Wygrywamy z Olimpią! Anna Zając: Cierpienie z tego samego powodu, cementuje zespół.

Biuro Prasowe GKS Górnik Łęczna (piłka nożna kobieca) tekst , zdjęcie archiwalne

W zaległym meczu 10. kolejki Ekstraligi nasz zespół pokonał Olimpię Szczecin 4:3. Bramka na wagę zwycięstwa padła w ósmej minucie doliczonego czasu gry!

– Olimpia zawsze najlepsze mecze rozgrywała z zespołami z góry tabeli. To młoda drużyna, której ambicją będzie na pewno sprawienie niespodzianki – podkreślała przed niedzielną potyczką nasza pomocniczka i była zawodniczka zespołu ze Szczecina, Roksana Ratajczyk.

W składzie zielono-czarnych, względem meczu z Apollonem Ladies, zaszła jedna zmiana. Do jedenastki wróciła bowiem Natasza Górnicka, a na ławce usiadła Marcjanna Zawadzka.

Nasze zawodniczki spotkanie mogły rozpocząć fantastycznie, gdyż już w ciągu pierwszych 10 minut miały dwie świetne okazje do objęcia prowadzenia. W obu przypadkach jednak górą była bramkarka Olimpii, Natalia Piątek. Rywalki pierwszą groźną sytuację stworzyły sobie po kwadransie gry. Anna Palińska nie miała jednak problemu z obroną tego strzału. Musiała jednak skapitulować chwilę później, kiedy pozostawiona w polu karnym Weronika Szymaszek strzałem po ziemi wpakowała piłkę do siatki.

Na tym etapie to Olimpia przejęła inicjatywę. Zielono-czarne w 30. minucie znów doszły do głosu i przeprowadziły ładną akcję lewą stroną boiska, której jednak nie miał kto wykończyć. Chwilę później sam na sam z bramkarką szczecinianek stanęła Ewelina Kamczyk, ale i tym razem Natalia Piątek zaliczyła dobrą interwencję. Ta niewykorzystana sytuacja mogła zemścić się bardzo szybko, bowiem w 35. minucie nasz zespół musiała ratować Anna Palińska.

Niespełna cztery minuty później wreszcie udało nam się doprowadzić do wyrównania, a pięknym uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego popisała się Ewelina Kamczyk. Kilkanaście sekund później mogło być już 2:1, ale i tym razem zabrakło precyzji przy finalizacji. Ostatecznie więc do szatni zeszliśmy, remisując 1:1.

Druga połowa zaczęła się dla nas bardzo źle. Już w 49. minucie po stałym fragmencie gry dla Olimpii piłkę do własnej siatki skierowała Małgorzata Grec i znów musieliśmy gonić wynik. Pogoń po raz kolejny się udała, ale na bramkę musieliśmy poczekać aż do 64. minuty, kiedy jeden na jeden z bramkarką Olimpii wyszła Nikola Karczewska, nie dając tym samym Natalii Piątek żadnych szans na skuteczną interwencję.

Gol dodał naszej drużynie animuszu. Chwilę później z dystansu uderzać próbowała Małgorzata Grec, a następnie Nikola Karczewska. Obydwa strzały cudem wyciągnęła jednak Piątek.

W 76. minucie Olimpia po raz trzeci w tym meczu wyszła na prowadzenie. Autorką gola była w tym przypadku Malwina Szczęśniak. Nasz zespół nie poddawał się do samego końca. Zaowocowało to trafieniem Agaty Guściory w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, na 4:3 dla naszej drużyny trafiła w 98. minucie Anna Zając, która wykorzystała dośrodkowanie z rzutu rożnego!

GKS Górnik Łęczna – MKS Olimpia Szczecin 4:3 (1:1)

Bramki: Kamczyk 39’, Karczewska 64’, Guściora 90’+3, Zając 90’+8 – Szymaszek 18’, Grec 49’ (gol samobójczy), Szczęśniak 76′.

Górnik: Palińska – Dyguś, Górnicka, Guściora, Zając, Siwińska, Grec, Rapacka (86 Niedbała), Zdunek (64 Głąb), Kamczyk, Karczewska. Trener: Piotr Mazurkiewicz.

Olimpia: Piątek – Brodzik, Witczak, Grosicka, Szymaszek, Bińkowska, Bohm, Michalczyk, Brzozowska, Radochońska, Kędzierska. Trener: Adam Gołubowski.

Sędziowała: Anna Adamska.

Anna Zając: Cierpienie z tego samego powodu, cementuje zespół

Po meczu z Olimpią Szczecin porozmawialiśmy z autorką gola na 4:3, którego zdobyła w ósmej minucie doliczonego czasu gry, Anną Zając.

Zwycięski gol w meczu z Olimpią był Twoim pierwszym w barwach Górnika. Smakował wyjątkowo?

