie odpuszczają i walczą do ostatniej minuty. Na szczęście jednak dałyśmy radę.

Mówiąc szczerze, sama jestem w szoku, że nasza gra wyglądała aż tak dobrze. Nigdy wcześniej nie grałyśmy w takim zestawieniu, ale każda z nas zostawiła na boisku serducho, walczyła za każdą, a to także wpłynęło na taki, a nie inny rezultat. Zwycięstwo dedykujemy Ewelinie, Gosi, Oliwii i Klaudii.

Emilia Zdunek:

Dawno nie zagrałyśmy tak dobrego spotkania. Oczywiście popełniłyśmy kilka mniejszych lub większych błędów, straciłyśmy bramkę, ale myślę, że mimo to możemy być zadowolone z naszej postawy oraz z tego, że zdobyłyśmy cztery gole.

Błędy i brak precyzji, które początkowo były widoczne w naszej grze to na pewno także efekt tego, iż był to mecz Champions League. Kilka z nas miało styczność z tymi rozgrywkami, ale dla części był to debiut, a co za tym idzie, pojawił się stres i presja. Z minuty na minuty utwierdzałyśmy się jednak w przekonaniu, że ten mecz jest do wygrania i jeśli zaczniemy grać swoją piłkę, wyjdziemy z niego zwycięsko.

Z tego zespołu można jeszcze wiele wycisnąć pod kątem mentalnym. Wyniki testów na koronawirusa osłabiły nas, ale wydaje mi się, że nieobecność dziewczyn wpłynęła na nas też mobilizująco. Chciałyśmy dobrze zagrać i wygrać dla nich, by mogły do nas dołączyć w drugiej rundzie kwalifikacji i byśmy razem mogły zmierzać po kolejne zwycięstwa.

Do trzech razy sztuka jeśli chodzi o nasz awans? Myślę, że z takimi słowami trzeba się jeszcze wstrzymać. Skupiamy się na każdym kolejnym meczu, czyli teraz na starciu z drużyną z Łodzi w Ekstralidze.

Anna Zając:

Na początku meczu byłam nieco zaskoczona. Dlaczego? Bo wydaje mi się, że podeszłyśmy do tego spotkania trochę zbyt pewne siebie. Myślałyśmy, że rywal jest po prostu słabszy. Tym właśnie nas zaskoczył. Gdyby nie fakt, że nasza druga połowa wyglądała wyśmienicie, to nie wiem, jak by się ten mecz skończył. Co do mojej gry na skrzydle, byłam na to gotowa, tym bardziej że występowałam już na tej pozycji, grając w Wałbrzychu. Dla mnie nie ma znaczenia, czy jestem ustawiona w linii defensywnej, czy wyżej. Zawsze staram się dawać z siebie wszystko.

Wydaje mi się, że ZNK Split gra na wyższym poziomie niż połowa drużyn Ekstraligi i że na polskich boiskach walczyły o podium. To bardzo dobrze zorganizowany zespół, ale na całe szczęście w porę się ocknęłyśmy. Pierwsza bramka dodała nam luzu, dzięki czemu zaczęłyśmy grać lepiej.

W drugiej połowie zagrałyśmy jak nigdy. Przede wszystkim ufałyśmy sobie i nie bałyśmy się stracić piłki. W pierwszych 45 minutach to była nasza główna obawa, przez co byłyśmy zagubione. Kiedy zrozumiałyśmy, że nie ma się czego bać, złapałyśmy odpowiedni rytm, co przyniosło skutek w postaci zwycięstwa.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*