Dawno przy Bułgarskiej nie było tak ponuro. Bolesna porażka z Aarhus GF odcisnęła piętno na frekwencji w czwartkowym spotkaniu. Przemierzając na stadion, nie czuć było atmosfery piłkarskiego święta. Jak pokazały statystyki, zaledwie 16,5 tys. kibiców oglądało mecz z KI Klaksvik. Na dodatek, w wyniku kary nałożonej przez UEFA, zamknięto II trybunę Enea Stadionu i tym samym popularny "Kocioł" był zmuszony przenieść się w inne sektory obiektu.
Farerzy postawili się mistrzowi Polski
Już przed meczem spodziewano się, jak mogą zagrać przeciwnicy, którzy w Europie przechodzą całkowitą metamorfozę względem rozgrywek ligowych. Od pierwszego gwizdka zagęszczali środek pola, bazowali na fizyczności i szukali swoich szans w kontratakach. Lechici wbrew pozorom nie rozciągali gry - starali się zaskoczyć rywali grą na małej przestrzeni.
Pierwsze zagrożenie ze strony Poznaniaków pojawiło się dopiero po dziesięciu minutach. Patrik Walemark miał doskonałą okazję z rzutu wolnego, ale piłka po jego strzale minimalnie pofrunęła nad poprzeczką. Farerom pomysłu na stały fragment nie brakowało - oni też potrafili nieco podnieść ciśnienie kibicom Kolejorza. W 13. minucie na uderzenie z dystansu po zebraniu piłki zdecydował się Joannes Danielsen. Zabrakło niewiele, by Lech znalazł się w tarapatach.
Kolejne minuty należały do gospodarzy (to był ich najlepszy okres w pierwszej połowie), a konkretniej do Allahyara Sayyadmanesha. Irańczyk doskonale zamykał jedno z dośrodkowań Joela Pereiry. Tak naprawdę nawet bramkarz Klaksvik nie miał pewnie pojęcia, jak udało mu się zatrzymać to uderzenie. Po chwili skrzydłowy Kolejorza spróbował raz jeszcze. W jednej akcji otrzymał garść szczęścia i pecha - pomógł rykoszet, zatrzymała poprzeczka.
Strzałów celnych w pierwszej połowie było, jak na lekarstwo. Po kilku minutach czujność bramkarza gości sprawdził Antoni Kozubal i... na tym skończyło się strzelanie w pierwszej części gry. Przed przerwą oglądaliśmy za to festiwal niepotrzebnych fauli i przepychanek. Mistrzowie Wysp Owczych zdecydowanie nastawili się w tym meczu na pojedynki fizyczne.
Gol w końcówce uratował mecz
Druga połowa mogła otworzyć się dla Lecha znakomicie. Piłkarze prowadzeni tego dnia przez Andreasa Hagena pokazali swoją jakość w grze na jeden-dwa kontakty. W polu karnym na czystej pozycji znalazł się Pablo Rodriguez, ale jego uderzenie tylko minęło dalszy słupek bramki Marka Jensena.
Po godzinie gry sztab Kolejorza zdecydował się na wariant mocno ofensywny, dokładając drugiego napastnika. Ściąganie na siebie uwagi obrońców przez Agnero, czy Ishaka pozostawiało gospodarzom więcej miejsca przed linią obrony, ale zupełnie z tego nie korzystali. Dwukrotnie zza szesnastki uderzał Luis Palma, ale raz nad bramką, raz w ręce golkipera.
Gdy wydawało się, że kolejny wieczór w Poznaniu zakończy się rozczarowaniem, wystarczyła jedna akcja, by Lech przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Mikael Ishak zagrał w tempo do wybiegającego za linią obrony Yannicka Agnero. Iworyjczyk przez kilkadziesiąt metrów pędził z piłką na bramkę i w decydującym momencie wprowadził trybuny w stan euforii.
Na miano cichego bohatera w końcówce zasłużył także Mateusz Lis. Bramkarz popisał się niebywałą interwencją przy strzale głową Arniego Frederiksberga, zapobiegając szybkiemu doprowadzeniu do wyrównania.
Choć kibice głośno śpiewali: "jeszcze jeden", więcej bramek już w tym meczu nie padło. Mistrzowie Polski uratowali zaliczkę przed meczem rewanżowym i za tydzień powalczą o poprawienie rezultatu w Thorshavn.
Lech Poznań - KI Klaksvik 1:0 (0:0)
Bramki: 1:0 Yannick Agnero 81'
Składy:
Lech: Mateusz Lis - Joel Pereira, Wojciech Mońka, Terry Yegbe, Michał Gurgul - Radosław Murawski (46. Luis Palma), Antoni Kozubal - Patrik Walemark, Pablo Rodriguez, Allahyar Sayyadmanesh (61. Yannick Agnero) - Mikael Ishak
Klaksvik: Mark Jensen - Gilli Rolantsson, Deni Pavlović, Gaston Tellechea - Joannes Danielsen, Mansour Sinyan (84. Martin Gonzalez), Oussama Ali (76. Rene Joensen), Jean Carlos - Arni Frederiksberg, Pall Kletsskard (84. Erlend Hustad), Filip Brattbakk (77. Jonn Johannesen)
Żółte kartki: Murawski (Lech) - Sinyan, Rolantsson, Klettskard (Klaksvik)
Sędziował: Orel Grinfeld
Komentarze (0)