reklama

Zawodniczka Lecha Poznań UAM o wyboistej drodze do sukcesu. "Spełniam marzenia o byciu piłkarką"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Zawodniczka Lecha Poznań UAM o wyboistej drodze do sukcesu. "Spełniam marzenia o byciu piłkarką" - Zdjęcie główne
Autor: Tomasz Deska | Opis: Zuzanna Sawicka jest związana z drużyną od samego początku powstania sekcji.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaOstatnie miesiące nie były łaskawe dla jednej z najważniejszych postaci Lecha Poznań UAM. Zuzanna Sawicka na początku tego sezonu wróciła po zerwaniu więzadeł, które wykluczyły ją kilka miesięcy wcześniej z walki o Ekstraligę. Już na tym najwyższym poziomie rozgrywkowym była prawdziwą ostoją defensywy Kolejorza, ale... znów doznała identycznego urazu. W rozmowie z nami opowiedziała o tym, jak postępuje rehabilitacja, jak odnajduje się w obecnej szatni i jaką widzi dla siebie przyszłość. Nie zabrakło też powrotu do piłkarskich początków, które ukształtowały jej charakter.
reklama

Poważne kontuzje nie złamały liderki Lecha Poznań UAM. "Liczę, że będę już bezpieczna do końca kariery"

Jak się czujesz? Kiedy możemy spodziewać się Twojego powrotu?

Kolano na razie sprawuje się w porządku. Jak już odłożę kule, to zacznę w pełni rehabilitację. Jest podobnie w porównaniu do prawej nogi, także jeśli wtedy było wszystko okej, myślę, że teraz też tak będzie. Prognozy zakładają, że w styczniu na okres przygotowawczy wrócę w pełni do drużyny. Zakładam, że w marcu będę gotowa, żeby grać. Nie wiem, jak z walką o skład, ale jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to wtedy chciałabym być już na boisku.

Wydajesz się być o to całkiem spokojna.

Kontuzja nie zmienia tak dużo, bo dalej jestem w treningu, dalej mam swoją rutynę. Jedynie brakuje mi kontaktu z dziewczynami. Ja mam rehabilitację na Bułgarskiej, dziewczyny są na Morasku, więc ten kontakt mamy utrudniony. Ale jestem spokojna przez to, że naprawdę lubię te wszystkie rzeczy dookoła, które teraz się dzieją. Nie mam z tym problemu, że muszę je wykonywać. Mam z tyłu głowy to, że poprzedni plan był w porządku i wróciłam do pełni sprawności po siedmiu miesiącach. Wierzę, że będzie teraz tak samo. Tak jak powiedziałeś, jestem spokojna, bo nie zakładam, że coś może się nie udać.

reklama

Brak gry daje teraz więcej czasu dla samej siebie?

Jedyna różnica jest taka, że mam teraz wolne weekendy, aczkolwiek staram się być z dziewczynami, więc i tak ten weekend jest dla mnie meczowy. Sama rehabilitacja też zajmuje mi naprawdę dużo czasu, więc powiedziałabym, że mam go chyba nawet mniej. Cały czas powtarzam ćwiczenia. Chociaż seriale na Netflixie mogę już polecać (śmiech).

Cofnijmy się na moment do tamtego meczu. W pierwszej chwili wiedziałaś już, że to tak poważny uraz?

Odczucia bardzo podobne do tego pierwszego kolana. Usłyszałam ten przysłowiowy trzask, więc wiedziałam, że już jest źle. Objawy były trochę inne, bo normalnie miałam pełen wyprost i zgięcie. Wstałam, zeszłam z boiska i było okej, ale na drugi dzień, gdy zobaczyłam opuchliznę i nie miałam prawie zgięcia, wiedziałam, że już po ptakach. Jeszcze trochę się modliłam, że może to nie ACL, tylko więzadła poboczne. Wtedy ta rehabilitacja jest o wiele łatwiejsza i krótsza. Gdy poszłam na rezonans, a następnie wizytę u lekarza i usłyszałam pytanie: "ile grałam?", wiedziałam już, że to czas przeszły i to najgorsza diagnoza. Genetycznie nie mamy łatwiej w stosunku do mężczyzn. U nas te kontuzje są częste, więc wiedziałam, że przez następne dwa lata od momentu, jak zerwałam więzadła w pierwszym kolanie, to szanse na powtórkę są bardzo wysokie. Nie udało się temu zapobiec, ale teraz liczę, że po prostu mam już takie stalowe kolana, że będę bezpieczna do końca swojej kariery.

reklama

Przy diagnozie pojawiła się taka myśl, że możesz nie wrócić już do grania?

