Świetna reakcja Lecha na ostrzeżenie w pierwszych fragmentach meczu
Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena od początku chcieli przejąć kontrolę nad spotkaniem, ale już w 6. minucie dostali pierwszy poważny sygnał ostrzegawczy. Po dośrodkowaniu Arne Frederiksberga w polu karnym Kolejorza najlepiej odnalazł się doświadczony Hallur Hansson. Zawodnik oddał strzał głową, po którym piłka zatrzymała się na słupku. Joel Pereira mógł w tej sytuacji odetchnąć z ulgą, bo to on odpowiadał za krycie pomocnika, którego brakowało KI w pierwszym meczu przy Bułgarskiej.
Mistrzowie Polski w zasadzie od początku świetnie wyglądali w momencie posiadania piłki. Sztuczna nawierzchnia nie sprawiała im problemów, a wręcz przeciwnie, pozwalała na dużo szybsze i bardziej efektowne granie. Mimo to, w pierwszym kwadransie Kolejorz rzadziej szukał wejść w pole karne, a częściej próbował odpowiadać strzałami z dystansu. Najpierw uderzał Pablo Rodriguez, a kilka minut później swoje uderzenie dołożył Patrik Walemark.
Lechici z każdą minutą coraz lepiej radzili sobie z porywami Farerów. Można powiedzieć, że już w zarodku dusili większość akcji gospodarzy i kwestią czasu było, kiedy przypieczętują swoją przewagę. Wreszcie pokazali, jak wiele mogą zyskać dzięki szybkiemu operowaniu piłką. Akcja bramkowa już od połowy boiska nabrała świetnej dynamiki, następnie Patrik Walemark doskonale wypatrzył w środku Mikaela Ishaka.
Kapitan Lecha bardzo dobrze przygotował sobie piłkę do strzału - na raty próbował pokonać bramkarza Klaksviku. Mark Jensen poradził sobie z jego uderzeniami, ale Allahyara Sayyadmanesha już nie powstrzymał. Irańczyk znalazł się tam, gdzie powinien - dopadł do piłki i z bliska skierował ją do siatki.
Najważniejsze, że po zdobyciu bramki Poznaniacy nie zamierzali się wycofać. Statystyki w pierwszej połowie znacząco przemawiały na korzyść Kolejorza. Lech miał aż 66 proc. posiadania piłki, a gospodarze momentami sprawiali wrażenie, jakby nie potrafili poruszać się po boisku. Udało im się zagrozić Lechowi przed przerwą, ale mistrzowie Polski zachowali czujność przy stałych fragmentach gry i mogli nawet w odpowiednim momencie wyprowadzić kolejny cios. Po bardzo dobrym kontrataku Luis Palma miał już piłkę na lewej nodze i huknął pod poprzeczkę, ale końcami palców odbił ją jeszcze Mark Jensen.
Pogrom w drugiej części meczu! Lech wykorzystał bezradność przeciwników
Po zmianie stron Lech nie mógł wymarzyć sobie lepszego scenariusza. Już po pięciu minutach od wznowienia gry zawodnicy trenera Frederiksena przeprowadzili świetną akcję, po której Pablo Rodriguez wypracował sobie miejsce do strzału i bardzo pewnie umieścił piłkę w siatce, powiększając przewagę.
Mistrzowie Polski z taką zaliczką pozwolili sobie na wycofanie gry na własną połowę i przekazanie inicjatywy gospodarzom. Lech chciał wykorzystać swój moment po odbiorze, ale musiał liczyć się z tym, że rywale też mogą stworzyć sobie dogodną okazję do zmniejszenia rozmiarów porażki. Kosztowny mógł być błąd przy wyprowadzeniu Mateusza Lisa. Na jego szczęście Pall Klettskard pomylił się z bliskiej odległości i kopnął piłkę odchodzącą od dalszego słupka.
Punktem kulminacyjnym tego meczu była akcja na początku ostatniego kwadransu. Patrik Walemark dośrodkował w pole karne, a tam poważny błąd przy wybiciu popełniła defensywa KI Klaksvik. Piłka spadła pod nogi Antoniego Kozubala, a ten miał czas, by ułożyć sobie ją do strzału, a następnie delikatnie skierował ją do siatki obok wychodzącego bramkarza. Lech postawił Farerom krzyżyk na awansie do następnej rundy, a gospodarzom pozostało już tylko przyglądać się jakości prezentowanej przez mistrza Polski.
Stać ich było jedynie na agresywne wejścia i wyładowanie swojej frustracji. A Lech? Wykorzystał rezygnację przeciwników i jeszcze przed końcem spotkania zadała dwa nokautujące ciosy. Najpierw Patrik Walemark znalazł prostopadłym podaniem Daniela Hakansa, a skrzydłowy w sytuacji sam na sam, z zimną krwią pokonał bramkarza Marka Jensena. W doliczonym czasie gry Szwed pozadrościł kolegom wpisania się na listę strzelców (sam tego dnia szukał swoich okazji) i pięknym uderzeniem z dystansu posłał Klaksvik na deski.
Lech Poznań awansował do IV rundy el. Ligi Europy, w której zagra ze szwajcarskim FC Thun. Poznaniacy już teraz zapewnili sobie grę w Europie przynajmniej do grudnia, uzyskując kwalifikację do fazy ligowej Ligi Konferencji. Jedyną przykrą wiadomością jest uraz Mikaela Ishaka, który jeszcze przed przerwą opuścił boisko. Mistrzowie Polski całą drugą połowę zagrali bez nominalnej "dziewiątki".
KI Klaksvik - Lech Poznań 0:5 (0:1)
Bramki: 0:1 Allahyar Sayyadmanesh 20', 0:2 Pablo Rodriguez 50', 0:3 Antoni Kozubal 75', 0:4 Daniel Hakans 89', 0:5 Patrik Walemark 90+2'
Składy:
KI: Mark Jensen - Gilli Sorensen (64. Jonn Johannesen), Deni Pavlović (83. Simun Kalso), Gaston Tellechea - Joannes Danielsen, Mansour Sinyan (64. John Joensen), Hallur Hansson, Oussama Ali (76. David Reynheim) - Arne Frederiksberg, Pall Klettskard, Jean Carlos (76. Daniel Johansen)
Lech: Mateusz Lis - Joel Pereira, Mateusz Skrzypczak, Wojciech Mońka, Michał Gurgul - Antoni Kozubal, Pablo Rodriguez (76. Robert Gumny) - Patrik Walemark, Luis Palma (76. Karol Delikat), Allahyar Sayyadmanesh (64. Radosław Murawski) - Mikael Ishak (45. Daniel Hakans)
Żółte kartki: Johannesen, Hansson, Frederiksberg, Johansen (KI) - Sayyadmanesh, Gurgul (Lech)
Sędziował: Igor Pajac (Chorwacja)
Pierwszy mecz: 1:0 dla Lecha Awans: Lech Poznań
Komentarze (0)