Kibice Lecha Poznań nie tak wyobrażali sobie początek występów w obecnym sezonie Ligi Europy. Mistrzowie Polski najpierw przegrali na wyjeździe z Crystal Palace 0:4, a następnie przed własną publicznością ulegli Bayerowi Leverkusen w identycznym stosunku. Nie zakładano na 100 proc., że Kolejorz sięgnie po punkty w starciu z wymienionymi przeciwnikami, ale bilans po takiej inauguracji stawia ich w bardzo trudnym położeniu przed dalszą grą o awans do fazy pucharowej.
Nie chodzi tylko o punkty. Lechowi może zaszkodzić bilans bramkowy
Oczywiście, to dopiero początek rozgrywek, dlatego nie można jeszcze przesądzać o końcowym rezultacie całej kampanii. Skala problemu jest jednak wyraźna, bo podopieczni Nielsa Frederiksena nie tylko przegrywają, lecz także nie potrafią znaleźć sposobu na zdobycie honorowej bramki.
A te będą kluczowe w końcowej tabeli, gdyż w przypadku równej liczby punktów, pod uwagę będzie brana różnica goli. Kilka zespołów w poprzednich dwóch kampaniach (odkąd funkcjonuje faza ligowa) przekonało się o tym, jak ważny jest bilans bramek. Dwa lata temu identyczną liczbę punktów (10) miało aż pięć drużyn, za to w fazie pucharowej czekały trzy miejsca. Z dalszej rywalizacji odpadła m.in. portugalska Braga, a sezon później taki los spotkał szwajcarski Young Boys Berno.
Lech Poznań na tle najgorszych. Nikt nie stracił aż tylu goli
Żadna z drużyn nie miała jednak tak słabego otwarcia. Brak punktów po dwóch kolejkach Ligi Europy nie jest niczym niespotykanym - w obecnej kampanii aż dziewięć drużyn spotkało się z tak kiepską inauguracją, w tym m.in. Olympique Marsylia. Różnica polega jednak na skali porażek.
W sezonie 2024/25, pierwszym rozegranym w nowym formacie fazy ligowej, wśród najgorzej rozpoczynających rozgrywki zespołów znalazły się m.in. Besiktas czy Dynamo Kijów. Turecka drużyna rozpoczęła rywalizację od porażki 0:4 z Ajaksem, zaś w drugim spotkaniu przegrała u siebie 1:3 z Eintrachtem Frankfurt. Po dwóch kolejkach miała więc zero punktów i bilans bramkowy 1:7 - na koniec nie awansowała do fazy pucharowej.
Jeszcze trudniejszy początek pod względem skuteczności zanotowało Dynamo Kijów. Ukraińcy najpierw przegrali z Lazio 0:3, a następnie ulegli Hoffenheim 0:2. Podobnie jak Lech nie zdobyli w tych meczach ani jednej bramki, ale stracili ich łącznie pięć, a nie osiem. Oni także musieli pogodzić się na koniec z brakiem awansu.
W ubiegłym sezonie dwa pierwsze mecze bez strzelonego gola przytrafiły się Salzburgowi oraz Feyenoordowi. Austriacy przegrali kolejno z FC Porto 0:1, a następnie ulegli Olympique Lyon 0:2. Drużyna z Holandii rozpoczęła natomiast od porażki 0:1 z Bragą, po której przegrała 0:2 z Aston Villą. To wyraźnie mniej dotkliwy rezultat niż w przypadku Lecha.
Mistrzowie Polski muszą szybko zareagować
Format fazy ligowej daje drużynom więcej okazji do poprawienia swojej sytuacji niż dawna faza grupowa. Przed Lechem pozostaje jeszcze sześć spotkań, a więc wystarczająco dużo czasu, by powalczyć o punkty i odbudować swoją pozycję. Terminarz nie był jednak łaskawy dla podopiecznych Nielsa Frederiksena. Po starciach z Crystal Palace i Bayerem Leverkusen czekają ich kolejne wymagające sprawdziany - domowe spotkanie z Sunderlandem oraz wyjazdowy mecz z Benficą.
Kolejorz musi zacząć punktować, jeśli chce zachować realne szanse na awans - według wyliczeń próg wejścia do fazy pucharowej to dziesięć "oczek". Musi jednak też mocno skorygować grę w defensywie lub nadrobić strzelonymi golami, gdyż kolejne tak wysokie porażki znacząco utrudnią kwestię gry w fazie pucharowej, nawet jeśli Lech odrobi punkty w starciach z niżej notowanymi rywalami.
Komentarze (0)