Vardar pokonany po raz drugi! M. Kornecki: Zależało mi na tym meczu

Biuro Prasowe Łomża Vive Kielce tekst Maciej Szarek i Magda Pluszewska  , zdjęcie archiwalne

Łomża Vive Kielce drugi raz na przestrzeni tygodnia pokonała HC Vardar 1961 (36:29)! W meczu 8. serii gier Ligi Mistrzów, wybranym spotkaniem kolejki, kielczanie jeszcze przed przerwą wypracowali sobie solidną zaliczkę (18:12), głównie dzięki znakomitej grze duetu Mateusz Kornecki – Arkadiusz Moryto. Po zmianie stron żółto-biało-niebiescy spokojnie utrzymali prowadzenie.

Łomża Vive Kielce – HC Vardar 1961 36:29 (18:12)

Łomża Vive Kielce: Kornecki, Wolff – Vujović, Olejniczak 2, Sićko 2, A. Dujshebaev 7, Tournat 5, Lijewski 1, Kulesh 2, Moryto 7, Surgiel, Fernandez 2, D. Dujshebaev 1, Gębala 4, Karalek 3

HC Vardar 1961: Cantegrel, Ristovski – Walczak 1, Stoilov 4, Dimitrioski, Georgievski, Dissinger 4, Jotić 6, Kalarash 1, Gadza 1, Cupić 4, Taleski, Dibirov 7, Vuijn 1, Vekić, Mishevski

Pierwsza siódemka: Kornecki – Fernandez, Kulesh, A. Dujshebaev, Vujović, Moryto, Tournat

Mistrzowie Polski w starciu z Macedończykami liczyli na powtórkę z ubiegłego tygodnia i ponowne zwycięstwo nad obrońcami tytułu Ligi Mistrzów. Choć wszyscy podkreślali, że nie ma dwóch takich samych meczów, po wygranej w Skopje (33:29) apetyty w zespole Łomża Vive Kielce były duże. Do rewanżu kielczanie przystąpili bez Igora Karacica oraz Sigvaldiego Gudjonssona, ale za to z Cezarym Surgielem. W bramce Miłosza Wałacha zastąpił ponadto Mateusz Kornecki. Rywale zjawili się w identycznym składzie, co w ubiegły czwartek.

Vardar po raz kolejny udowodnił, że posiada patent na piorunujące otwarcia. Worek z bramkami rozwiązał Stojanche Stoilov, a po prawdziwej bombie zza 9-tego metra posłanej przez Christiana Dissingera Macedończycy prowadzili 5:2 w 7. minucie meczu. Początkowy fragment wydawał się niemal kopią skopijskiego starcia.

Na szczęście zawodnicy Łomża Vive Kielce na szturm rywali zareagowali równie skutecznie, co przed tygodniem. Mistrzowie Polski po chwili odwdzięczyli się serią trzech trafień z rzędu i po 120 sekundach na tablicy wyników znów widniał remis (5:5). Kolejne minuty upływały już pod znakiem gry bramka za bramkę. Kielczanie starali się bardzo szybko wznawiać grę i wykorzystywać wolne powroty do obrony Stoilova, Vardar chętnie wykorzystywał zaś swoich skrzydłowych. Po niemal kwadransie gry podopieczni Talanta Dujshebaeva zdołali wreszcie przełamać gości i dzięki bramce Alexa Dujshebaeva wyszli na pierwsze w meczu prowadzenie (9:8, 14. min.).

Na parkiecie oglądaliśmy wiele ładnych akcji, nie brakowało też walki, wydaje się, że mecz był ciut przyjemniejszy dla oka niż ten z poprzedniej kolejki. Odkąd Łomża Vive Kielce przejęła pałeczkę lidera, to gospodarze występowali teraz w roli uciekinierów. I trzeba przyznać, że wywiązali się z tego zadania znakomicie. Między 18. a 23. minutą kielczanie zanotowali pięć trafień bez odpowiedzi rywali (15:10). Bezbłędny z rzutów karnych oraz w kontratakach był Arkadiusz Moryto, który tylko w trakcie pierwszego pół godziny trafił aż siedem razy. Świetnie w bramce prezentował się także Mateusz Kornecki, który pierwszą partię zakończył z ponad 40-procentową skutecznością obron. W efekcie jeszcze przed przerwą Łomża Vive Kielce do swojej przewagi dołożyła jedno “oczko” (18:12).

Po powrocie do gry Mistrzowie Polski skoncentrowali się na utrzymaniu wypracowanej zaliczki. Po stronie gości z drugiej linii zaskoczyć starali się Christian Dissinger oraz Lovro Jotić, ale ich próby udawały się ze zmiennym szczęściem dzięki twardej obronie żółto-biało-niebieskich. Sposób na gospodarzy wydawał się mieć jedynie Timur Dibirov. Łomża Vive Kielce utrzymywała stabilny poziom i konsekwentnie wykorzystywała swoje szanse, w pierwszym kwadransie po zmianie stron nie dając zbliżyć się przeciwnikom na mniej niż cztery gole.

Dalej życie Vararowi uprzykrzał w bramce Kornecki, w ataku każdą piłkę na trafienie zamieniał Nicolas Tournat, jak zawsze groźny był Alex Dujshebaev. Wobec pokaźnej zaliczki na parkiecie pojawili się także młodzi Cezary Surgiel oraz Michał Olejniczak. W ofensywie szansę dostał Tomasz Gębala. Łomża Vive Kielce nie miała żadnych problemów, by w trakcie drugiej połowy utrzymać wysokie prowadzenie i pewnie zwyciężyć 36:29. Zawodnikiem meczu wybrano Arkadiusza Moryto.