Nie miałam takiego momentu. Pomyślałam już na przyszłość, co by było, gdybym zerwała trzeci raz. Wtedy bym zadała takie pytanie, czy dalej chciałabym wrócić. Czuję się jeszcze mocna. Mam tylko 26 lat na razie, a jest wiele takich dziewczyn, które zrywały już po dwa, trzy razy i dalej są na tym poziomie Ekstraligi. Potrafią grać do 35. roku życia, czy nawet dłużej.

Jak zapatrujesz się na to, że po twoim powrocie ten zespół może wyglądać inaczej? Może pojawić się konkurencja.

Trenerka mi szepcze, że tam jakieś transfery będą robić (śmiech). Jestem świadoma tego, że sytuacja tego wymaga, bo w pewnym momencie sezonu zostałyśmy z dwiema nominalnymi obrończyniami, gdzie potrzebujemy trzech na tę pozycję. Każdy potrzebuje jakiegoś bodźca i rywalizowania z drugą osobą. Transfery będą na pewno, może dziewczyny z CLJ się pojawią. Lubię rywalizację i nie boję się jej.

reklama

Jak odnajdujesz się w obecnej szatni? Nazywają cię doświadczoną zawodniczką, trenerka jednego razu przyznała ci nawet dinozaura przy powołaniach. Czujesz się... staro?

W mojej szatni się czuję. Generalnie staram się z dziewczynami złapać kontakt i myślę, że jeszcze jestem na bieżąco ze wszystkimi nowinkami. Ale trochę się ze mnie podśmiechują, jak czegoś nie wiem albo nie kumam. Podkreślają mi to na każdym kroku, że ja już mam 26, a one tam np. 19, czyli jeszcze naście. (śmiech). Nie mam z tym jednak problemu.

Bardzo się zmieniła ta szatnia na przestrzeni kilku lat?

Na pewno zmienił się klimat od tego, który miałyśmy w trzeciej lidze. Wydaje mi się, że my wcześniej żyłyśmy tylko Lechem Poznań i trenerką Alicją Zając, która jest tam od zawsze. Teraz dochodzą nowe dziewczyny z różnych miast Polski. One były w innych klubach, miały inne środowisko, innych trenerów i to się lekko wymieszało. Ale ta szatnia się bardzo ze sobą trzyma. Wcześniej byłyśmy przyzwyczajone do tego, że odnosimy seryjne zwycięstwa i robimy awanse. Teraz musiałyśmy trochę się przestawić, no bo jednak walka o utrzymanie, to co innego. Porażki, które się przytrafiały, umacniały naszą szatnię. To nas dodatkowo zbudowało. Te momenty teraz pokazują, że musimy być jedną drużyną, bo inaczej nie poradzimy sobie z pewnymi sytuacjami.

reklama

Sezon w roli debiutantek na poziomie Ekstraligi dobiega końca. Zadowolona z wyników?

Z perspektywy beniaminka, który zapewnił sobie utrzymanie na cztery kolejki przed końcem? Tak. Z awansu do półfinału Pucharu Polski to na pewno. Ale w pewnym momencie celowałyśmy nawet w 5-6. miejsce i gdyby się ostatecznie udało, to mogłabym powiedzieć, że jestem w pełni zadowolona.

Co czułaś 21 kwietnia, wychodząc na stadion przy Bułgarskiej? Półfinał Pucharu Polski - ogromny sukces w historii klubu.

