Czwartkowe emocje w EBL za nami

Biuro Prasowe Energa Basket Liga tekst , zdjęcia Andrzej Romański/EBL

Udana pogoń Asseco Arki, wygrana z MKS

Osłabiona Asseco Arka Gdynia w drugiej połowie musiała gonić wynik, ale ostatecznie pokonała MKS Dąbrowa Górnicza 85:76 w zaległym spotkaniu 9. kolejki Energa Basket Ligi.

Dąbrowianie zdecydowanie lepiej weszli w to spotkanie – dzięki świetnej serii 14:0 i dobrej grze Andy’ego Mazurczaka oraz Milivoje Mijovicia prowadzili już nawet 16:4. Reagowali na to Mateusz Kaszowski oraz Wojciech Czerlonko, ale sytuacja Asseco Arki nie była łatwa. W MKS zadebiutował Malcolm Rhett i od razu pokazał swoje możliwości ofensywne – dzięki niemu po 10 minutach było 23:15. Akcje Przemysława Żołnierewicza i Filipa Dylewicza na początku drugiej kwarty zbliżyły gospodarzy na zaledwie cztery punkty. Czym odpowiedziała ekipa trenera Alessandro Magro? Serią 9:0, a nie do zatrzymania był Rhett. Po kolejnych trójkach Marka Piechowicza przyjezdni uciekali nawet na 16 punktów. Straty zmniejszali jeszcze Witliński oraz Żołnierewicz, ale pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 46:38.

W trzeciej kwarcie świetnie prezentował się Filip Dylewicz – najpierw dzięki jego rzutom Asseco Arka zbliżyła się na punkt, a po kolejnej trójce doprowadziła nawet do remisu. Gospodarze wychodzili na prowadzenie po akcji Bartłomieja Wołoszyna, a sam mecz był zdecydowanie bardziej wyrównany. Rzut z dystansu Marcina Malczyka sprawił, że po 30 minutach było 69:63 dla ekipy trenera Przemysława Frasunkiewicza. Mała seria 7:0 i kolejna trójka Wołoszyna dały nawet 11 punktów przewagi gospodarzom na początku czwartej kwarty. To pozwoliło im też kontrolować sytuację na parkiecie, a naprawdę dobry mecz ciągle rozgrywał Witliński. Ostatecznie Asseco Arka zwyciężyła 85:76.

Najlepszym graczem gospodarzy był Przemysław Żołnierewicz z 19 punktami, 6 zbiórkami i 3 asystami. Lee Moore zdobył dla gości 16 punktów, 16 asyst i 6 zbiórek.

Mistrzowie lepsi od Pszczółki Startu

Mistrzowie Energa Basket Ligi, Zastal Enea BC Zielona Góra, pokonali srebrnych medalistów poprzedniego sezonu, Pszczółkę Start Lublin, 90:75 w spotkaniu 15. kolejki Energa Basket Ligi.

Początek spotkania był dość wyrównany, ale dzięki Iffe Lundbergowi to Zastal Enea dość szybko uciekał na sześć punktów. Później swoje umiejętności w ataku pokazywali także Cecil Williams oraz Geoffrey Groselle, a to dawało gospodarzom sporo spokoju. Świetnie w końcówce tej części meczu spisywał się jednak Kamil Łączyński – dzięki jego trójce Pszczółka Start po 10 minutach przegrywała tylko 19:22. Ten sam zawodnik w drugiej kwarcie zbliżył lublinian na zaledwie punkt do rywali. Po chwili do remisu doprowadził Mateusz Dziemba, a na prowadzenie przyjezdnych wyprowadził Martins Laksa. Mecz się zdecydowanie wyrównał, ale później sytuację swojej drużyny poprawiał Lundberg. Akcja Marcela Ponitki ustawiła wynik po pierwszej połowie na 49:42.

W trzeciej kwarcie dzięki Richardowi oraz Groselle’owi zielonogórzanie uciekali znowu na dziewięć punktów. Pszczółka Start ciągle jednak potrafiła być blisko, bo skuteczność pokazywali zarówno Laksa, jak i Sharma. Zastal Enea nie chciał pozwolić na zbyt wiele. Kolejna indywidualna akcja Lundberga oznaczała, że po 30 minutach było już 66:56. W kolejnej części spotkania niewiele się zmieniało. Co prawda ekipa trenera Davida Dedka ciągle stawiała trudne warunki rywalom, ale nie potrafiła już doprowadzić chociażby do remisu. Ciale dobrze prezentował się za to Groselle, a swoje akcje kończył też Ponitka. Ostatecznie mistrzowie Polski 90:75.

