Natasza Górnicka: Naszym problemem jest nastawienie mentalne

Biuro Prasowe GKS Górnik Łęczna (piłka nożna kobieca) tekst , zdjęcie archiwalne

Nasza drużyna w starciu 11. kolejki Ekstraligi zremisowała 1:1 z TME UKS SMS Łódź. Dla zielono-czarnych był to trzeci remis, a piąta strata punktów w tym sezonie. – Oczekiwania wobec nas są ogromne, bo jesteśmy mistrzem Polski, zdobywcą Pucharu. Ale… nie da się przez całe życie utrzymywać na szczycie – mówi w rozmowie z klubowym portalem nasza kapitan, Natasza Górnicka.

Po meczu odetchnęłyście z ulgą czy raczej był to nerwowy oddech?

Patrząc na to, jak grałyśmy w pierwszej połowie, chyba powinnyśmy podziękować za jeden punkt. Z drugiej jednak strony, gdy pomyślę o drugiej połowie, bardzo boli mnie serce, że nie wykorzystałyśmy swoich sytuacji. Tak naprawdę mogłyśmy ten mecz wygrać.

Co się stało przy straconej bramce?

Zostawiłyśmy Paulinie Filipczak autostradę do nieba. Padła nam koncentracja, każda z nas myślała, że ktoś inny przejmie pilnowanie tej zawodniczki. To było nieporozumienie, błąd. I tyle.

Chyba też brak komunikacji.

Wydaje mi się, że źle oceniłyśmy sytuację. Tak naprawdę byłyśmy we trzy i powinnyśmy sobie poradzić, ale brak komunikacji sprawił, ze skończyło się bramką dla SMS.

Powiedziałaś o fatalnej pierwszej połowie. Miało na nią wpływ zmęczenie po środowym meczu kwalifikacji do Ligi Mistrzyń?

Wyszłyśmy na boisko naładowane energią. Nie brakowało nam motywacji, chęci do walki. Uważam, że nie potrzebujemy dodatkowej jakości, bo tej mamy w drużynie naprawdę dużo. Może potrzebujemy psychologa, bo naszym problemem jest nastawienie mentalne. Umiejętności są na wysokim poziomie, ale chyba ostatnio o tym zapominamy.

O mentalu była już mowa przed meczem z Chorwatkami. Dlaczego jest on na takim poziomie?

Gdybyśmy wiedziały, to potrafiłybyśmy to naprawić. A nam takie sytuacje powtarzają się cały czas. Nie mam zielonego pojęcia, co się dzieje. Każdy mówi, że ze Splitem zagrałyśmy super mecz. Owszem, był niezły, ale w drugiej połowie, bo w pierwszej to możemy tylko dziękować Bogu za to, że nie straciłyśmy bramki. Inaczej byłybyśmy w sytuacji bez wyjścia.

W drugiej połowie meczu w Łodzi wasza gra wyglądała znacznie lepiej. Jakie słowa padły w przerwie?

Powiedziałyśmy sobie, że mamy jeszcze sporo czasu, że możemy ten mecz wygrać. Nie byłyśmy zdenerwowane, czy wkurzone. Wiedziałyśmy, że musimy grać to, co potrafimy, a nie wymyślać nie wiadomo co. To zadziałało, ale koniec końców nie starczyło nam czasu, by zdobyć trzy punkty. Zabrakło też precyzji przy finalizacji akcji.

W Górniku grasz od siedmiu lat. Ten rok wydaje się być jednak wyjątkowo trudny. Rzeczywiście tak jest?

Przez siedem lat były różne momenty, raz lepsze, raz gorsze. Nie jest tak, że teraz mamy wielki kryzys. Podejrzewam, że 2/3 drużyn Ekstraligi, będąc na naszym miejscu, byłoby zadowolonych. Oczywiście, oczekiwania wobec nas są ogromne, bo jesteśmy mistrzem Polski, zdobywcą Pucharu. Ale… jak długo można być na topie? Nie da się przez całe życie utrzymywać na szczycie. Serce boli, że nam się nie udaje, ale to nie koniec świata. Mamy jeszcze całą rundę, Ligę Mistrzyń. Wszyscy nas skreślają, ale to ich sprawa – nie mam do nikogo pretensji, ale trzeba pamiętać, że jesteśmy tylko drużyną, a nie jakimś hegemonem. Wiecznie każdy mówi, że Górnik musi wygrać. Ale dlaczego? Chcemy wygrać, ale druga drużyna też ma ambicje, też dąży do trzech punktów. To nie jest takie proste, jak się wszystkim wydaje.

Do rozegrania w Ekstralidze w tym roku został wam jeden zaległy mecz. Przerwa od tych rozgrywek może na was dobrze wpłynąć?

Chyba nie myślimy w takich kategoriach. Nie patrzymy też na tabelę – zrobimy to pod koniec maja i wtedy przyjdzie pora na ocenę, rozliczenia, wnioski. Do tego czasu może wydarzyć się mnóstwo rzeczy i trzeba zachować spokój. Jak już powiedziałam, bardzo nas boli to, że co jakiś czas się potykamy, ale musimy nadal robić swoje i zachowywać chłodną głowę. Nie wszystko w życiu wychodzi za każdym razem idealnie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*