Zadanie wykonane! Drugi mecz z HC Vardar 1961 w fazie grupowej Ligi Mistrzów wygrany. Tym razem kielczanie pokonali rywali w Hali Legionów 36:29, od początku kontrolując spotkanie i nie pozwalając sobie na przestoje takie, jak na wyjeździe. “Moi zawodnicy pokazali ogromny szacunek do rywala” – komentował trener Talant Dujshebaev na konferencji prasaowej.

ZAPIS KONFERENCJI PRASOWEJ PO MECZU ŁOMŻA VIVE KIELCE – HC VARDAR 1961 (36:29)

T. Dujshebaev: Vardar to wciąż aktualny zwycięzca Ligi Mistrzów

Talant Dujshebaev, trener Łomża Vive Kielce: Bardzo się cieszę z wyniku. Chcę podziękować moim zawodnikom za to, że pokazali ogromny respekt do przeciwnika przez sześćdziesiąt minut spotkania. Dla mnie Vardar to wciąż najlepsza drużyna w Europie, aktualny zwycięzca Ligi Mistrzów. Trudno jest grać przeciwko temu samemu zespołowi dwa razy z rzędu. Z powodu pandemii Vardar zagrał tylko cztery mecze w trzy miesiące i to dla nich też niełatwe. Mam nadzieję, że teraz będą już grali lepiej i lepiej.

Nicolas Tournat, obrotowy Łomża Vive Kielce: Widzieliśmy, że to będzie trudne spotkane. Mieliśmy duży szacunek do przeciwnika, graliśmy twardo w obronie przez cały mecz. Chcieliśmy dużo grać kontratakiem i to nam się udało. Bardzo cię cieszę ze zwycięstwa.

Stevce Alusevski, trener HC Vardar 1961: Gratulacje dla Łomża Vive Kielce i Talanta Dujshebaeva za kolejne zwycięstwo z naszą drużyną w tym tygodniu. Dobrze zaczęliśmy, ale mieliśmy problemy z szybkimi wnowieniami. Kielce wiedziały jak nas karać i dlatego prowadziły sześcioma bramkami do przerwy. W drugiej części spotkania ciężko nam było skonstruować atak wysokiej jakości. W obronie graliśmy bez energii, szczególnie jeden na jeden. Życzę kielczanom wszystkiego najlepszego w kolejnych meczach!

Patryk Walczak, obrotowy HC Vardar 1961: Gratulacje dla Kielc za zwycięstwo! Myślę, że dobrze zaczęliśmy piętnaście minut. Potem coś poszło źle, popełnialiśmy zbyt wiele prostych błędów, traciliśmy piłkę i wkładaliśmy w ręce kielczan możliwości przeprowadzania kontr. To główny aspekt, który przyczynił się do ich zwycięstwa.

W drugim spotkaniu z HC Vardar 1961 w fazie grupowej Ligi Mistrzów całe spotkanie w bramce rozegrał Mateusz Kornecki. Mati zanotował bardzo dobry występ, szczególnie w pierwszej połowie, w której bronił ze skutecznością 40%. „Chciałem udowodnić, że też potrafię grać na takim poziomie i bardzo zależało mi na tym meczu!” – komentował Mateusz Kornecki.

M. Kornecki: Zależało mi na tym meczu!

KOMENTARZE PO MECZU ŁOMŻA VIVE KIELCE – HC VARDAR 1961 (36:29)

Mateusz Kornecki, bramkarz Łomża Vive Kielce: Po pierwszym meczu w Skopje na odprawie trener powiedział mi, że jeśli wszystko będzie dobrze, będę grał od początku sześćdziesiąt minut. Miałem dużo czasu, by przygotować się mentalnie do tego meczu. W tym sezonie nie miałem dużo czasu na parkiecie w Lidze Mistrzów, dlatego początek był niemrawy w moim wykonaniu. Potem już presja ze mnie zeszła. Mecze, które do tej pory grał Andreas Wolff, nie dawały powodu, by zmieniać bramkarza. Chciałem mimo wszystko udowodnić, że też potrafię grać na takim poziomie i bardzo zależało mi na tym meczu! Byliśmy dobrze przygotowani do tego spotkania. W drugiej połowie duży problem sprawiła nam gra siedmiu na sześciu. To problem dla bramkarza, bo obrona gra bardziej płasko i tak samo było w Skopje. Ja chcę się dalej rozwijać i mierzyć najlepszymi zawodnikami.

Uladzislau Kulesh, rozgrywający Łomża Vive Kielce: Ten mecz był trochę trudniejszy. Trener w szatni powiedział w szatni, że zawsze bardzo trudno jest grać dwa spotkania z jednym przeciwnikiem. Powiedział też, że w Skopje bardzo źle graliśmy taktycznie i popełniliśmy wiele błędów w obronie. W trakcie ostatnich treningów więcej skupiliśmy się więc na ataku i to przyniosło skutki. W domu zawsze gra się łatwiej, z tym związana była przewaga aż siedmiu bramek. Mecz rozpoczęliśmy na dużych emocjach, wszystkim zależało na tym, by jak najszybciej uzyskać kilkubramkową przewagę. Gdy już nam się to udało, wszyscy uspokoiliśmy się. Mati w bramce bardzo nam dzisiaj pomógł i wielkie dzięki dla niego. On zawsze na treningach pokazuje nam, że jest w dobrej formie, a dzisiaj pokazał to także w meczu. To, że zagrał świetnie, nie było dla nas niespodzianką. Zawsze można na niego liczyć. Ja czuję się coraz lepiej. Trudno wracać do gry po okresie półtora miesiąca, ale jest dobrze.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*