Duży krok do mistrzostwa! T. Gębala: Wykorzystaliśmy braki Płocka!

Biuro Prasowe Łomża Vive Kielce tekst Maciej Szarek i Magda Pluszewska , zdjęci Patryk Ptak

Łomża Vive Kielce pokonała Orlen Wisłę Płock w hicie 13. kolejki PGNiG Superligi 31:19 (14:12). Mistrzowie Polski rozegrali świetną drugą połowę, w trakcie której pozwolili rywalom na zaledwie siedem trafień. Trzy punkty zdobyte w Płocku znacznie przybliżyły kielczan do końcowego triumfu w lidze.

Orlen Wisła Płock – Łomża Vive Kielce 19:31 (12:14)

Orlen Wisła Płock: Stevanović (3/18=17%), Morawski (2/18=11%) – Dutra 6, Komarzewski 4, Serdio 3, Daszek 3, Mindegia 2, Mihić 1, Lemanowicz, Toto, Czapliński, Terzić, Stenmalm, Vejin.

Łomża Vive Kielce: Kornecki (4/11=36%), Wolff (13/24=54%) – Karalek 5, Fernandez 4, A. Dujshebaev 3, Moryto 3, Vujović 3, D. Dujshebaev 3, Gudjonsson 2, Lijewski 2, Gębala 2, Karacić 1, Olejniczak 1, Tournat 1, Kulesh 1, Sićko.

Pierwsza siódemka: Wolff – Fernandez, Sićko, Karacić, A. Dujshebaev, Moryto, Karalek

Pierwsza w tym sezonie “święta wojna” miała mieć ogromne znaczenie dla losów mistrzowskiego tytułu. Tak, choć mamy dopiero grudzień, Orlen Wisła Płock, po porażce na inaugurację ligi w Szczecinie, musiała zdobyć trzy punkty, by zniwelować straty do niepokonanej jak dotąd Łomża Vive Kielce i zachować szanse we własnych rękach, nie musząc liczyć na wpadki rywali. W sezonie 2020/21 sprawa Mistrzostwa Polski rozstrzygnie się bowiem po 26. kolejkach rundy zasadniczej, zrezygnowano z tradycyjnych play-offów.

Obie drużyny miały za sobą mniejsze lub większe problemy. Kielczanie do Płocka udali się tuż po dwutygodniowej kwarantannie i przerwie w treningach, gospodarze w trakcie sezonu także wielokrotnie trafiali na izolację, ale w ostatnim czasie utrzymywali stabilny rytm. Krzysztof Lijewski przed startem spotkania wskazał, że to właśnie zasadnicza różnica między zespołami, działająca na korzyść rywali. Ci jednak przystąpili do meczu osłabieni, w 14-osobowym składzie.

Łomża Vive Kielce była głodna gry i świetnie rozpoczęła spotkanie. Nie minęło 120 sekund, a dwiema paradami popisał się Andreas Wolff, kilka minut później “Andi” obronił także rzut karny egzekwowany przez Michała Daszka. Kapitan Mistrzów Polski rozegrał świetne zawody, utrzymując do końca meczu 54-procentową skuteczność obron!

Pod bramką Wisły szalał za to Artsem Karalek, autor trzech z sześciu premierowych trafień kielczan. Po naszej drużynie za nic nie było widać wybicia z meczowego rytmu. Efektem prowadzenie 6:3 po 10. minutach gry oraz 8:4 po kwadransie.

Co ciekawe, obaj trenerzy zdawali się mieć podobny pomysł na mecz. Drużyny rozpoczęły obroną w systemie 5-1, próbując ograniczyć wpływ na grę rozgrywających przeciwników, czyli Niko Mindegii z Wisły oraz Igora Karacica. Wykonanie było jednak o wiele skuteczniejsze po naszej stronie, dzięki czemu Nafciarze mieli bardzo duże problemy w ataku pozycyjnym.

Licznik gospodarzy z czasem zaczął bić coraz szybciej i to Orlen Wisła przejęła inicjatywę. Bez ustanku próbował chimeryczny Leo Dutra, najskuteczniejszy na parkiecie w trakcie pierwszego pół godziny, który na zdobycie pięciu bramek potrzebował aż 11 rzutów. Kilka asyst udało się także Mindegii. Łomża Vive Kielce nie odpuszczała jednak na krok, Mistrzowie Polski postawili też na bardziej kolektywną grę, bez wyraźnego lidera. Do przerwy przeciwnicy zredukowali jednak straty do dwóch “oczek” (12:14).

Obraz meczu zmienił się tuż po wyjściu z szatni. Podopieczni Talanta Dujshebaeva znacznie podkręcili tempo i potrzebowali zaledwie siedmiu minut, by odbudować czterobramkową przewagę sprzed zmiany stron. Na nic zdał się czas na żądanie trenera Xaviera Sabate, bo chwilę później kolejne trafienia dołożyli Artsem Karalek oraz Tomasz Gębala, dzięki czemu kielczanie zanotowali serię pięciu goli z rzędu i zyskali bezpieczną zaliczkę (20:13, 40 min.).

