Obie drużyny spotkały się na dwóch różnych etapach początku sezonu. Podopieczni trenera Mateusza Grabdy mieli za sobą już trzy mecze ligowe i siedem punktów w tabeli, co dawało im pozycję na podium. Siatkarze ICT Pierrot Czarnych Radom do tej pory na ligowym parkiecie sprawdzili się tylko raz, notując zwycięstwo z Lechią Tomaszów Mazowiecki. W roli faworyta wskazywano raczej na zespół z Poznania, który dodatkowo miał po swojej stronie przewagę licznie zgromadzonej publiczności.
Początek nie zwiastował happy endu
Pierwszy set pokazał jednak, że Fort Poznań wcale nie musi mieć przed sobą łatwego meczu. Rozpoczęło się od standardowej wymiany - punkt za punkt. Błyskawicznie inicjatywę przejmowali goście, którzy swoją przewagę po raz pierwszy zaznaczyli przy wyniku 2:6. Na każdy zdobyty punkt przez gospodarzy, zawodnicy trenera Michala Masnego mieli odpowiedź.
Fort popełniał zbyt wiele błędów w obronie, punktów nie przynosiły także ataki. Licznik po stronie poznańskiego zespołu regularnie stawał w miejscu, a powody do zadowolenia miała ekipa Czarnych. Gdy przyjezdni prowadzili już 20:11, można było już spodziewać się, że pierwsza partia padnie ich łupem.
W drugim secie przebieg meczu był zdecydowanie bardziej wyrównany - obie ekipy nie potrafiły osiągnąć większej przewagi. Od momentu, gdy Marcin Waliński zepsuł zagrywkę przy stanie 16:17, w drużynie z Poznania znów coś się posypało.
Czarni koncertowo rozegrali końcówkę seta, polegając na swoich czołowych zawodnikach. Skutecznie w ataku prezentowali się Bartłomiej Kluth oraz Matous Drahonovsky. Wspomniany duet na rozegraniu wspomagał także Kacper Gonciarz, przez którego przechodziła większość akcji zespołu gości. Fort odpowiedział tylko dwoma punktami, a set zakończył się wynikiem 18:25.
fot. Filip Solarek
Fort nie powiedział ostatniego słowa
Gospodarze nie mieli już nic do stracenia. Trzeci set był ostatnią nadzieją na odwrócenie losów tego spotkania. Radomianie poczuli zbyt duże rozluźnienie, gdyż w tej partii na długo pozwolili dominować gospodarzom. Zagrożenie poczuli po ataku Sebastiana Lisickiego, gdy Fort prowadził już 21:17 (przez większość seta Poznaniacy utrzymywali taką przewagę).
Zawodnicy Mateusza Grabdy nie wystrzegli się błędów, dając oddech rywalom - zrobiło się 21:20. Wojnę nerwów wytrzymali jednak zawodnicy w biało-niebieskich trykotach, a do zamknięcia seta potrzebowali dwóch piłek setowych. Drugą próbę zamknął Oskar Laskowski.
Gdy realna stała się walka o tie-break, Poznaniacy zareagowali wybornie. Kilka minut wystarczyło, by przekonać się o tym, że mecz na Morasku potrwa dłużej. Przy tylu błędach ze strony Czarnych Radom, gospodarze prowadzili już 14:6 i na nic zdało się wzięcie czasu przez słowackiego szkoleniowca gości. Fort takiej przewagi już nie roztrwonił, a zwycięstwo w czwartym secie przypieczętował Sebastian Lisicki.
Decydująca partia przyniosła sporo emocji, a rozpoczęła się dość wyrównanie. Po kilku minutach to Fort był w momencie stawiania masztu i obierania kursu po zwycięstwo. Wiatru w żagle dodała czerwona kartka, którą otrzymał Bartłomiej Kluth. Dzięki udanej końcówce, comeback stał się faktem. Gospodarze dokonali niesamowitego i udowodnili, że w tym sezonie mogą być postrachem dla przeciwników. Aktualnie wskoczyli na pozycję wicelidera TAURON 1. Ligi mężczyzn.
Fort Poznań - ICT PIERROT Czarni Radom 3:2 (19:25, 18:25, 25:23, 25:14, 15:11)
Składy:
Fort: Marcin Waliński, Bartosz Chromik, Sebastian Lisicki, Oskar Laskowski, Robert Brzóstowicz, Mateusz Madaj, Maciej Drąg, Krzysztof Pietruszewski, Michał Szczechowicz, Oskar Trawka, Kamil Dembiec, Kacper Chmielewski, Mateusz Borkowski, Mateusz Siwicki.
Czarni: Kacper Gonciarz, Mikołaj Słotarski, Bartłomiej Kursa, Bartłomiej Kluth, Michał Kowal, Michał Wójcik, Jakub Szczurowski, Matous Drahonovsky, Adam Miniak, Szymon Rakowski, Patryk Szymański, Ernest Kaciczak, Adam Kornak, Paweł Filipowicz.
MVP: Mateusz Borkowski (Fort Poznań)
Sędziowali: Paweł Kapica i Wojciech Targosz
Komentarze (0)