Byłam mega wzruszona samym faktem, że było tak dużo kibiców na meczu kobiecej piłki. W życiu nie wyobrażałam sobie, że na mecz klubowy miałoby przyjść tylu kibiców. Dla mnie to było coś niesamowitego i nawet jeżeli to nie mój zespół grałby w tym meczu, ale np. w Łęcznej na meczu z Katowicami miałaby być taka frekwencja, też bym chciała po prostu tam być. To jest niesamowita chwila dla mnie, jako dla kibica piłki nożnej kobiet. A to, że moje koleżanki z drużyny tam były i że to moja drużyna w ogóle grała w tym półfinale... Czułam dumę i mega wzruszenie. Jak słyszałam ten doping z trybun i patrzyłam na nie, to pomyślałam: "wow, to jest coś, do czego chcemy dążyć".

Uważasz, że należy wam się częściej grać na Enea Stadionie?

Trochę jest dla nas za duży (śmiech). Super się tam czujemy, bo przychodzimy też na mecze chłopaków. Móc ich oglądać z trybun to wielka przyjemność, a móc tam zagrać to wielki przywilej, ale myślę, że musimy pokazać swoimi sukcesami, że zasługujemy na tę grę bardziej niż przyznawanie nam tego, bo jesteśmy zawodniczkami Lecha Poznań.

Myślę, że będzie ku temu okazja z ciekawymi klubami, które ludzie też kojarzą z męską Ekstraklasą. Awans Legionistek zapowiada ciekawą rywalizację w przyszłym sezonie.

To duże wyróżnienie, jeżeli mogłybyśmy zagrać dwa mecze w sezonie przy Bułgarskiej. Tym bardziej wspomniałeś o przeciwnikach ekstraklasowych, co też przyciąga uwagę kibiców np. Pogoń Szczecin, czy Legia Warszawa. Ten mecz z Legią na pewno byłby wielkim wydarzeniem, więc chciałabym, żeby tak było, ale najpierw my musimy się pokazać i osiągać sukcesy.

Jak oceniłabyś wasze nastawienie do meczów z tą drużyną?

U nas nie ma tak zaciętej rywalizacji przez to, że gdzieś środowisko jest zupełnie inne. Nie ma takiej nagonki na siebie, choć wiem, że dla dziewczyn, które są wielkimi fanatyczkami to Legia powoduje emocje. Od dziecka też jestem kibicem Lecha, ale odbieram to inaczej z perspektywy tego, że to kobieca piłka.

Trudne początki dorosłej kariery. "Dawałam swoje stare rzeczy na sprzedaż, żeby pomóc utrzymać klub"

Wrócmy trochę do początków. Pamiętasz swój pierwszy trening?

Pierwszy, który pamiętam, to chyba na hali w Polonii Poznań. To było bardziej jak zespół pieśni i tańca. Byłyśmy zespołem trawiastym, jedenastoosobowym, a zimą trenowałyśmy na hali. Gdyby to była taka hala jak dziś na Morasku, mogłabym powiedzieć, że grałyśmy w futsal. Ale czułam się wtedy trochę jak na WF-ie, na dodatkowych SKS-ach. Tak naprawdę pierwsze moje skojarzenie z treningiem piłkarskim i bycie typowo w drużynie piłkarskiej, to jak przyszedł trener Michał Waraczyński. Wcześniej to był taki lekki folklor.

Czyli nie byłaś zmuszona grać w klubie z chłopakami?

Nie, w zespole byłam tylko z dziewczynami. Wiadomo, pochodzę z mniejszej miejscowości, więc zaczynałam pewnie jak większość dziewczyn, z kolegami na orliku. Wizja bycia w drużynie piłkarskiej pojawiła się dlatego, że chciałam iść do szkoły sportowej i wymogiem było zapisanie się do jakiejś drużyny. Wtedy pojawił się temat Polonii i finalnie do szkoły sportowej nie poszłam, ale w Polonii zostałam.

Zainteresowanie kobiecą piłką nie było tak duże, więc zakładam, że nie trenowało też zbyt wiele dziewczyn w tamtym czasie.

Pamiętam, że grałyśmy mecze na przykład po 8 osób, bo po prostu nie byłyśmy w stanie się zebrać na mecz. Nawet trenowałyśmy czasami w piątkę.