Był to decydujący fragment spotkania, bo gospodarze nie byli już w stanie skutecznie odpowiedzieć na szturm naszej drużyny. W 48. minucie, po bramce Alexa Dujshebaeva, różnica sięgnęła aż dziesięciu trafień (25:15). W 54. minucie Arkadiusz Moryto złamał tę granicę (28:17). Apogeum przewagi sięgnęło czternastu “oczek”. Dość powiedzieć, że w drugiej połowie Łomża Vive Kielce straciła tylko siedem bramek. Mistrzowie Polski zwyciężyli 31:19.

Wobec piątkowej porażki Azotów Puławy z Górnikiem Zabrze (20:21) kielczanie zostali samodzielnymi liderami PGNiG Superligi. Drudzy w tabeli puławianie mają stratę sześciu punktów oraz zaległy mecz do rozegrania. Wisła jest na 6. lokacie, 12 punktów za Łomża Vive Kielce, mając dwa spotkania mniej. Naszą drużynę do końca roku czekają jeszcze starcia z FC Porto w ramach Ligi Mistrzów (w czwartek, godz. 20.45) oraz ligowa potyczka z MMTS Kwidzyn (w sobotę o 17.00).

KOMENTARZE PO MECZU

Talant Dujshebaev, trener Łomża Vive Kielce: Oczywiście nie spodziewałem się tego, że ten mecz tak się ułoży. Mieliśmy dzisiaj dużo szczęścia, wszystkie zbiórki wychodziły na naszą korzyść. Andi zanotował bardzo mocny początek w bramce, pozwolił nam uwierzyć w siebie i spokojnie grać w ataku, później dobrze sprawował się też Mateusz Kornecki. Reszta ekipy również dobrze wypadła, ale tak to jest, że jeżeli bramkarze dobrze bronią, a do tego są zbiórki w obronie, to rywal nie ma dużo do powiedzenia. Musimy też podkreślić, że przyjechaliśmy dzisiaj do Płocka szesnastką, z której wszyscy grali. Płocczanie natomiast mieli do dyspozycji jedynie czternastkę, z tego dwóch, trzech to juniorzy. To też była jedna z naszych przewag i udało nam się ją wykorzystać. Granie całego meczu w dziewiątkę jest bardzo ciężkie. Dopóki sezon się nie skończy, nie możemy sobie pozwolić na świętowanie. Robiłem dzisiaj dużo rotacji – Tomek Gębala grał pięć, sześć minut, po czym zmieniał go Szymon Sićko, potem Vlad Kulesh. Pograli wszyscy w zależności od tego, jak się czują.

Andreas Wolff, kapitan Łomża Vive Kielce: Czuję się bardzo dobrze! Graliśmy z najlepszym rywalem w lidze! Było bardzo ciężko, ponieważ mieliśmy tylko dwa treningi przed tym spotkaniem i nie wiedzieliśmy, co tak naprawdę się wydarzy. Jestem bardzo zadowolony z postawy drużyny zarówno w ataku jak i w obronie. W drugiej połowie, po dziesięciu minutach prowadziliśmy chyba ośmioma trafieniami. Było super! Wygrać tak wysoko w Płocku to wspaniałe uczucie! Wciąż musimy bardzo uważać w tym sezonie, bo nie ma play-offów, a przed nami jeszcze chociażby starcia z Azotami Puławy czy rewanż z Płockiem. Nie wiemy, w jakiej będziemy sytuacji kadrowej, więc wszystko może się jeszcze zdarzyć.

Tomasz Gębala, rozgrywający Łomża Vive Kielce: Myślę, że możemy być zaskoczeni tym wynikiem. Brak kilku zawodników w Płocku był bardzo widoczny i sprawił, że po długiej, intensywnej walce w końcu opadli z sił. My bardzo dobrze to wykorzystaliśmy. My, mimo że trenowaliśmy mało ze sobą, byliśmy w stanie rotować składem i grać na pełnej intensywności. Myślę, że to przyniosło taki wynik. Ja jestem bardzo zmęczony i będę na pewno długo i twardo spał (śmiech)! To dobry prognostyk przed meczem z Porto, bo wszyscy pograliśmy, każdy wrócił do rytmu meczowego i to jest w tym momencie najważniejsze!

Michał Daszek, skrzydłowy Orlen Wisły Płock: Nie myślałem przed meczem, o tym jak on się ułoży. Myślałem o tym, żebyśmy wyszli i zagrali na 100% i tak też było – na dzisiaj to było nasze 100%. Pierwsza połowa była fajna, trzymaliśmy się wyniku. W przerwie powiedzieliśmy sobie w szatni, że jak będziemy tak kontynuować drugą, to będzie dobrze, ale chyba zabrakło nam sił. Myślę, że to, czy teraz gramy u siebie czy na wyjeździe, nie robi różnicy. Nie ma kibiców, a więc brakuje ósmego zawodnika, przyzwyczailiśmy się do tego, wiec nie miało to wpływu na przebieg dzisiejszego spotkania. Brakowało nam kilku kluczowych zawodników, co było widoczne przede wszystkim w obronie – m. in. Przemka Krajewskiego, który jest jej monumentem.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*