Młody stoper nie czuje zmęczenia po intensywnym okresie. "Nie narzekam na zdrowie"
Niedzielny mecz Lecha Poznań z Widzewem Łódź miał iście filmowy przebieg. Kolejorz szybko otworzył wynik spotkania, następnie podwyższył prowadzenie, ale gospodarzom na początku drugiej połowy udało się doprowadzić do wyrównania. Kiedy wydawało się już, że starcie to zakończy się remisem, w doliczonym czasie gry sędzia podyktował rzut karny dla Łodzian. Po analizie VAR decyzja została jednak cofnięta z powodu wcześniejszej pozycji spalonej jednego z piłkarzy Widzewa. Chwilę później komplet punktów przyjezdnym zapewnił Luis Palma, wykorzystując fatalny błąd bramkarza, Bartłomieja Drągowskiego.
Wojciech Mońka przyznał po końcowym gwizdku, że końcówka była wyjątkowo szalona, choć z perspektywy całego spotkania uważa zwycięstwo swojej drużyny za zasłużone.
- Tak, końcówka była naprawdę bardzo szalona, ale cieszymy się bardzo ze zwycięstwa i uważam też, że zasłużyliśmy na ten komplet punktów. W drugiej połowie przeciwnicy raczej nie stworzyli sobie za dużo sytuacji, my cały czas otrzymywaliśmy się przy piłce, cały czas próbowaliśmy kreować. Pewnie chcielibyśmy, żeby było to w trochę mniej dramatycznych okolicznościach, ale mimo wszystko cieszymy się bardzo ze zwycięstwa i z tego, jak to się potoczył - przyznał uradowany 19-latek.
Trudno było jednak przejść obojętnie obok faktu, że Lech roztrwonił dwubramkową przewagę. Mońka nie chciał tuż po końcowym gwizdku szukać jednej, konkretnej przyczyny, ale zapowiedział, że zespół dokładnie przeanalizuje ten fragment spotkania.
- No to już mi ciężko powiedzieć tak od razu po meczu, na pewno zwrócimy na to uwagę w tygodniu i staramy się wyciągnąć wnioski z tego, bo tak naprawdę w większości kontrolowaliśmy spotkanie i te dwie bramki nie były potrzebne, bo wprowadzają dużo dramaturgii, ale na pewno na przyszłość musimy na to uważać i cały czas trzymać bezpieczne prowadzenie, żeby takie sytuacje się nie powtarzały - odparł utalentowany stoper.
W meczu z Widzewem Poznaniacy szczególnie w pierwszej połowie częściej oddawali rywalom inicjatywę i ustawiali się niżej. Nie był to jednak przypadek. Jak tłumaczy Mońka, wynikało to bezpośrednio ze sposobu gry gospodarzy i przestrzeni, które pojawiały się za ich wysoko ustawionymi zawodnikami.
- Widzieliśmy, że jak idziemy wysoko, to Widzew często atakował nas za plecy, więc staraliśmy się zejść trochę niżej i wykorzystać kontrataki, przez to, że boczni obrońcy Widzewa często byli dosyć wysoko. Uważam, że całkiem nieźle to wychodziło - nie zawsze musimy pressować, bo czasami jak zabraknie sił, to warto się cofnąć trochę niżej i odpocząć, przez to później możemy wprowadzać jeszcze większą intensywność do naszej gry. Myślę więc, że to była zwykła mądrość zespołu, że zeszliśmy niżej - mówił Wojciech Mońka.
Dla Mońki spotkanie z Widzewem było kolejnym występem w bardzo intensywnym okresie. Obrońca Lecha Poznań może pochwalić się zdecydowanie największą liczbą rozegranych minut spośród wszystkich zawodników z pola, jakimi dysponuje trener Niels Frederiksen - w obecnych rozgrywkach ma już ich w nogach ponad 1000. Sam przyznaje jednak, że na brak sił na razie nie może narzekać.
- Jak widać mam, grałem więc mam i mam nadzieję, że będę mieć jeszcze bardzo dużo, bo tak naprawdę bardzo długi sezon przed nami. Na razie jest w porządku, nie narzekam na zdrowie i oby tak już zostało - przekonywał 19-letni stoper, pełniący kluczową funkcję w układance duńskiego szkoleniowca.
Maraton spotkań, w którym Kolejorz tkwi właściwie od miesiąca, nie kończy się, a wręcz dopiero zaczyna nabierać rozpędu. W czwartek Poznaniacy rozegrają zaległe domowe spotkanie z Jagiellonią Białystok, a już w przyszłą niedzielę przy Bułgarskiej zmierzą się z Rakowem Częstochowa. Później czeka ich wyjątkowo długa, bo trwająca aż tydzień, przerwa przed kolejnym ligowym meczem. Później rozpoczną się już jednak zmagania w fazie ligowej Ligi Europy, a na początek Lech uda się do Londynu na spotkanie z Crystal Palace.