Jak wspominasz wejście do seniorskiej szatni Polonii?

Przejście do seniorek w pierwszej lidze to była inna rzeczywistość. Miałam wtedy chyba niecałe 16 lat, a zaczęłam trenować z dziewczynami, które były nawet starsze od mojej mamy. Ale bardzo dobrze mnie przyjęły i zaopiekowały się mną. Zaczynałam właśnie grać w piłkę z Alicją Zając. Ona też pomogła mi być w drużynie. Jak miałam problem wrócić do domu, bo kończyłyśmy trening o 22, to zawsze ktoś mnie podrzucił. Ale to wejście do seniorskiej szatni było zupełnie inne niż jak dziewczyny przychodzą dzisiaj.

Motyw "starej" szatni?

Tak, my teraz już piłki musimy wszystkie nosić (śmiech). Tęsknię czasem za tamtą szatnią. Chętnie bym do takiej jeszcze wróciła.

Udało wam się awansować na najwyższym poziom i zadebiutowałaś wtedy w Ekstralidze. Duża różnica w porównaniu do dzisiejszego poziomu?

Duża. Wtedy oczywistością było to, że Medyk Konin wygra. Były może dwa zespoły, z którymi my mogłyśmy rywalizować, a i tak finalnie jeden punkt zdobyłyśmy w całym sezonie. Widać, że teraz się ta liga zupełnie zmieniła. Ten poziom bardziej się wyrównał. Wiadomo, ten top jest dalej, ale też nie jest tak, że to są zespoły, z którymi my nie jesteśmy w stanie podjąć walki.

Miałyście dość brutalną weryfikację, ale nie da się ukryć, że Polonia miała sporo problemów.

Tak naprawdę z tego zespołu, który awansował do Ekstraligi zostało może pięć zawodniczek. Te podstawowe wszystkie zrezygnowały z grania, bo to się liczyło z większym zaangażowaniem. Nie miałyśmy za to pieniędzy, nie otrzymywałyśmy żadnych wypłat. Było wiele przeciwności losu. Dzień meczowy wtedy, dzisiaj nawet nie do pomyślenia. Jechałyśmy do Katowic o piątej rano, żeby o dwunastej grać mecz. Była kiedyś taka sytuacja, że w nocy dowiedziałyśmy się o tym, że jednak na mecz nie pojedziemy, bo nie ma pieniędzy na busa. Naprawdę się wiele działo, ale mimo tego, czułyśmy się dobrze ze sobą. Przychodziłyśmy na treningi nawet wtedy, gdy miałyśmy dostawać wypłaty, a nigdy na oczy ich nie zobaczyłyśmy. Mimo że przegrywałyśmy mecze po 0:8, czy nawet 0:11, to klimat miałyśmy spoko.

Warto też dodać, że po spadku drużynę rozwiązano.

Nie wiedziałyśmy w sumie do końca, czy my będziemy mogły wystartować w tej pierwszej lidze, bo miałyśmy takie kłopoty finansowe, że nie było nas stać. Nie miałyśmy trenera już potem, ale próbowałyśmy walczyć. Nawet robiłyśmy jakieś zbiórki. Pamiętam, że dawałam swoje stare rzeczy na sprzedaż, żeby pomóc utrzymać ten klub i zrzekałyśmy się wypłat.

Tych, których nigdy nawet nie było?

Tak, ale zrzekłyśmy się ich, żeby zmniejszyć ten dług, także walczyłyśmy do samego końca. 

Po zakończeniu przygody z Polonią Poznań trafiłaś do Polonii Środa Wielkopolska. Wyłowili cię stamtąd, czy sama się tam pojawiłaś?

Chyba ja się zgłosiłam, już nie pamiętam do końca. Znałam wcześniej trenerkę, później prezes się ze mną kontaktował i ustalał dalsze szczegóły. Jestem wdzięczna, że w tamtym momencie pozwolili mi grać i zdecydowali się na to, żeby mnie wziąć chociaż był to taki trudny moment, czas pandemii. Pewnie gdyby oni mnie nie wzięli, to bym zrezygnowała po prostu z piłki, bo nie zakładałam żadnego wyjazdu z Poznania. Zaczynałam studia i nie chciałam zmieniać miasta, a wtedy nie było takich warunków do tego. Kontrakty były niskie i nie mogłam się zdecydować na to, żeby za 600 złotych grać w Śląsku Wrocław.