W ekipie gospodarzy wyróżniał się Geoffrey Groselle z 24 punktami, 11 zbiórkami i 4 asystami. Martins Laksa rzucił 20 punktów dla gości.

Gliwiczanie pokonali Kinga

GTK Gliwice wygrało z Kingiem Szczecin 81:72 w rozegranym w czwartek zaległym spotkaniu 13. kolejki Energa Basket Ligi.

Na początku spotkania można było zauważyć lekką przewagę gości, ale do remisu szybko doprowadził Szymon Szewczyk, a Jordon Varnado dał gospodarzom prowadzenie. Mecz ciągle był jednak dość wyrównany, bo żadna z drużyn nie potrafiła zbudować większej przewagi. Ostatecznie trafienie Shannona Boguesa sprawiło, że po 10 minutach był remis – po 19. W drugiej kwarcie zespół trenera Matthiasa Zollnera budował przewagę, bo skuteczność pokazywali Szymański oraz Perkins. Po akcji 2+1 rozgrywającego z USA GTK miało nawet dziewięć punktów przewagi. Cleveland Melvin wraz z Mateuszem Zębskim starali się na to reagować, ale zabrakło wsparcia od pozostałych graczy. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 41:33.

Na początku trzeciej kwarty aktywny był Terry Henderson i mimo tego że Cleveland Melvin dość szybko odpowiadał, to gliwiczanie utrzymywali pewną przewagę. Dopiero późniejsze rzuty wolne Dustina Ware’a oraz Adama Łapety sprawiały, że ekipa trenera Łukasza Bieli zbliżała się na zaledwie punkt. Środkowy doprowadził później nawet do remisu, ale po zagraniu Varnado po 30 minutach było 55:52. Kolejna część spotkania nadal była niezwykle zacięta. Seria siedmiu punktów z rzędu Kacpra Radwańskiego ustawiała w lepszej sytuacji ekipę z Gliwic. Po późniejszej akcji Daniela Gołębiowskiego prowadzenie gospodarzy wzrosło nawet do 12 punktów. Ostatecznie GTK zwyciężyło 81:72.

Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Josh Perkins z 21 punktami, 3 zbiórkami i 3 asystami. W ekipie gości wyróżniał się Adam Łapeta z 16 punktami i 11 zbiórkami.

Radić i Almeida świetni, Anwil ogrywa WKS Śląsk

“Święta wojna” dla Anwilu! Zespół z Włocławka pokonał WKS Śląsk Wrocław 93:78 w zaległym spotkaniu 4. kolejki Energa Basket Ligi.

Spotkanie trochę lepiej rozpoczęli goście, którzy po akcjach Ivana Ramljaka i Michała Gabińskiego prowadzili 10:5. Anwil, a szczególnie Ivica Radić, zaczął grać zdecydowanie lepiej, szybko odrobił straty, a po kolejnej akcji Chorwata miał sześć punktów przewagi. “Przebudził się” jednak Aleksander Dziewa, który był coraz bardziej skuteczny, a po trafieniu Ramljaka po 10 minutach było 23:21 dla przyjezdnych. W drugiej kwarcie WKS Śląsk miał już sześć punktów przewagi, ale włocławianie odpowiedzieli serią 7:0 i zdobyli przewagę. To nie robiło większego wrażenia na ekipie trenera Olivera Vidina. Bardzo ważne rzuty trafiał Kyle Gibson, a dzięki rzutom wolnym Strahinji Jovanovicia pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 49:41 na korzyść przyjezdnych.

Anwil w trzecią kwartę wszedł z nową energią. Nie do zatrzymania był Ivica Radić i to dzięki jego kolejnemu trafieniu włocławianie wyszli na prowadzenie! Niemoc WKS Śląska przełamał Kyle Gibson, ale nie pomagało to drużynie w dłuższej perspektywie. Dzięki trójkom Ivana Almeidy i Przemysława Zamojskiego po 30 minutach to gospodarze prowadzili 63:59. W kolejnej części spotkania drużyna z Wrocławia ciągle starała się być blisko, a po rzutach wolnych Dziewy przegrywała zaledwie punktem. Radić i Almeida rozgrywali jednak rewelacyjne spotkanie, a dzięki nim gospodarze uciekali na dziesięć punktów. Na to przyjezdni nie byli już w stanie zareagować. Ostatecznie Anwil zwyciężył 93:78.

Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Ivica Radić, który zdobył 24 punkty, 11 zbiórek i 3 asysty. W ekipie gości wyróżniał się Aleksander Dziewa z 16 punktami i 8 zbiórkami.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*