Niecodzienne warunki... atutem podopiecznych Nielsa Frederiksena? "To może być dla nas korzystne"
Dla trenera Lecha nie będzie to pierwszy pobyt na Wyspach Owczych. Frederiksen zna tamtejsze warunki jeszcze z czasów pracy z duńską reprezentacją do lat 21, z którą kilka lat temu wystąpił właśnie na stadionie narodowym. Teraz wraca tam już jako szkoleniowiec mistrza Polski, który będzie walczył o awans do kolejnej rundy europejskich pucharów.
- Byłem już na Wyspach Owczych. Kilka lat temu grałem tam z duńską reprezentacją U-21, również na stadionie narodowym. Wydaje mi się, że wygraliśmy wtedy 3:0, może nawet wyżej. Jeśli chodzi o stadion i boisko, oczywiście warunki są inne niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. To sztuczna nawierzchnia, ale z tego, co pamiętam, całkiem dobre boisko. Stadion również jest niezły - nie jest duży, ale jest dość zamknięty i znajduje się w przyjemnym otoczeniu. Oczywiście nie możemy się już doczekać tego meczu - mówił podczas briefingu prasowego trener Niels Frederiksen.
Na Wyspach Owczych panują nieco inne warunki od tych, do których piłkarze Lecha przyzwyczaili się w Polsce. Temperatura w dniu meczu ma wynieść około 12 stopni Celsjusza. To spora różnica względem warunków, z jakimi zawodnicy mierzyli się niedawno w Polsce podczas fali upałów. Do tego dochodzi sztuczna nawierzchnia, na której Poznaniacy nie mają okazji grać na co dzień. Frederiksen uważa jednak, że właśnie charakterystyka zespołu Lecha może sprawić, że sztuczne boisko nie będzie dla jego drużyny problemem.
- Myślę, że mamy zespół z bardzo dobrze wyszkolonymi technicznie zawodnikami, którzy powinni być w stanie poradzić sobie na sztucznej nawierzchni. Przy jakości, jaką posiadają nasi piłkarze, może to być dla nas nawet zaleta. Oczywiście nie jesteśmy przyzwyczajeni do gry na takim boisku, ale wielu zawodników miało już z nim styczność, więc nie będzie to dla nich coś nowego. Nie sądzę, żeby stanowiło to problem. W pierwszym meczu przekonaliśmy się, że im bardziej możemy przyspieszyć tempo gry, tym lepiej dla nas. Na tej nawierzchni powinno być to nawet łatwiejsze niż na bardziej suchej, naturalnej murawie. Dlatego uważam, że może to być dla nas korzystne - przekonywał duński szkoleniowiec.
Lech do rewanżu przystąpi ze skromną, jednobramkową zaliczką. W pierwszym spotkaniu KI Klaksvik skutecznie ograniczało poczynania gospodarzy przez dużą część meczu, a mistrzowie Polski długo nie byli w stanie znaleźć sposobu na umieszczenie piłki w siatce - sztuka ta udała się dopiero w 81. minucie meczu, kiedy bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Yannick Agnero. Frederiksen zdaje sobie sprawę, że jego podopiecznych czeka trudne spotkanie. Jednocześnie uważa, że Kolejorz ma wystarczająco dużo jakości, aby przechylić losy dwumeczu na swoją korzyść.
- Zawsze trudno to przewidzieć, ale wiemy, że na Wyspach Owczych będzie ciężko. W pierwszym meczu wygraliśmy tylko 1:0, a to oczywiście nie jest duża przewaga, więc wszystko może się wydarzyć. Nadal uważam, że powinniśmy byli strzelić tutaj więcej goli, ponieważ stworzyliśmy sobie sytuacje na więcej niż jedną bramkę. Nie będzie jednak łatwo, ponieważ oni są bardzo trudnym przeciwnikiem. Z drugiej strony, jeśli uda nam się pokazać jakość, którą mamy, powinniśmy być lepszym zespołem niż oni. Teraz chodzi po prostu o to, żeby zawodnicy wyszli na boisko, wykonali swoją pracę i pokazali swoje umiejętności. Jeśli to zrobimy, poradzimy sobie - mówił trener Kolejorza.
Brak treningu na Wyspach Owczych to nie problem. "Gdybym uważał inaczej, podjąłbym inną decyzję"
Przez zdecydowaną większość pierwszego meczu Klaksvik zmuszone było do gry w niskiej obronie i odpierania kolejnych ataków Lecha Poznań. Na własnym terenie gospodarze mogą jednak zagrać odważniej i częściej próbować przenosić ciężar gry wyżej. To jeden z elementów, na które szczególną uwagę zwraca Frederiksen.
- Jednym z kluczowych elementów będzie oczywiście jakość, którą jesteśmy w stanie pokazać. Do tego potrzebujemy odpowiedniej koncentracji i zaangażowania w ciężką pracę bez piłki, ponieważ rywale będą mogli grać wyżej niż w pierwszym spotkaniu. Spodziewam się, że nadal będziemy mieli piłkę przez dużą część meczu i że przeciwnik będzie cofnięty, podobnie jak w pierwszym spotkaniu. Musimy jednak być przygotowani na momenty, w których będą mogli pograć trochę więcej. Wtedy musimy być mocni, zwarci i konsekwentni w pracy bez piłki - stwierdził duński szkoleniowiec.
