Śląsk Wrocław w pierwszych kolejkach boleśnie przekonywał się o realiach ligowej rywalizacji. Sugerowano, że trener Ante Simundża gra w sobotę o posadę, wszak "Wojskowi" pilnie potrzebowali punktów, by nie ugrzęznąć w strefie spadkowej. Lech Poznań znajdował się natomiast na zupełnie innym biegunie - rozpędzał się z meczu na mecz, a jedyne potknięcie zaliczył w Zabrzu. Wątpliwości mogła budzić jedynie forma niebiesko-białych w obliczu wyjątkowo długiej przerwy reprezentacyjnej i fakt, że Kolejorz przez ostatnie 15 lat wygrał we Wrocławiu tylko dwa razy.
Lech przetrwał trudny początek. Wystarczyła jedna akcja
Gospodarze od początku nie zamierzali ograniczać się do defensywy. Po sześciu minutach udało im się zapisać pierwsze celne uderzenie. Pomysłowo rozegrany stały fragment gry sprawił, że piłkę przed polem karnym otrzymał Grzegorz Tomasiewicz. Pomocnik uderzył jednak za lekko, a przede wszystkim w środek bramki.
Kilka minut później szansę na odpowiedź miał Lech. Robert Gumny po chwili zastanowienia poszukał dośrodkowaniem Pablo Rodrigueza. Zagrał na tyle niecelnie, że piłka prawie zaskoczyła bramkarza Śląska. Przeleciała tuż nad narożnikiem bramki.
Inicjatywa była po stronie "Wojskowych". To oni po upływie kwadransa stworzyli kolejne zagrożenie pod bramką Mateusza Lisa - przy strzale Przemysława Banaszaka brakowało skuteczności. Najlepszą okazję dla swojego zespołu zmarnował Jehor Macenko. Ukrainiec otrzymał prostopadłe podanie w pole karne i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Lecha. Golkiper wygrał wojnę nerwów i uchronił Poznaniaków przed stratą gola.
Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena nie zachwycali swoją grą, ale w kluczowym momencie nie zabrakło im jakości. Pablo Rodriguez przedarł się prawą stroną w pole karne i dośrodkował miękko wzdłuż bramki. Piłkę przedłużył do lewej strony Mateusz Skrzypczak, a tam czekał osamotniony Filip Jagiełło, który pewnym uderzeniem nie dał szans bramkarzowi na skuteczną interwencję.
Mistrzowie Polski po objęciu prowadzenia przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Przełamania szukał Mikael Ishak, który ostatniego gola w lidze zdobył miesiąc wcześniej w spotkaniu z Piastem Gliwice. Kapitan Lecha w 37. minucie uderzał zza szesnastki, ale piłka nie zmierzała nawet w światło bramki. Śląsk miał trudności z przedostaniem się pod pole karne rywali i do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie.
Wrzucili wyższy bieg. Lech obnażył słabości przeciwnika
Druga połowa to już zupełnie inna twarz Lecha Poznań. Kolejorz błyskawicznie dołożył kolejnego gola, który zdecydowanie uspokoił grę i zmusił Śląska do podjęcia większego ryzyka. Dynamiczne wejście Leo Bengtssona, zagranie do Pablo Rodrigueza i Hiszpan uderzeniem z dystansu umieścił piłkę w siatce. Pomógł rykoszet, bo piłka po drodze odbiła się od Mariusza Malca i całkowicie zmyliła bramkarza.
Chwilę później Lech próbował zagrozić po dośrodkowaniu Joela Pereiry, ale Mikael Ishak został zablokowany przy próbie uderzenia z powietrza. Przez krótką chwilę gospodarze śmielej przesunęli się do przodu i stworzyli kilka groźnych sytuacji. Akcja rezerwowych sprawiła, że w 66. minucie piłka zmierzała nawet w światło bramki Kolejorza, lecz w ostatniej chwili zatrzymał ją Pereira. Dwie minuty później groźnie obok bramki uderzał także Papis Malaly Dembele.
Ostatnie dwadzieścia minut spotkania we Wrocławiu to już absolutna zabawa po stronie Lecha Poznań, a konkretnie za sprawą Patrika Walemarka. Jego występ stał pod znakiem zapytania ze względu na infekcję, którą złapał w trakcie zgrupowania reprezentacji Szwecji. Skrzydłowy pojawił się na boisku w drugiej połowie i mecz zakończył z dubletem na koncie. Dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w swoim stylu, przekładając Mariusza Malca i uderzając w kierunku dalszego słupka.
W doliczonym czasie gry Śląsk zapisał po swojej stronie bramkę honorową, a do siatki trafił Grzegorz Tomasiewicz. Nie miało to już wpływu na końcowe rozstrzygnięcie. Lech mógł cieszyć się efektownym zwycięstwem i kolejnymi trzema punktami na koncie. Poznaniacy wykazali się piłkarską dojrzałością i podkreślili przepaść, jaka dzieli aktualnie oba zespoły. Wygrana ma dodatkowe znaczenie, bo mistrzowie Polski wskoczyli na pozycję lidera Ekstraklasy.
Śląsk Wrocław - Lech Poznań 1:4 (0:1)
Bramki: 0:1 Filip Jagiełło 31', 0:2 Pablo Rodriguez 51', 0:3 Patrik Walemark 70', 0:4 Patrik Walemark 73', 1:4 Grzegorz Tomasiewicz 90+3'
Składy:
Śląsk: Karol Niemczycki - Alex Timossi Andersson, Jehor Macenko, Lamine Ba, Mariusz Malec, Marc Llinares - Karol Linetty (61. Adam Ciućka), Grzegorz Tomasiewicz, Piotr Samiec-Talar (75. Eniss Shabani) - Luka Marjanac (61. Papis Malaly Dembele), Przemysław Banaszak (75. Ieltsin Camoes).
Lech: Mateusz Lis - Joel Pereira, Wojciech Mońka, Mateusz Skrzypczak, Michał Gurgul - Radosław Murawski (76. Gustav Berggren), Filip Jagiełło (60. Antoni Kozubal), Pablo Rodriguez - Robert Gumny (60. Patrik Walemark), Mikael Ishak (72. Yannick Agnero), Leo Bengtsson (72. Daniel Hakans).
Żółte kartki: Linetty, Llinares (Śląsk) - Jagiełło, Gurgul, Mońka, Walemark (Lech)
Sędziował: Patryk Gryckiewicz (Toruń)
Komentarze (0)