Po takiej grze, trudno, by smakował wyjątkowo. Oczywiście jednak cieszę się, że udało mi się zdobyć tak ważną bramkę. Gdybym nie odnalazła się w polu karnym, gdyby mnie w nim nie było, mogłoby się skończyć remisem i pozostałby spory niedosyt, bo jednak w tym meczu przeważałyśmy. Wiele do życzenia pozostawiała natomiast skuteczność.

Skuteczność, ale i gra w obronie. Trzy bramki stracone, a Olimpia kilka razy także się pomyliła.

Myślę, że przy straconych golach zawinił cały zespół, każda z nas mogła zachować się lepiej. Trudno po takim meczu jak z Apollonem, w którym wszystkie dałyśmy z siebie 150 procent i, mówiąc kolokwialnie, „wyprułyśmy się” całkowicie, po trzech dniach znów dać z siebie tyle samo. Takie spotkania wykańczają zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Nie chodzi nawet o zmęczenie, bo jesteśmy dobrze przygotowane do sezonu. Miałyśmy jednak problem, by wejść na takie same obroty, jak w środę.

Było widać, że miałyście po prostu mniej energii.

Tak jak mówię, byłyśmy zmęczone, ale dla nas nie jest to żaden argument. Nie zamierzamy się w ten sposób usprawiedliwiać. Wymaga się od nas tego, byśmy były w stanie grać mecze co trzy dni. Faktycznie jednak każda z nas czuła się nieco gorzej, nogi nie chciały nieść tak, jak chociażby w środę. Ważne, że mimo to potrafiłyśmy walczyć do końca i pokazałyśmy charakter. Dopisało nam także szczęście, ale ono również jest w piłce ważne.

To był drugi mecz z rzędu, który wygrałyście dzięki bramkom w końcówce. Walka do ostatnich minut to coś, czego nie można wam odmówić.

Kluczowe jest podejście mentalne. Gdy drużyna rezygnuje, nie ma już nadziei, widać i czuć to na boisku. Przekłada się to na pozostałe zawodniczki. W naszym przypadku chyba każda z nas czuła dziś, że musimy i możemy ten mecz wygrać. Tuż przed golem na 4:3 także miałyśmy rzut rożny i piłka odbiła się od poprzeczki. Wtedy poczułyśmy, że w końcu „musi wejść”. Uważam, że udało nam się stworzyć zgrany zespół, co teraz owocuje. Właśnie tego brakowało nam na początku sezonu.

Spotkanie z Olimpią było ostatnim w tym roku meczem ligowym. Jak możesz podsumować całą rundę jesienną?

To był rollercoaster. Co prawda nie grałam w pierwszych meczach, bo leczyłam kontuzję i wróciłam do drużyny akurat, gdy wyniki zaczynały być lepsze. Wiem jednak, że bardzo dużo kosztowało nas to, byśmy teraz mogły się cieszyć i mówić, że na boisku pokazujemy charakter. Początkowo nam go brakowało. Nie widzę wielkiej różnicy w naszej grze na początku sezonu i teraz. Różnica zaszła w podejściu mentalnym, tym, że uwierzyłyśmy, że można.

Paradoksalnie, w lidze, w której wszyscy uważają was za faworyta, idzie wam gorzej, a w Lidze Mistrzyń, gdzie nikt nie wymagał od was wielkich sukcesów, awansowałyście do fazy pucharowej.

Może właśnie to nas napędza? Fakt, że mało kto wierzył, że uda nam się wejść do 1/16, że nikt od nas niczego nie oczekiwał. My wiedziałyśmy, że możemy. Odcięłyśmy się kompletnie od krytyki, jaka spadła na nas po słabym początku sezonu. Gdy uznałyśmy, że w lidze gorzej już być nie może i musimy po prostu walczyć, zeszła z nas cała presja. Zjednoczyłyśmy się, by podnieść się po tym, jak wszyscy w nas zwątpili. Paradoksalnie, cierpienie z tego samego powodu, cementuje zespół. Doświadczyłyśmy tego także ostatnio, gdy dostawałyśmy wyniki testów na koronawirusa. W pierwszym meczu kwalifikacji do Ligi Mistrzyń kilka z nas nie mogło zagrać, w drugim także. Może ta świadomość, że mogło to dotknąć każdą z nas, zmotywowała nas do walki za te nieobecne.

Losowanie 1/16 finału Ligi Mistrzyń już we wtorek. Jest drużyna, z którą jakoś szczególnie chciałabyś się zmierzyć?

Nie. Nie zwracam uwagi na nazwiska. Jeśli wylosujemy kogoś znacznie silniejszego od nas i nie damy mu rady – trudno. Jeśli jednak trafimy na zespół o podobnych umiejętnościach do naszych, damy z siebie wszystko, by awansować i zrobić kolejny historyczny krok.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*