Lech nie przeprowadzi oficjalnego treningu na stadionie w Torshavn, gdzie odbędzie się rewanżowe spotkanie z KI Klaksvik. Ze względów logistycznych zarówno konferencja prasowa, jak i zajęcia zostały zorganizowane jeszcze w Poznaniu. Dla zespołu oznaczało to możliwość uniknięcia kilku dodatkowych godzin podróży, a także spokojniejszą pracę nad elementami taktycznymi przed spotkaniem. Trener Kolejorza nie uważa jednak, aby brak treningu na miejscu był problemem.
- Nie sądzę, żeby był to problem. Gdybym uważał inaczej, prawdopodobnie podjąłbym inną decyzję. Myślę, że w tym momencie była to najlepsza i najbardziej rozsądna opcja. Przede wszystkim unikamy w ten sposób sporej ilości podróżowania. Godzina z hotelu na stadion, godzina z powrotem i kolejna godzina z lotniska do hotelu - nie ma sensu spędzać dzisiaj trzech godzin w autobusie. Jednocześnie trening tutaj daje nam możliwość pracy nad elementami taktycznymi, które chcemy zastosować w meczu. Normalnie, kiedy jesteśmy na wyjeździe, nie możemy robić tego w taki sposób, ponieważ na naszych treningach pojawia się wiele osób, które nas obserwują. W pewnym sensie mamy więc tutaj dodatkowy trening, który możemy wykorzystać również pod kątem taktycznym. To jest właśnie zaleta trenowania tutaj, a nie w miejscu, w którym odbędzie się mecz - odparł Niels Frederiksen.
Lech przygotowuje się również na scenariusz, w którym po 90 minutach rewanżu i ewentualnych 30 minutach dogrywki nadal nie będzie rozstrzygnięcia. W takim przypadku o awansie zdecydowałyby rzuty karne. Dlatego podczas zajęć w Poznaniu zespół uwzględnił również ten element, aby być przygotowanym na każdą ewentualność.
- Ująłbym to w ten sposób: zdecydowaliśmy, że dzisiaj trochę poćwiczymy rzuty karne - rzucił enigmatycznie trener mistrzów Polski.
Dwutygodniowa przerwa od gry w Ekstraklasie? To bardzo prawdopodobny scenariusz
Lech w trakcie walki o europejskie puchary korzysta również z możliwości zmian w terminarzu. Poznaniacy przełożyli już mecz 4. kolejki z Wisłą Płock, który miał zostać rozegrany trzy dni po rewanżu z KI Klaksvik. Niewykluczone, że mistrzów Polski czekać będzie nie jeden, a dwa tygodnie przerwy od rywalizacji w rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy - istnieje bowiem spora szansa, że przełożone zostanie również starcie Lecha Poznań z Jagiellonią Białystok, zaplanowane na 5. serię gier. Na taki scenariusz zapatruje się Niels Frederiksen.
- Myślę, że przełożymy ten mecz. Nie sądzę, żebyśmy podjęli już ostateczną decyzję, ale Jagiellonia również może go przełożyć i prawdopodobnie również będzie chciała to zrobić. Myślę więc, że jest całkiem prawdopodobne, że mecz z Jagiellonią zostanie przełożony. Na razie nie ma jednak ostatecznej decyzji, choć prawdopodobnie właśnie tak się stanie - nie owijał w bawełnę trener Kolejorza.
W ostatnim czasie do kadry pierwszego zespołu włączona została dwójka młodych zawodników z rocznika 2008 - Wojciech Szymczak i Karol Delikat. Obaj zwrócili na siebie uwagę podczas treningów i otrzymali możliwość pracy z pierwszym zespołem. Delikat dostał już nawet szansę debiutu w Ekstraklasie - w niedzielnym meczu z Piastem Gliwice pojawił się na boisku i zaledwie 35 sekund później wpisał się na listę strzelców, zaliczając tym samym niezwykle udany i wymarzony debiut w pierwszej drużynie Kolejorza. Frederiksen podkreśla, że decyzja o włączeniu obu zawodników do kadry wynika przede wszystkim z ich jakości prezentowanej na treningach.
- Są dwa główne powody, dla których zostali włączeni do pierwszego zespołu. Po pierwsze, są dobrymi i utalentowanymi zawodnikami, którzy pokazują się na treningach. Myślę, że możemy ich wykorzystać, ponieważ mają dużo jakości. Oczywiście musiało się też znaleźć dla nich miejsce. Mamy kilku kontuzjowanych zawodników, między innymi "Jagiego" i Leo Bengtssona, więc pojawiła się przestrzeń, żeby ich włączyć. Myślę, że dobrze jest dać im możliwość zagrania kilku minut - w ostatnim meczu taką szansę dostał "Deli". Starcie z Klaksvik również będzie dla nich taką okazją - przekonywał Duńczyk.
Innym młodym zawodnikiem Lecha, który miał już okazję zadebiutować w pierwszym zespole Lecha Poznań, jest Kamil Jakóbczyk. Napastnik od kilku miesięcy zmaga się jednak z urazem stawu skokowego, przez co wciąż nie jest gotowy do powrotu do treningów z resztą drużyny. Jak przekazał trener Kolejorza, rehabilitacja przebiega jednak w dobrym kierunku.
- Rehabilitacja przebiega powoli, ale zmierza w dobrym kierunku. Kamil nadal nie trenuje z zespołem. Mam nadzieję, że wkrótce będzie mógł to robić, ale wciąż nie jest na to gotowy. Pracujemy nad tym ciężko każdego dnia i robi postępy, ale jeszcze nie jest w stu procentach gotowy - zakończył Niels Frederiksen.
Komentarze (0)