Plan minimum zrealizowany! Mistrzowie Polski jesienią powalczą w Europie
Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena nie zakończyli jeszcze swoich zmagań w eliminacjach europejskich pucharów, a w najbliższy czwartek rozpoczną dwumecz ze szwajcarskim FC Thun, który będzie ostatnią przeszkodą Kolejorza na drodze do fazy ligowej Ligi Europy. Gdyby jednak Lechowi nie udało się awansować, to wraz z Jagiellonią Białystok może liczyć na pewną grę w fazie zasadniczej Ligi Konferencji. W przypadku mistrza Polski było to absolutne minimum do osiągnięcia w tym sezonie pod kątem sportowym oraz finansowym.
Sama gra w tych rozgrywkach oznacza konkretne pieniądze. Może nie takie, jakie gwarantuje awans do Ligi Mistrzów, ale UEFA już za awans do fazy ligowej wypłaca 3,17 mln euro, więc na tyle mogą liczyć już teraz przy Bułgarskiej. Ale to oczywiście początek. Do tego dochodzą premie za wyniki – 400 tys. euro za zwycięstwo i 133 tys. euro za remis – oraz kolejne bonusy za miejsce w tabeli i promocje do następnych rund. W poprzedniej edycji Lech dotarł aż do 1/8 finału, zarabiając łącznie 7,01 mln euro.
Oczekiwania były dużo większe. Mistrzowie Polski zainwestowali tego lata rekordowe pieniądze w transfery, które mogły zwrócić się po awansie do upragnionej Ligi Mistrzów. Tam różnice są już kolosalne, bo Lech zarobiłby już 4,29 mln euro za sam udział w IV rundzie eliminacji, a do tego aż 18,62 mln euro za awans do fazy ligowej. Cóż, pozostaje walczyć zatem o Ligę Europy, która w porównaniu z ubiegłym sezonem będzie dla klubu progresem i powrotem do tych rozgrywek po sześciu latach - wtedy Lech zagrał w fazie grupowej z Benficą, Rangersami oraz Standardem Liege.
Głównym celem pozostaje Liga Europy
Teraz w gronie potencjalnych rywali na tym zasadniczym etapie rozgrywek można wymienić naprawdę sporo uznanych europejskich marek. Zapewnione miejsce w fazie ligowej mają m.in. AC Milan, Juventus FC, Real Sociedad, Bayer Leverkusen, czy Olympique Marsylia. Przy takich rywalach czuć już, że ten poziom jest naprawdę wysoki i w jakimś stopniu rekompensuje niepowodzenie w Lidze Mistrzów. A jak przekłada się to na finanse?
Za udział w rozgrywkach na tym szczeblu UEFA wypłaca 4,31 mln euro. Liga Europy nie oferuje jednak dużo większych pieniędzy za wyniki osiągane w tej fazie. Kwoty, na jakie Lech może liczyć w przypadku zwycięstwa i remisu to kolejno: 450 tys. euro i 150 tys. euro. Kolejne wielomilionowe premie pojawiają się od 1/8 finału, a zatem mistrzowie Polski musieliby zakończyć fazę ligową bezpośrednio na miejscach 1-8 lub 9-24 i wygrać dwumecz w play-offach.
Lech Poznań w tym sezonie startuje ze współczynnikiem 24.750, a to może mu zagwarantować nawet miejsce w drugim koszyku podczas losowania fazy ligowej. Zwiększa to szanse na bardziej korzystny układ rywali i może ułatwić walkę o miejsce w fazie pucharowej, a co za tym idzie, o dodatkowe pieniądze. W nowym formacie Lech nie uniknie mocniejszych przeciwników, ale może być na papierze rywalem wyżej notowanym od większości.
Frekwencja na meczach Ligi Europy nie powinna jesienią rozczarować, dlatego w przypadku wylosowania atrakcyjnych rywali przy Bułgarskiej, wzrosną też przychody z dnia meczowego. Tu należy jednak pamiętać, że na mocy umowy przedłużonej kilka tygodni temu, Miasto Poznań nadal będzie uczestniczyć w przychodach w przypadku spotkań rozgrywanych przez Lecha w europejskich pucharach.
Aby jednak cieszyć się grą na wyższym szczeblu, trzeba rozprawić się z mistrzem Szwajcarii. Pierwszy mecz z FC Thun zostanie rozegrany na Enea Stadionie, a pierwszy gwizdek wybrzmi w czwartkowy wieczór, 20 sierpnia o godz. 19. Rewanż zostanie rozegrany tydzień później na Stockhorn Arenie. Dla zespołu prowadzonego przez Gian-Lucę Privitelliego to także szansa na powrót do Ligi Europy, choć oni czekają na to znacznie dłużej - Szwajcarzy występowali w fazie grupowej w sezonie 2013/14.
Komentarze (0)