- No tak, zgadza się, ten okres będzie bardzo intensywny, jedyny moment kiedy będziemy mogli troszeczkę odpocząć będzie za tydzień, bo chyba gramy z Górnikiem i później jest tydzień przerwy, coś z tego, co mi się wydaje, więc na pewno będziemy musieli to wykorzystać i do tej przerwy na kadrę liczymy na jak najwięcej zwycięstw, żeby cały czas być w walce o wszystkie trofea - mówił Wojciech Mońka.
Nie mogło zabraknąć również pytania o losowanie Ligi Europy. Lech poznał swoich rywali w fazie ligowej, a dla zawodników Kolejorza będzie to okazja do regularnej rywalizacji z zespołami z europejskiej czołówki. Mońka przyznał, że z perspektywy drużyny jest z losowania zadowolony. Widzi w nim również szansę na rozwój i pokazanie się na międzynarodowej scenie.
- Myślę, że jestem zadowolony z losowania. Wiadomo, że jak gramy w Lidze Europy, to chciałem grać ze wszystkimi najmocniejszymi zespołami, jednak losowanie bardzo dobre dla nas. Uważam, że jest dużo możliwości do pokazania się też na całą Europę i też dużo możliwości dla nas, żeby się rozwijać i grać z mocniejszymi rywalami niż na co dzień mamy okazję w Ekstraklasie - zakończył najlepszy obrońca minionego sezonu PKO BP Ekstraklasy.
Bohater Lecha Poznań zabrał głos po końcowym gwizdku. "Długo czekałem na ten moment"
Drugim z zawodników Kolejorza, który po końcowym gwizdku odpowiedział na pytania dziennikarzy, był Luis Palma. Honduranin, który pojawił się na boisku z ławki rezerwowych zapewnił Lechowi zwycięstwo, trafiając do siatki w doliczonym czasie gry. Po meczu nie ukrywał ogromnej radości i przyznał, że na ten moment czekał od początku sezonu.
- Jestem bardzo szczęśliwy - zarówno z powodu zwycięstwa drużyny, jak i tego, że udało mi się trafić do siatki. Strzelenie gola w ostatniej minucie zawsze jest czymś wyjątkowym, więc naprawdę bardzo się cieszę. Miałem już za sobą trzy mecze ligowe bez zdobytej bramki, więc długo czekałem na ten moment, na tego gola. Teraz będę dalej ciężko pracował każdego dnia z drużyną, żeby zdobywać więcej bramek i notować więcej asyst - cieszył się 26-letni skrzydłowy.
Palma został także zapytany, czy było to najbardziej emocjonujące trafienie w jego dotychczasowej karierze. Po chwili namysłu przyznał, gol zdobyty przeciwko Widzewowi zajmuje szczególne miejsce w jego prywatnym rankingu.
- Myślę, że tak. To był mój pierwszy gol strzelony w ostatniej minucie meczu. Ostatnim razem, kiedy graliśmy przeciwko Widzewowi, przegraliśmy 2:1, więc to trafienie jest dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowe. Nie, to nie był łatwy gol, ale strzelenie go w ostatniej minucie sprawiło, że jest naprawdę wyjątkowy, więc jestem bardzo szczęśliwy - mówił reprezentant Hondurasu.
Choć jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że po zakończeniu sezonu skrzydłowy wróci do Celtiku Glasgow, z którego został wypożyczony do Lecha Poznań, Kolejorz ostatecznie zdecydował się na aktywowanie zawartej w umowie ze Szkotami klauzuli wykupu Honduranina i sprowadził go na stałe, niemal dwukrotnie poprawiając przy tym swój rekord transferowy.
- Tak, ja też nie do końca się tego spodziewałem, ale Lech bardzo o mnie walczył, żeby sprowadzić mnie z Celtiku, i bardzo się z tego cieszę. Teraz chcę pokazać, dlaczego tutaj zostałem, i dawać z siebie wszystko - przyznał Luis Palma,
Na zakończenie rozmowy Palma, podobnie jak Mońka, odniósł się do losowania fazy ligowej Ligi Europy. Choć celem Poznaniaków była gra w Lidze Mistrzów, reprezentant Hondurasu z optymizmem patrzy na rywalizację z renomowanymi europejskimi klubami.
- Naszym pierwszym celem była gra w Lidze Mistrzów, ale teraz nie jest to już możliwe. Zagramy jednak w Lidze Europy, gdzie zmierzymy się z wielkimi klubami i bardzo mocnymi drużynami. Dla mnie to świetna grupa i naprawdę nie mogę się doczekać meczów z każdym z tych zespołów. Cieszę się, że zagramy z każdą z tych drużyn. Niektóre z nich prezentują poziom Ligi Mistrzów, więc będzie to dla nas świetne wyzwanie. Naprawdę nie mogę się doczekać, żeby pokazać, na co stać nasz zespół. To bardzo wysoki poziom - zakończył Honduranin.
Komentarze (0)