W marcu 2025 roku Widzew Łódź przeszedł w ręce Roberta Dobrzyckiego, a biznesmen już na wejściu dokapitalizował klub kwotą 13,4 mln złotych. Od tamtej pory skala inwestycji w drużynę zaczęła szybko rosnąć. Łodzianie przed rozpoczęciem ubiegłego sezonu wydali na transfery ponad 5 mln euro, zimą dołożyli kolejne ponad 15 mln. Łączna suma wszystkich transakcji wyniosła aż 22,93 mln euro. Klub pokazał, że na rynku transferowym może stanowić poważną konkurencję dla ligowej czołówki i szybko dał się we znaki drużynie z Poznania.
Ten transfer uciekł Lechowi. Widzew pokrzyżował plany
Poprzedniego lata Lech Poznań zapowiadał dwa transfery na skrzydło - bombę transferową oraz domyślnie uzupełnienie składu na tej pozycji. Hitowym nazwiskiem okazał się Luis Palma, którego wyciągnięto z Celticu FC w ramach wypożyczenia z opcją wykupu. Drugą rolę mógł za to przejąć... Mariusz Fornalczyk. O kulisach tego transferu opowiedział właściciel klubu, Piotr Rutkowski na wtorkowym spotkaniu z kibicami, a jego słowa przytoczył w mediach społecznościowych użytkownik DomasLp.
Skrzydłowy po udanym sezonie w Koronie Kielce zwrócił uwagę kilku klubów, ale mało kto mógł konkurować ze świeżo upieczonym mistrzem Polski. Lech był poważnie zainteresowany sprowadzeniem skrzydłowego i przez pewien czas wydawało się, że transfer jest naprawdę blisko. Kluczowe okazały się nagle warunki przedstawione przez Widzew, który śmiało włączył się do rywalizacji o podpis zawodnika.
Chodziło o samo przekonanie piłkarza, gdyż ten miał w swoim kontrakcie klauzulę wykupu w wysokości 1,5 mln euro. Fornalczyk mógł liczyć nie tylko na wysoką pensję, ale także pierwszy skład. Władze Kolejorza zrezygnowały z dalszych starań i skierowały poszukiwania w inną stronę. Jak przyznał Rutkowski, to jedyny przypadek, w którym Widzew faktycznie sprzątnął Lechowi piłkarza sprzed nosa.
Lech szybko znalazł rozwiązanie. Okazał się dobrym wyborem
Prawdopodobnie, gdyby tamten ruch doszedł do skutku, w niebiesko-białych barwach nie występowałby obecnie Leo Bengtsson. Z perspektywy czasu grzechem byłoby powiedzieć, że była to zła alternatywa. Szwed w swoim pierwszym sezonie przy Bułgarskiej rozegrał łącznie 50 spotkań, w których zdobył dziewięć bramek i dołożył trzy asysty.
Wiosną można było nazywać go "cichym bohaterem" Kolejorza. Gdy zapisywał się w protokole meczowym golem lub asystą, drużyna za każdym razem świętowała komplet punktów. Ostatecznie 28-latek dołożył solidną cegiełkę do obrony mistrzowskiego tytułu.
Fornalczyk w tym samym czasie wystąpił w 31 meczach Widzewa, notując tylko jednego gola i trzy ostatnie podania. Na początku obecnego sezonu wcale nie wygląda to u niego lepiej. 23-latek błysnął jedynie w meczu z... Lechem Poznań, gdy zanotował bramkę oraz asystę przy trafieniu Karola Świderskiego.
Komentarze (0)