W Środzie Wielkopolskiej nie pograłaś długo, w trakcie pojawił się też na dobre futsal. Powiedziałaś jednego razu, że Lech dał ci drugie piłkarskie życie. Dlaczego?

Szczerze, gdyby nie to, że utworzyła się sekcja pod Lechem, to nie wiem, czy bym grała jeszcze na trawie, bo już tak dobrze się czułam na hali. Walczyłyśmy o mistrzostwo Polski, o Puchar Polski, więc to mi się podobało. Walczyłam w końcu o te najwyższe cele. Byłam już skupiona na tym, a do tego byłam trenerką i to też mi się podobało. Dopiero właśnie Ala mi powiedziała o tym, że będzie ta sekcja, bo to na początku było w naszym kręgu tylko. Byłam mega szczęśliwa, jak mi to zaproponowała, chociaż trochę musiałam ją namawiać, żeby mnie wzięła i byłam zawiedziona. Mówiłam jej: "Ja tutaj zawodniczka pierwszoligowa, a ty mnie do trzeciej ligi nie chcesz wziąć" (śmiech). Ale finalnie tak się ułożyło, że Ala się zgodziła, a ja jestem jej mega wdzięczna za to, bo gdyby nie Lech, to nie grałabym w piłkę na trawie.

Dlaczego na początku nie chciała cię w zespole?

No to dobre pytanie, musisz ją zapytać.

Nie powiedziała ci nigdy?

Nie, tylko kręciła nosem.

Pewna sukcesu i potencjału tej drużyny. "Za pięć lat chce świętować mistrzostwo z Lechem"

Część dziewczyn znałaś już dość długo. Jako ich trenerka jeszcze w sekcji futsalowej widziałaś w nich taki potencjał na grę w piłkę na trawie na tym najwyższym poziomie? 

Myślę, że tak. Po Mai, czy Julce było widać, że to zawodniczki, które się wyróżniają na tamtym poziomie i już pojawiały się jakieś pierwsze powołania do reprezentacji młodzieżowych. Wiedziałyśmy, że one mają duży potencjał i jeżeli będą wytrwałe, to mają naprawdę duże możliwości.

Nie jesteś już kapitanem. To się zmieniło po kontuzji. Natomiast w waszym zespole nie ma jednej liderki, jest ich kilka.

Cieszę, że teraz inne osoby też mają możliwość noszenia tej opaski. Niektóre dziewczyny nie są do końca może nawet tego świadome, jakimi są liderkami w naszym zespole i mają teraz większą możliwość do tego, żeby się odezwać w szatni. Fajnie, że tych liderek w zespole trochę jest.

Dla ciebie to żaden kłopot w zabraniu głosu. Kulisy pucharowego meczu też pokazały twój wpływ na drużynę, nawet jeśli nie mogłaś pomóc na boisku.

No tak, dla mnie to jest po prostu naturalne. Jak widzę, że coś wymaga tego, żebym się odezwała, to się po prostu odzywam. Tu chodzi po prostu o zespół, a ja chcę wygrywać. Wiem, że sama tego nie zrobię, więc dla mnie najważniejsze jest to, żeby zespół na boisku wyglądał dobrze, żeby czuł się ze sobą dobrze, bo to nas doprowadzi do zwycięstwa.

Gdzie jest sufit Alicji Zając? 

Trudne pytanie. Życzę jej, żeby faktycznie zaszła jak najdalej. Jest związana z Lechem i chce z Lechem osiągnąć duży sukces i myślę, że jej zawziętość w takim dążeniu do swoich celów i ta upartość ją do tego doprowadzi finalnie. Uważam, że jej warsztat trenerski pozwala na to, by walczyła o mistrzostwo Polski. Widziałabym ją też jako trenerkę reprezentacji Polski. Jak osiągnie sukces tutaj, to myślę, że będzie miała do tego predyspozycje, bo jej cechy osobowości i wiedza są naprawdę na najwyższym poziomie.

