Cenne zwycięstwo legionistów. Warszawianie lepsi od Kinga Szczecin

Biuro Prasowe Legia Warszawa sekcja Koszykówki tekst Radosław Kaczmarski, zdjęcia Marcin Bodziachowski/legiakoszcom

Bez swojego dotychczasowego lidera, Justina Bibbinsa do meczu z Kingiem Szczecin przystępowali koszykarze Legii Warszawa. Rywale stołecznego zespołu także mierzyli się z nowym dla siebie wyzwaniem – mecze w roli gospodarza muszą rozgrywać w hali OSiR Stargard, ponieważ szczecińska hala zmieniła się w tymczasowy szpital dla chorych dotkniętych koronawirusem.

W szeregach warszawskiej drużyny zadebiutował nowy rozgrywający – Lester Medford Jr, który rozpoczął spotkanie w pierwszej piątce. Trener Wojciech Kamiński postawił również na Jamela Morrisa, Grzegorza Kamińskiego, Grzegorza Kulkę i Dariusza Wykę. Oba zespoły zaczęły od kilku nieudanych akcji. W końcu punkty zdobyli gospodarze, ale legioniści szybko odpowiedzieli trafieniami Jamela Morrisa. Po wsadzie Adama Łapety King prowadził 10:6, do końca pierwszej kwarty nieznaczna przewaga szczecinian utrzymała się i to właśnie oni prowadzili po premierowej części spotkania 20:18.

Oba zespołu nie ustrzegały się błędów, niewiele lepiej od warszawian na parkiecie radzili sobie podopieczni trenera Łukasza Bieli. Skuteczne rzuty Mateusza Zębskiego pozwoliły jego zespołowi prowadzić 26:22. Straty  zniwelowali Nickolas Neal i Lester Medford Jr i po kilku chwilach tablica wyników pokazywała remis. Bardzo dobrze w swoim debiucie spisywał się amerykański rozgrywający, to on dzięki celnemu rzutowi za trzy punkty wyprowadził Legię na prowadzenie. Wówczas to stołeczny zespołu przejął inicjatywę i nadawał ton rywalizacji w ostatnich minutach pierwszej kwarty spotkania. Na trafienie zza łuku autorstwa Jakuba Schenka w ostatnich sekundach drugiej kwarty odpowiedzi celnym rzutem spod kosza Lester Medford Jr czym ustalił wynik pierwszej połowy starcia, którą nieznacznie, 37:36 wygrał King Szczecin.

Tuż po rozpoczęciu trzeciej kwarty Zieloni Kanonierzy wyszli na prowadzenie, ale King nie zamierzał ustępować pola rywalowi. Zacięta walka punkt za punkt dawała gwarancję sporych emocji. Trzy minuty przed końcem tej części gry warszawianie mieli okazję na zbudowanie nieco wyższej przewagi, ale King szybko odrobił pięciopunktową stratę za sprawą celnego rzutu za trzy Mateusza Zębskiego i nieomylnego na linii rzutów wolnych Thomasa Daviesa. Końcówka kwarty należała jednak do Zielonych Kanonierów, którzy odzyskali przewagę i przed decydującą częścią meczu prowadzili 53:48.

Warszawianie zaczęli od udanych akcji Lestera Medforda i Nickolasa Neala. Drużyna trenera Wojciecha Kamińskiego zyskała więcej pewności siebie i raz po raz zatrzymywała akcje rywali. Niemoc strzelecka obu zespołów przełamał rzutem zza łuku Grzegorz Kamiński – Legia prowadziła 61:54 na sześć minut przed końcem meczu. Straty starali się zmniejszać Jakub Schenk i Cleveland Melvin, a pomogło im w tym przewinienie niesportowe popełnione przez Jamela Morrisa. Szczecinianie wciąż jednak pozostawali krok za Legią, a Jamel Morris wkrótce odkupił swoje winy zdobywając cenne punkty w kontrze. Warszawianie przypieczętowali sukces w postaci kolejnej wygranej dzięki mądrze rozegranej końcówce spotkania, która zaprowadziła ich do triumfu 70:60.

Legioniści zakończyli pierwszą rundę sezonu zasadniczego Energa Basket Ligi na drugim miejscu w tabeli. Z bilansem 12 zwycięstw i 3 porażek ustępują miejsca tylko aktualnemu mistrzowi Polski, Zastalowi Enea BC Zielona Góra.

King Szczecin – Legia Warszawa 60:70 (20:18, 17:18, 11:17, 12:17)

King: Dominik Wilczek 11, Michael Fakuade 10, Mateusz Zębski 9, Jakub Schenk 8, Dustin Ware 6, Cleveland Melvin 6, Adam Łapeta 6, Thomas Davies 4, Mateusz Bartosz 0, Jakub Kobel -, Maciej Adamkiewicz -.

Trener: Łukasz Biela, as. Maciej Majcherek

Legia: Nickolas Neal 20, Lester Medford Jr 16, Jamel Morris 15, Dariusz Wyka 9, Grzegorz Kamiński 3, Adam Linowski 3, Grzegorz Kulka 2, Jakub Sadowski 2, Jakub Karolak 0, Przemysław Kuźkow 0.

Trener: Wojciech Kamiński, as. Krzysztof Szablowski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*