A ty widzisz siebie jako trenerkę?

Myślę, że tak, bo jednak tęsknię za takim prowadzeniem zespołu i chciałabym na pewno spróbować swoich sił w piłce jedenastoosobowej. Na razie jestem piłkarką i to traktuję bardzo poważnie, staram się być najbardziej profesjonalna w tym wszystkim, co robię. Nie szukam jakichś innych możliwości w byciu trenerką, ale mam to cały czas z tyłu głowy. Mam już licencję UEFA B, także chcę na pewno spróbować i myślę, że mogę wiązać z tym swoją przyszłość.

Bardzo dużo zawdzięczasz klubowi, ale trudno się dziwić. Macie zapewniony komfort, do którego nawet kluby w Ekstralidze czasem nie potrafią się zbliżyć.

Teraz to jest super. Generalnie spełniam marzenia o byciu piłkarką. Tylko jestem świadoma, że ważne w tym, by się utrzymać w moim marzeniu jest to, że ile ja dam, to tyle samo mogę dostać.

A jeśli pojawiłaby się propozycja z innego klubu, ale walczącego w tym momencie o mistrzostwo kraju?

Myślę, że byłaby to na pewno trudna decyzja. Mam swoje ambicje. Chciałabym w swojej karierze zdobyć mistrzostwo Polski na trawie, bo robiłam to już w futsalu i wiem, ile to kosztuje. Chciałabym to zdobyć, a patrząc na to, że Lech rozwija się w takim tempie, myślę, że będzie dane mi to zrobić w Lechu. Celuję, że za pięć lat bym chciała świętować mistrzostwo Polski z Lechem Poznań.

Drzwi do reprezentacji mogą być już zamknięte?

Jakbym tak myślała, to nie wiem, czy miałabym po co grać w piłkę. Wychodzę z założenia, że po prostu jeżeli ktoś jest dobry, no to ciężko z kogoś rezygnować tylko dlatego, że gra w polskiej Ekstralidze. Dajmy przykład - Paulina Tomasiak, która została powołana z pierwszej ligi. Ona była już wtedy naprawdę dobrą zawodniczką, ale powołanie było dla wielu dużym zaskoczeniem. Ja znając Paulinę i jej grę, wiedziałam, że ona naprawdę była na ten poziom.

Ekstraliga na pewno z każdym rokiem zalicza rozwój. Świadczy o tym nawet gala wręczenia nagród. Spodziewałyście się tego, że kobieca piłka zostanie też w taki sposób uhonorowana?

Ja nic totalnie nie wiedziałam. To było mega zaskoczenie. Jeszcze to, że jesteśmy nominowane tam. Julka dostała nominację, Oli dostała w dwóch kategoriach, no trenerka Alicja dostała, też nasza inicjatywa z organizacją meczu. Niesamowita sprawa i cieszę się po prostu, że będziemy znowu częścią dużego wydarzenia, bo myślę, że to jest coś dla kobiecej piłki w Polsce.

To tak na koniec nawiąże do twojego numeru na koszulce, bo na środku obrony grasz z "dziewiątką". Kiedy zobaczymy cię na tej pozycji na boisku? 

No tutaj próbuję, namawiam cały czas na ten napad. Na treningach czasem strzelam jakąś fajną bramkę i od razu się uśmiecham do trenerki, czy tam może jednak na dziewiątkę (śmiech). Tym bardziej, że miałyśmy też trochę kłopoty zawsze z tą pozycją. Teraz mamy akurat Blankę Borową i Oliwię Związek.

No tak, ale dziewczyny też mają sporo meczów reprezentacyjnych. Ostatnio był taki natłok, że trzeba było Oli posadzić na ławce i dać jej odpocząć.

Dlatego cały czas oczko puszczam, ale no niestety trenerka na razie jest nieugięta. Ja mam duszę napastnika zawsze, także coś tam jeszcze mi wpadnie.

Rozmawiał Jakub Kowalski, Sportowy Poznań

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo